poniedziałek, 31 lipca 2017

She's Out Of My Life - Rozdział 32

Hejka kochani!
Wreszcie wstawiłam coś na tego bloga, myślałam,że nigdy nie wstawie tego rozdziału,ale się udało. Rozdział miał być dodany wcześniej, ale cały lipiec byłam na wyjazdach. Plus do tego jednego dnia przyjechały moje kuzynki, weszły tam gdzie nie powinny, usunęły posta i prawie zepsuły mi komputer. Ale już jest i zapraszam do czytania i komentowania. Piosenka nie ma nic z rozdziałem wspólnego, po prostu ostatnio nałogowo zaczęłam słuchać New Kids On The Block.



************
Tęsknota.To słowo kojarzyło mi się tylko z Michaelem. Tak bardzo tęskniłam za nim, od rozpoczęcia trasy minęło już trochę czasu, na początku myślałam,że będę tak cierpieć tylko kilka dni, ale to uczucie braku mojego ukochanego obok mnie nie przeszło. Oczywiście rozmawiałam z nim przez telefon,ale to nie było to samo jak rozmowa na żywo. Nie widziałam tych pięknych sarnich oczu, nie mogłam poczuć jego dotyku na mojej skórze, nie mogłam go pocałować, ani przytulić. Michael miał bardzo napięty grafik, a ja nie chciałam mu przeszkadzać. Obudziłam się o 5:30 rano, spanie bez mojego narzeczonego było niczym kara od losu za coś czego nie zrobiłam. Nic nie mogłam poradzić na to,że on był sławny. Pisał i komponował te piosenki, które zbliżały do siebie miliony ludzi, różnych religii, różnych odmian. Michael musiał wyruszyć w trasę właśnie po to, aby promować swój nowy album i dalej zbliżać do siebie obcych ludzi. Wstałam z łóżka, tracąc nadzieje na to,że jeszcze tego ranka zasnę. Udałam się w miejsce, w którym spędzałam najwięcej czasu, czyli do pokoju Paris. To właśnie ona najbardziej przeżywała brak Michaela w domu. Będąc w Neverland Michael poświęcał swojemu dziecku dużo uwagi, a jego brak w tym miejscu spowodował jakiś smutek. Bez niego nie ma świetnej zabawy. Leciało pełno różnych reportaży o Michaelu na MTV, gdy Paris widziała swojego tatę tańczącego na scenie to od razu był ryk na cały dom. Weszłam do królestwa mojej 4 latki, potykając się o rozrzucone po całej podłodze zabawki. Usiadłam na fotelu, który stał obok łóżeczka małej. Patrzyłam na jej śpiącą twarz, była tak podobna do swojego ojca. Nic nie mogło jej obudzić.Była jak aniołek, którego pracą było tylko spanie. Popatrzyłam jeszcze na chwilę na małą i wróciłam do mojej sypialni, ale tylko na chwilę. Wzięłam koc i zarzuciłam go na siebie, w naszej sypialni było wejście na balkon, otworzyłam drzwi i wyszłam.  Było tam wdać 2/8 powierzchni posiadłości Mike'a. Niby nie wiele, ale za to jak to wszystko wyglądało pięknie. Zawołałam Daisy, która była dla mnie jak kocyk, była cieplutka i grzała moje kolana. Usiadłam na krześle postawionym na balkonie. Oglądałam wschodzące słońce nad Neverland, widok był cudowny. Był listopad, było zimno,ale to nie przeszkadzało mi w podziwianiu widoku. Moje myśli były głównie przy małej Scarlett, która leżała w szpitalu. Czerniak dla dziecka w jej wieku był niczym wyrok. Co prawda Michael wpłacił tak jak obiecał pieniądze na leczenie, ale ta chemia podawana jej nic nie pomagała. Choroba postępowała dalej. Mimo tego walczyła i za to ją podziwiałam. W dziecięcym szpitalu onkologicznym była 3 lub 4 razy w tygodniu, ale to powolutku zaczęło mnie wykańczać psychicznie. Serce łamało mi się na części, gdy widziałam te wszystkie dzieci i ich rodziców, którzy cierpią tak samo jak ich dzieci. Dla każdego rodzice jest trudne, kiedy jego dziecko zachoruje na nowotwór i z dnia na dzień umiera. Nic nie wiedziałam o małej Scarlett, ale była kimś ważnym dla mnie. Nie wiedziała z skąd pochodzi,ale wiedziałam,że jest jak kropla wody ze mną, gdy byłam w jej wieku. Siedziałam jeszcze godzinę na balkonie w zimnie, ale musiałam sobie wszystko przemyśleć.
- Scarlett, bo się przeziębisz - znałam przecież doskonale ten głos, to był Bill. Dziwiło mnie to, ponieważ miał być w tamtym czasie z Mike'iem w trasie. Zeszłam z balkonu, wybiegłam z sypialni i zbiegłam po schodach, musiał mi to wszystko wyjaśnić.
- Skąd się tu wziąłeś? Gdzie Michael? Wszystko dobrze z nim? - Zaczęłam obrzucać go masą pytań na raz. Czułam,że Jackson maczał  swoje paluszki w tym
- Michael kazał mi wrócić do Stanów. Teraz zapewne gra koncert w Sydney. Ma się dobrze.
- Po co przyjechałeś?
- Michael nic ci nie powiedział?
- A co miał mi powiedzieć? - Nie zdziwiło mnie to, ponieważ nie pierwszy raz on wymyślił coś bez mojej wiedzy.
- To ty o niczym nie wiesz? Michael dziś wraca z trasy na 3 miesiące, ma przerwę. - Bill chyba zepsuł największą niespodziankę w dziejach ludzkości.
- Nie wiedziałam nic, od kiedy ty wiedziałeś?
- Od kilku tygodni.
- Drań, nic mi nie powiedział - miałam ochotę rozszarpać go na szczepy, ale w głębi serca się cieszyłam, ponieważ tak tęskniłam za moim narzeczonym.
- a gdzie dziecko mojego szefa.
- Paris jeszcze śpi, jest dopiero 6:30.  Za 15 minut dopiero ją obudzę, bo musi iść do szkoły.
- Jasne.
- Po co Mike Cię tutaj przysłał.
- Sprawdzić, czy z wami jest wszystko dobrze.
- Jest wszystko dobrze. Bill o której przyjeżdża Michael?
- Powinien przylecieć, o 17:30. Nie będzie tłumów, ponieważ nikt oprócz kilku osób nie wie o przylocie Mike'a.
- Mówisz, to w takim razie zaprowadź go do czarnej toyoty, będę tam na niego czekać. Powiedz mu,że Janet tam na niego czeka, a tymczasem to będę ja tam. Ok?
- Ok, to ja w takim razie zmykam do domu. Żegnam cię Scarlett.
- Do zobaczenia - szef ochrony Michaela wyszedł z domu. Stałam w holu jeszcze przez kilka minut. Byłam spokojna, lecz w głębi duszy cieszyłam jak małe dziecko. Tym razem to ja w planie miałam w planie zrobić niespodziankę dla mojego ukochanego. Pora była, aby obudzić Paris, musiałyśmy wyjechać o 7:15, aby uniknąć większych korków i żeby mała się nie spóźniła do szkoły. Weszłam po cichu do pokoju małej. Podeszłam do jej łóżeczka i delikatnie poklepałam ją po twarzy.
- Paris, wstajemy.
- Jeszcze chwilka, Scarlett proszę - Mała nie chciała wstać, nie lubiła nigdy wstawać. Zawsze był problem by ją dobudzić.
- Bo jak nie wstaniesz, to z pod łóżka wyjdzie wielki smok i cię zje - to działało. Paris nie lubiła smoków, przerażały ją. To wszystko była wina filmu, który oglądałam raz z jej ojcem. Myśleliśmy,że ona już śpi i włączyliśmy horror o smoku, który pożera ludzi. I na nasze nieszczęście mała weszła w tym momencie w którym potwór zjadł jakiegoś człowieka. Do tego trzeba dodać,że jej głupkowaty ojciec udawał,że jest tym smokiem. Od tamtego momentu mała panicznie boi się smoków. Mała wstała, pomogłam się jej ubrać. Potem zeszłyśmy na śniadanie. Dokładnie o 7:15 wyjechałyśmy. Mogłam się spodziewać tego,że nie unikniemy korków. O 7:45 byłyśmy pod szkołą. Założyłam okulary przeciwsłoneczne, liczyłam na to,że mnie nikt nie rozpozna.  Weszłam do środka i poszłam na piętro na którym była sala małej. Pomogłam założyć małej buciki, które musiała zawsze zakładać,żeby nie pobrudzić dywanów.
- Paris, dziś Cię odbierze mama o 15? Dobrze? - Było mi bardzo na rękę,że Caroline bierze ją do siebie, mogłam bardziej zając się sobą i moim narzeczonym. Paris zostawała zawsze na świetlicy, aby się jeszcze bawić z swoimi rówieśnikami.
- Dobrze Scarlett - mała się uśmiechnęła.
- A teraz już idź do koleżanek. Pa mała.
- Pa Scarlett. - Paris się przytuliła do mnie i pobiegła do koleżanek. Ja musiałam jechać jeszcze do zabawkowego, ponieważ miałam w planach odwiedzić Scarlett w szpitalu. Wsiadłam w auto i pojechałam do najlepszego sklepu zabawkowego w mieście. Po wejściu do sklepu od razu w oko wpadła mi lalka, musiała ją mieć. Zabrałam ją z półki, zapłaciła i wróciłam do auta. Podjechałam pod szpital. Droga zajęła mi pół godziny. Nie chciałam tam przychodzić, ale dla małej Scarlett było warto. Weszłam do środka, do moich nozdrzy dobieg zapach ostry, nieprzyjemny, szpitalny zapach.Na widok tych dzieci, które nie mają włosów przez chemie chciało mi się płakać. One nie były niczemu winne. Wjechałam windą na 2 piętro i poszłam w kierunku sali w której leżała mała Scarl. Była tam  ciocia Maya, która nie zauważyła,że dostałam się do sali. W jej oczach można było zauważyć łzy. Widać było,że bardzo była zżyta z dzieckiem.
- Cześć ciociu - Przytuliłam się do kobiety.
- Cześć kochanie.
- A co ze mną? - Mała się odezwała,pomimo choroby z jej twarzyczki uśmiech nie schodził, ani na chwilę. Podeszłam bliżej łóżka, zauważyłam,że mała ścięła swoje długie włoski.
- Cześć Słonko. Jak się czuję moja mała bohaterka?
- Bywało lepiej.
- Mam dla ciebie prezent - z torebki wyjechał małe pudełeczko z lalką w środku i dałam jej . Specjalnie je schowałam głęboko, aby Paris jej nie widziała. W przeciwnym razie mogłaby być zazdrosna o to, że Scarlett dostała coś od mnie,a ona nie.
- Jest śliczna, dziękuję - mała cieszyła się, jej uśmiech był taki piękny.
- Wybierałam ją specjalnie dla Ciebie.
- Scarlett?
- Tak kotku?
- Kiedy wróci Michael?
- Wiesz niedługo będzie mieć przerwę w trasie i wróci.
- To dobrze, bo chcę mu podziękować. Zazdroszczę Paris, bo też bym chciała mieć takiego tatusia jak on. Ciocia Maya powiedziała mi,że Michael dał pieniążki na to, abym wyzdrowiała i chcę mu podziękować.
- Raz Cię odwiedzimy kochanie i wtedy mu podziękujesz. Dobrze?
- Tak Scarlett. - Nagle do sali wszedł lekarz,, musiał znowu zbadać Scarlett. Nie pierwszy raz widział mnie tutaj, byłam częstym gościem.
- Przepraszam, ale któraś z pań będzie musiała wyjść. Podczas badania z chorą, może przebywać tylko jedna osoba.
- Oczywiście, już was opuszczam - Wyszłam z sali i usiadłam na krześle znajdującym się na korytarzu. Czekałam 3 godziny na korytarzu, aż lekarz wyjdzie z sali. Razem z lekarzem wyszła ciocia Maya, łzy spływały jej po policzkach. To był znak,że musiało stać się coś złego. Chciałam się dowiedzieć czegoś więcej od cioci o małej. Ciocia usiadła obok mnie.
- Co się dzieje? - Zapytałam.
- Wyniku Scarlett nie są zadowalające?
- Dlaczego ciociu płaczesz?
- To już mnie wszystko wykańcza psychicznie. Ona cierpi, tylko do tego się nie przyznaje.
- Ciociu, jak Scarlett trafiła do domu dziecka? - Musiałam o to spytać, to pytanie zrodziło się w mojej głowie kilka dni temu i musiała jak najszybciej dowiedzieć się tego.
- Do domu dziecka ona trafiła, gdy miała 6 miesięcy. Jej matka zmarła w czasie porodu, a ojciec był ćpunem.Pobił ją za to,że płakała. Gdy miała 3 lata jej ojciec zmarł z przedawkowania. Ona nie ma nikogo bliskiego na tym świecie. Nikt nie chciał jej zaadoptować.
- Ja chcę ją zaadoptować.
- To nie jest takie proste jak się wydaje. Adopcja to szereg długich spraw, a proces może trwać bardzo długo. Może się zdarzyć,że zaadoptujesz martwe dziecko - rozpłakałam się na dobre. Nie mogłam wbić sobie do głowy tego,że malutka może umrzeć. To jeszcze dziecko, ma całe życie przed sobą
- Nie.
- Lekarze nie dają dużych szans małej.
- Przepraszam ciociu nie mogę tego słuchać. - Wstałam i pobiegłam przed siebie, chciałam wyjść jak najszybciej z tego szpitala. Wielu ludzi, których spotkałam po drodze wpatrywali się we mnie jak w nienormalną. W końcu wyszłam z budynku i pognałam do mojego auta. Wyjechałam w drogę do Neverland, musiałam się przygotować przecież na przyjazd Michaela. Droga przez zakorkowane miasto zajęła mi godzinę.  W końcu dojechałam do domu, wysiadłam z samochodu  i jak petarda wbiegłam do domu. Była godzina 15, a ja musiałam się przecież przygotować.Ubrałam obcisłą czerwoną sukienkę,zrobiłam mocny makijaż, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Specjalnie dla Michaela założyłam na siebie pończochy, na wypadek gdyby doszło do czegoś więcej pomiędzy mną, a moim narzeczonym. Mogłam być na 100% pewna,że dojdzie. W 3 kwadranse byłam już gotowa. Zabrałam klucze do mieszkania Michaela w mieście. Postanowiłam nie przyjeżdżać z Michaelem do Neverland, ponieważ chciałam z nim spędzić trochę czasu. Nie zabrałam również telefonu, bo nie wyobrażałam sobie,że jakiś czynnik z zewnątrz mógłby nam przeszkodzić. Zabrałam kluczę do czarnej Toyoty i wyszłam z domu. Wyjechałam w stronę lotniska. Musiałam poczekać chwilę na przylot mojego ukochanego. Nie mogłam doczekać się kiedy znów ujrzę uśmiech i jednocześnie zdziwienie na jego twarzy.

***********
Gdy nie ma się przy sobie swojej drugiej połówki życie nie jest takie piękne. Brak czułości dawał mi się we znaki. Miałem nawet w pewnym momencie ochotę na to, aby wsiąść w samolot i zwiać jak najdalej. Jednak nie mogłem zrobić czegoś takiego swoim fanom, którzy z niecierpliwieniem czekali na moje koncerty. Brak było mi mojej kochanej córeczki z którą mógłbym się codziennie bawić, a jeszcze bardziej brak było mi tej jedynej kobiety, którą kocham najbardziej na całym świecie czyli Scarlett. Liczyłem już na palcach dni do mojej przerwy w trasie. Musiałem odpocząć 3 miesiące od koncertowania, występy powoli zaczynały mi się dawać w kość. Nie żebym marudził i gwiazdorzył, ale z całego serca nienawidzę jeździć w trasy koncertowe. Jestem tysiące kilometrów od mojej rodziny, zmiana strefy czasowej. Ciągle chodzę nie wyspany.Lecz tą ciężko pracę wynagradzali mi fani, którzy byli najlepsi na całym świecie. Byłem w hotelu w Sydney pakowałem swoje manatki, niedługo miałem lecieć do Los Angeles, czekałem już na to zdziwienie Scarlett gdy tylko mnie zobaczy. Ktoś nagle zapukał do moich drzwi, myślałem,że to Frank. Poszedłem je otworzyć. Moim oczom ukazała się Tatiana. Była ubraną w obcisłą czarną sukienkę, podobną do tej, którą miała na sobie podczas kręcenia teledysku do "The way you make me feel", wyglądała zniewalającą. Nie wiedziałem co powiedzieć.
- Cześć Mike, widzę,że się pakujesz. Chcę z Tobą o czymś ważnym porozmawiać. Mogę na chwilę? - Spytała, nie mogłem wydobyć z siebie żadnego słowa. Język cały mi się plątał, a nogi zrobiły się jak z waty.
- Jasne Tati, zapraszam cię do środka. Nie będziemy rozmawiać przecież na korytarzu - kobieta weszła do środka i pierwsze co zrobiła to położyła się na moim łóżku.
- Czuję,że ja jako jedyna w tym hotelu miałam twarde jak kamień łóżko. A jak ci się w ogóle miewa?
- Jest dobrze, czekam na wylot do Stanów, na razie mam dość koncertów.
- Ale wiesz,że ta jedyna kobieta czeka już na ciebie.
- Tak wiem o tym, Scarlett na pewno się stęskniła za mną.
- No ja nie wiem - Zdziwiły mnie te słowa. Jak by wiedziała o czymś, czego ja nie wiedziałem.
- O czym ty mówisz?
- Wiesz słyszałam od kilku ludzi,że Scarlett nie jest takim aniołkiem jak myślisz i podobno widziano ją kilka razy w towarzystwie jakich panów na mieście.
- Ona nie była by chyba skłonna mnie zdradzić.
- Kochany kobieta, która nie ma przy sobie swojego mężczyzny, jest zdolna zrobić wszystko, aby zaspokoić swoje potrzeby i żądzę - Czułem,że Tatiana próbowała wmówić mi jakieś nie prawdziwe plotki na temat mojej narzeczonej.
- Uwierz mi, że ja gdybym była twoją narzeczoną to bym ci pokazywała codzienne jak bardzo mi na tobie zależy. Może kolejny raz się pomyliłeś. - W stałem z łóżka. Tati wstała za mną i przytuliła się do mnie od tyłu, tak jak zwykle robiła to Scarl.
- Wiesz ile dala bym, aby z tobą być.
-Tati proszę zostaw mnie. Wiesz, że jestem zaręczony z Scarlett.
- Czy ty nie widzisz, że ona robi z ciebie
- Tatiana wyjdź z stąd - nie mogłem nadal słychać tych podłych kłamst na temat mojej narzeczonej.
- Jak sobie życzysz - kobieta wyszła z pokoju. Widać było po co przyszła, ale tego nie dostała. Nie mogłem wdać się w romans z Tatianą. Była tylko moją przyjaciółką, nikim więcej. Nie miałem zamiaru ani ochoty okłamywać kobiety mojego życia. Skończyłem się pakować, zamknąłem drzwi kartą i czekałem za Miko, którego zadaniem było bezpieczne przetransportowanie mojego bagażu do auta, które czekało już tylko na mnie za hotelem.
- Co ty tam masz w tej walizce? Sztangi? - Miko było już ciężko,a  byliśmy dopiero na półmetku drogi do windy.
- Miko nie marudź jeszcze chwila, a będziemy w windzie i sobie odpoczniesz - wspierałem go jak tylko się dało. Myślałem,że jeszcze chwila a wezmę od niego tą torbę i zaniosę sam do tej windy, a później do auta.
- To z  5 kilo waży
- Uzbierało się tego wszystkiego przez te 3 miesiące. - Weszliśmy do windy, z windy pozostała droga do auta, która minęła bardzo szybko, to tylko przez to,że pomogłem nieść moją torbę. Wsiadłem do samochodu i wyjechaliśmy na lotnisko. Oglądałem ulice Sydney, było tam tysiące zwykłych ludzi. Ludzi za którymi nie goniło setki dziennikarzy. Mogli robić wszystko co chcą i nikt nie napisał by o nich,że to niestosowne. Zazdrościłem im tego, bardzo. Dotarłem na lotnisko i bezpośrednio wsiadłem do samolotu pasażerskiego.Dlaczego tak ryzykowałem? Gdybym leciał moim samolotem, to na płycie lotniska mógłby być tłum, który zrobił by niezłe zamieszanie.Miałem na sobie przebranie, które założyłem w  aucie. Czekała mnie długa podróż z Sydney do Los Angeles. Gdzieś z 6 godzin, ale dla spotkania z najukochańszymi osobami warto. Podczas lotu, zdarzyło mi się zasnąć 2 razy. Bałem się,że ktoś może mnie rozpoznać. Jak już mówiłem zmiana stref czasowych dawała mi nieźle w kość. Myślałem o tym co mówiła mi Tatiana w hotelu, chociaż w Neverland został Brad, jeden z moich ochroniarzy, który mnie informował o wszystkim. Próbowała mnie skłócić z Scarlett. Moja narzeczona nie była by skłonna zrobić mi czegoś takiego, ona nie była taka jak Caroline. Byłem już nad USA, czekałem niecierpliwie na spotkanie z córką i narzeczoną. Doleciałem na lotnisko na którym nie było nikogo, mogłem choć raz poczuć się jak normalny człowiek. Wysiadłem z samolotu i wszedłem do budynku lotniska, z daleka widziałem Billa, który miał na mnie wyczekiwać.
- Witaj Michael
- Witaj Bill, stęskniłeś się za mną? - Spytałem.
- Nie widzieliśmy się raptem 24 godziny, a to dużo. Mike za Tobą tęskniłem jak nigdy.
- Mile wiedzieć. To gdzie teraz?
- Wiesz, muszę jechać teraz do domu. Odprowadzę cię do auta, w którym jest ktoś z Neverland i kierowca, więc bezpiecznie dojedziesz do domu. Wyszliśmy z lotniska, Bill odprowadził mnie pod auto do którego wsiadłem. Było ciemną już o tej godzinie, ale zamarłem z wrażenia, gdy zobaczyłem kto siedzi na miejscu kierowcy.
- Scarlett! - krzyknąłem ze szczęścia, nie przejmowałem się tym,że pół lotniska mnie słyszało.
- A ktoś inny mógłby być na tym miejscu? - Uśmiechnęła się, marzyłem o tym by znów podziwiać jej uśmiech pełny radości i szczęścia. Wsiadłem do auta z przyciemnianymi szybami i zdjąłem moje przebranie.
- To gdzie jedziemy?
- W pewno dobrze znane ci miejsce. - Jechaliśmy przez miasto, nie spuścić oka z Scarlett, która wyglądała nieziemsko. Ciągle oblizywałem usta, bardzo rozpraszało to Scarl.
- Przestań te usta oblizywać.
- Co ci się w tym nie podoba - poruszyłem dwuznacznie brwiami
- Patrzenie na ciebie mnie rozprasza.
- Dobrze wiedzieć - Dojechaliśmy na miejsce. Zdziwiłem się, ponieważ byliśmy przed blokiem w
którym mieściło się moje mieszkanie kawalerskie. Scarlett wysiadła jako pierwsza specjalnie po to, aby otworzyć mi drzwi. Wyglądało to dość komicznie.
- Nie musiałaś
- Dla miłościwego króla mogę dać pociąć się nożem - zaczęliśmy się oboje śmiać. Wysiadłem z samochodu i trzymając Scarlett za dłoń poszliśmy do klatki schodowej.
- Masz klucze? - Zapytałem.
- Nie jechała bym tu, gdybym nie miała twoich kluczy.
- Mądra dziewczynka. - Weszliśmy do środka. Postanowiliśmy pojechać windą, wszedłem z moją ukochaną do środka. Gdy byliśmy już w windzie złapałem Scarlett w talii i przycisnąłem lekko do ściany.
- Liczyłem na palcach dni do naszego spotkania.
- Tęskniłam strasznie. - Czekałem na chwilę gdy znów będę mógł zatopić się w ustach mojej narzeczonej. To był pierwszy pocałunek od dawna, więc dlatego go pogłębiałem. Nasze języki wirowały jak w tańcu zakochanych. Byliśmy już na 4 piętrze, drzwi się otworzyły. Na windę czekali jacyś emeryci, a my się obściskaliśmy. Najszybciej jak było to możliwe oddaliłem się od Scarlett i wyszedłem z nią windy. Staruszkowie patrzyli się na nas jak na jakiś idiotów. Weszliśmy do mieszkania, gdy drzwi się zamknęły zaczęliśmy się głośno śmiać.
- Widziałaś ich miny...hahahha - nie mogłem powstrzymać śmiechu.
- Tak, były piękne. - Scarl usiadła na kanapę.Podszedłem do aneksu kuchennego.
- Na coś masz ochotę?
- Tak, na takiego pana Jacksona, który będzie mógł oblizywać usta - Na jej słowa moje nogi zrobiły się jak z waty. Scarl wstała z kanapy i podeszła do mnie bliżej. Kolejny raz objąłem ją w pasie i przywarłem do swojego ciała. Zabrałem się za całowanie jej szyi. Masowałem jej udo.
- Chcesz Jacksona....to...go dostaniesz...w całości - mówiłem nie przerywając, ani na chwilę całowania jej delikatnej skóry. Zszedłem niżej, całowałem jej biust odsłonięty przez duży dekolt. Słyszałem ciche westchnienia Scarlett. Odpiąłem jej sukienkę i zdjąłem z niej.
- Założyłaś pończochy?
- Specjalnie dla ciebie.
- Czuję się zaszczycony z tego powodu - Scarlett zajęła się odpinaniem mojej czerwonej koszuli. Wziąłem ją  na ręce i zaniosłem na małą kanapę. Pozbawiłem ją bielizny, całowałem jej usta, piersi i brzuch. Miałem dojść swoimi ustami do najwrażliwszego miejsca z gdy tu nagle i niespodziewanie zadzwonił mój telefon. Podniosłem go do swojej ręki, zostawiając Scarlett. Miałem odbierać, gdy moja narzeczona zabrała mi go z ręki i wyjęła kartę.
- Co ty robisz?
- Mike, już raz nam przerwano w ten sposób.
- Ale to Bill dzwonił, co jak to jest coś ważnego?
- Poczeka, masz  teraz ważniejsze rzeczy do roboty
- Masz rację - Scarlett rozpięła moje spodnie, zostawiając na mnie tylko bokserki. To ona była teraz  górą, usiadła na moim brzuchu. Podziwiałem jej nagie ciało, które w blasku księżyca błyszczało się od potu. Kobieta włożyła swoją malutką rączkę w moje matki, żeby je ze mnie zdjąć. Byliśmy już tacy jak stworzył nas pan Bóg. Obróciłem Scarl na plecy i wróciłem do całowania jej ciała, zjechałem w najczulsze miejsce. Muskałem je swoimi ustami, Scarlett z rozkoszy sprawianej przez mnie wygięła się w łuk.
- Kocham Cię - szepnąłem do jej ucha, lekko je podgryzając.
- Ja Ciebie mocniej - Jednym ruchem wbiłem się w nią. Oboje wydaliśmy z Siebie głośne jęki. Czekałem na to tak długo. Ruszałem biodrami jak w tańcu. Nie chciałem sprawić jej krzywdy. Scarlett odpływała, gdy moje ruchy stawały się coraz szybsze. Scarlett jedną rękę wplątała w moje włosy, a drugą wbiła w moje plecy. Kochałem się  z nią jeszcze przez kilka godzin. Leżeliśmy wtuleni z siebie, zabrałem koc, którym nas nakryłem. Głaskałem włosy Scarlett, a ona swoimi palcami jeździła po moim torsie.
- Mike?
- Tak Kochanie?
- Od zawsze mnie to interesowało i muszę to wiedzieć. Ile miałeś kobiet przed mną? - To pytanie było dziwne i to bardzo, ale ona miała prawo o to zapytać.
- A po co ci ta informacja?
- Chcę wiedzieć.
- Kilka ich było, na pewno pierwszą z nich była Tatum O'Neal, później nie byłem związany z nikim. Raz przespałem się po pijaku z Dianą Ross, ale ona też miała wypite więc nie pamięta do tego dnia,co między nami zaszło. Potem związałem się z Caroline, ale tą historię znasz doskonale. W czasie rozwodu miałem 2 miesięczny romans z Madonną, jeszcze przed próbą samobójczą - I w tamtym momencie Scarlett mi przerwała.
- Miałeś romans z Madonną! Z tą Madonną!
- Tak, ale to się tak skończyło szybko jak się zaczęło.
- Jaka ona była?
- Przemądrzała i to strasznie. Jak przyszło co do czego, to chciała mnie zabrać do klubu ze striptizem. Ale nie mówmy o tym. Później była Brook, a teraz jesteś ty. - Wpatrywałem się w biust mojej kobiety, której nie podobało się to za bardzo.
- Gdzie te gały wlepiasz?
- Nigdzie, nigdzie.
- Uważaj sobie - pogroziła mi palcem.
- Włączę telefon i zadzwonię do Billa.
- No dobrze.
- Daj mi buzi - Poprosiła.
- Tobie zawsze i wszędzie - Złączyłem nasze wargi w gorącym pocałunku, trwałem z nią tak przez chwilę. W końcu wstałem z kanapy, chwyciłem telefon i włączyłem go. Miałem masę nieodebranych telefonów, najwięcej od Billa i Janet. Akurat w tamtym momencie moja siostra dzwoniła. Odebrałem tak szybko jak się dało.
- Gdybyś nie był moim bratem zabiłabym Cię, a nie przepraszam zrobię to przy najbliższej okazji. Gdzie ty do cholery jesteś!
- W moim mieszkaniu, miałem telefon rozładowany.
- Telefon mnie nie interesuje. Powinieneś tu być, kiedy twoja chora psychicznie była żona porwała twoje dziecko! - Doznałem szoku. Caroline knuła coś od dawna, mogłem temu zapobiec, ale na myślenie co mogłem zrobić było już za późno. Ona się wcale nie zmieniła, kolejny raz mnie rozczarowała.
*********
PS: Z ogłoszeń parafialnych mogę powiedzieć,że wyjeżdżam na obóz w środę i wracam 10 sierpnia.  Ale ze spokojem wrócę i dodam nowy rozdział tak szybko jak się da. Przepraszam za błędy, jeśli jakieś są, a ja ich nie widziałam.
 Komentarz = To motywuje!



niedziela, 9 lipca 2017

She's Out Of My Life - Rozdział 31

Hej!
Trochę mnie nie było, to wszystko wina braku dostępu do internetu. Rozdział miał być dodany wczoraj, ale moi sąsiedzi wiedzą jak zniszczyć moje plany. Kontynuacja cyklu "Moje wakacje do dupy", jest bardzo brzydko, przeprowadziłam się w inne miejsce, a moi kochani sąsiedzi podpalili mi wczoraj petardą boisko, które znajduję się na mojej posesji. Dzięki Bogu,że mój tata to zgasił, tylko trawa trochę spalona, ale to się nie liczy, dobrze że nikomu się nic nie stało. Z ogłoszeń parafialnych mam jeszcze jedno, otóż w grudniu tamtego roku założyłam wattpada, ale nie korzystałam za często. Pomyślałam,żeby zacząć również pisać opowiadanie, nazywam się tam Liberial_Girl, na pewno mnie znajdziecie. Za kilka dni powinnam wstawić prolog. A teraz zapraszam was na przeczytanie rozdziału, który jest taki sam jak moje wakacje i myślę,że kompletnie mi nie wyszedł.




*************

Czuję jakbym jeszcze raz się narodził, wydanie płyty mnie zregenerowało. Wszyscy oczekiwali od mnie efektu końcowego nie wiedząc,że tak naprawdę liczy się to, ile włożyłem serca w to wydawnictwo. "Bad" miało zastąpić swojego starszego brata, czyli "Thrillera" w tytule najlepiej sprzedającego się albumów w dziejach muzyki. Media zareagowały na coś jeszcze oprócz muzyki na płycie. Otóż przyczepili się do mojego koloru skóry, cytując słowa jednego z tych ohydnych brukowców " Jak to możliwe,żeby w ciągu 5 lat zmienić kolor skóry? Wacko Jacko przesadza!". Zaczęły się nawet teorię spiskowe, którą mówiły o tym,że udało mi się zejść z tego świata poprzez samobójstwo, które to próbowałem popełnić w 1985 roku i zastąpiono mnie niepodobnym do  siebie sobowtórem. To są brednie, tak jak z legendą o wypadku w którym miał zginąć Paul McCartney, która też nie jest do końca prawdziwa.
- Masz wszystko spakowane? - Scarlett biegała po całym domu. Na dziś był zaplanowany mój wyjazd do Japonii, gdzie w weekend miałem zagrać pierwszy koncert z mojej trasy koncertowej promującej płytę. "Bad World Tour" miało wreszcie się zacząć. Caroline zabrała naszą córeczkę w obawie,że mogła ciężko znieść pożegnanie. Małej nie łatwo było zrozumieć,że przez 3 miesiące nie będzie jej przy mnie. Będę od niej tysiące kilometrów. Owszem zaplanowałem sobie,że będę z nią codziennie rozmawiał przez telefon, ale to nie to samo jak rozmowa twarzą w twarz. Gdy w 1984 roku wyjeżdżałem z moimi braćmi w trasę "Victory" Paris była szczególnie niespokojna, jak na roczne dziecko. Pamiętam jej płacz, gdy wyszedłem. 123 koncerty, mogło mnie to wykończyć, ale kochałem ryzyko.
- Scarlett nie panikuj, to tylko trasa koncertowa. Gdy tylko czegoś mi zabraknie to dostane w to w Japonii - Próbowałem ją uspokoić.
- Nie będzie cię przez 3 miesiące. Musisz przecież w czymś chodzić.
- Kochanie, wiesz mogę chodzić nawet nago. - Chwyciłem ją w pasie.
- Nie.
- Tak.
- Nie, przestań się ze mną przedrzeźniać.
- Oj już, bo widzę,że ktoś się zezłościł.
- Puść mnie i wracaj do pakowania. - Zaproponowałem Scarlett by pojechała ze mną w trasę, ale ona nie zgodziła się, jej miejsce było w LA. Paris nie dawno poszła do zerówki i nie mogła zostać bez niczyjej opieki, a zabranie jej w podróż było zupełnie niemożliwe, tak twierdziła moja narzeczona. Przez prawię 1,5 roku byłem skazany na koncertowanie. Nienawidziłem tego, ale ci wszyscy ludzie dla których występowałem sprawiali,że miałem ochotę na to, aby dawać występy. Kochałem moich fanów, to była taka miłość jak choćby do Scarlett czy do mojej małej córeczki. Składałem moje ubrania w kostkę,żeby następnie władować je do wielkiej walizki.
- Michael?
- Tak kochanie?
- Będziesz wykonywał "The Way You make me feel" na tych wszystkich koncertach?
- Głupie pytanie, będę wykonywał tą piosenkę.
- Kto będzie tą dziewczyną? - Zataiłem przed moją narzeczoną fakt iż Tatiana jedzie ze  mną w trasę w obawie przed wybuchem zazdrości Scarlett. Wiem,że było to nieuczciwe, ale to było jedyne rozwiązanie. Moje występy miały przypominać teledyski, a Tatiana było częścią wideo do TWYMMF.
- Na początku miała być Sheryl, ale ostatecznie będzie to Tati. - Scarl oderwała się natychmiast od pracy i patrzyła na mnie ze wściekłością.
- Tatiana! Przecież wiesz co o niej myślę. Jak to długo to przed mną ukrywałeś?!
- Dowiedziałem się tego od Franka. - Musiałem ją okłamać gdyby dowiedziała się,że tak naprawdę ja sam wcieliłem Tatianę do mojej trasy, to Scarlett by mnie rozerwała na kawałki.
- Nie zwalaj winy na innych. Frank będzie dawać te wszystkie koncerty czy ty?
- Ale dlaczego jesteś znów o nią zazdrosna?
- Nie jestem.
- Jesteś.
- Michael nie widzisz,że ona się klei do ciebie jak do miodu. Ona chcę cię wykorzystać, niby mała modeleczka, ale przy Michaelu Jacksonie może zrobić ogromną karierę. Jej tylko o to chodzi.
- Tak nie jest. Tati jest moją przyjaciółką. To nic nie znaczy, kocham tylko ciebie.
- My też byliśmy przyjaciółmi.
- Przestań kobieto być taka zazdrosna, bo nie mogę już Cię słuchać! Nawet, gdybym miał do wyboru przelecieć wszystkie młode kobiety tego świata,to nie przeleciał bym ich. Ty myślisz,że ja mógłbym Cię zdradzić? - warknąłem.
- Przez myśl mi to nawet nie przeszło. Ale jak ty tak myślisz, życzę ci wielu udanych podrywów w tej Japonii. Scarlett obraziła się i wyszła z naszej sypialni.
- Scarlett- Krzyknąłem za nią, ale ta nie chciała mnie słuchać. Od rana była jakaś nie spokojna,to wszystko przez to,że martwi się o mnie i o trasę koncertową. Musiałem sam dokończyć się pakować. Minęła godzina,a Scarlett nadal nie było. Zaczynałem się powoli martwić, postanowiłem iść ją poszukać. Nie mogła uciec nigdzie daleko, przed Neverland roiło się od tych natrętnych dziennikarzy i paparazzi. Szedłem prostą dróżką w Neverland, obserwując czy nigdzie nie ma Scarlett. Po chwili zauważyłem ją, siedziała na ławce obok stawu i wpatrywała się w zbiornik wodny. Usiadłem obok jej, zobaczyłem,że jej makijaż,zrobiła dziś rano był rozmazany i zaschnięty, był to znak,że płakała. Przytuliłem się do niej.
- Jesteś nadal na mnie zła? - Spytałem.
- Nie wiem, zapytaj Tatiany.
- Nie płacz przez mnie,wiesz,że jestem idiotą.
- Trudno nie zauważyć.
- Dlaczego płaczesz? - Zapytałem zaniepokojony.
- Martwię się o ciebie. Boję się,że możesz zrobić coś nie kontrolowanego przez nią i może to być koniec naszej relacji.
- Przecież nie będę z nią uprawiać seksu na scenie.
- To nie chodzi o to, tylko boję się,że upije cię i zaciągnie do łóżka. - Scarlett miała bujną wyobraźnie, chociaż miała prawo się bać. Raz o mały włos przez alkohol przespał bym się z Tatianą, ale to było tylko raz i opamiętałem się na czas,w  innym razie byłbym już dawno zgubiony.
- Bill jedzie ze mną, więc będzie mnie pilnować. Przepraszam za to co powiedziałem. Scarl, jesteś najcudowniejszą kobietą na tym świecie. Tak bardzo cię kocham.
- Też cię kocham. - Złączyłem nasze wargi w pocałunku, co miało być prezentem przeprosinowym. Zależało mi bardzo na niej,nie chciałem jej tak łatwo stracić. Miałem ożenić się z nią i ułożyć sobie z nią przyszłość. Specjalnie przedłużałem
- Chodźmy już. Zaraz muszę jechać.
- Dobrze. - Wstaliśmy z tej ławki i poszliśmy do domu, gdzie wszystko było już przygotowane do mojego wyjazdu. Moi ochroniarze zabrali wszystkie walizki. Zostałem z moją narzeczoną w salonie.
- I co ja będę robić sama w tym wielkim mieście?
- Nie będziesz sama. Zamknij oczy, przedstawię ci kogoś.
- No dobrze. - Zamknęła oczy, ja wyjąłem z pudełka kogoś, kto miał jej sprawiać radość, gdy mnie
nie będzie.
- Możesz już otworzyć - Położyłem na jej ręce szczeniaka. Z jej wyrazu twarzy dało się odczytać,że jest w szoku.
- Kupiłeś mi psiaka.
- Tak, jest teraz twój.
- Ale jak i skąd?
- Z schroniska, wabi się Daisy, ma 3 miesiące i potrzebuje domu.
- Jest straszną rozrabiaką?
- Największą z największych.
- Jesteś szalony, takie rzeczy masz ustalać przecież ze mną. Ale i tak się cieszę. - Dała mi buziaka w usta.
- A jakie magiczne słowo się mówi, gdy ktoś da komuś coś.
- Spadaj na drzewo i nie schodź z niego. - Śmiała się
- Scarlett uważaj bo spotka cię sroga kara.
- Pff.... nic mi nie zrobisz, psa napuszczę na ciebie. - Zagroziła mi.
- No dobra.
- Miło mi,że zrozumiałeś. - Położyła psa na ziemi. Podszedłem do niej bliżej i rzuciłem na kanapę, położyłem się obok niej i gilgotałem ją, to była nauczka,że z Królem Popu się nie zadziera.
- Michael....hahhahah....przestań
- Nigdy.
- Natychmiast!Hahahah, proszę.
- To co mówi się, gdy się coś dostanie od kogoś.
- heheh....dziękuję.
- No i teraz mogę przestać. - Przestałem jak sobie tego życzyła. Głaskałem jej włosy.
- Gdzie ja znajdę w tej Japonii taką dziewczynę jak ty.
- Ona będzie tutaj. - Zabrała moją dłoń i położyła ją na mojej klatce piersiowej, gdzie znajdowało się moje serce.
-  I może jeszcze przez telefon. - Dodała, leżeliśmy jeszcze chwilę wtuleni w siebie.
- Michael - Bill przyszedł do salonu. Przez te jego krzyki spadłem aż z kanapy.
- Michael, mój Boże. Połamany będziesz i kto za Ciebie wystąpi?
- Ty, jako mój sobowtór. Powiemy Karen,żeby cię pomalowała i będziesz jak ulał. - Zaproponowałem mojej dziewczynie, ta popatrzała na mnie jak na idiotę.
- Taa na pewno. Nic ci nie jest? Wszystkie zęby są, kości nie połamane? - Scarlett przesadzała.
- Kochanie, to tylko upadek z kanapy.
- Najpierw upadek, a potem ruszyć się nie można. Uwierz wiem co mówię.
- Nie martw się.
- Martwienie się to część miłości.
- Przepraszam,że wam przerwałem, ale musimy już jechać na lotnisko.
- Jasne Bill. - Wziąłem dłoń Scarlett i wyszliśmy przed dom.
- Będę tak okropnie tęsknić. - Powiedziałem. Otuliłem ją w talii.
- Ja za Tobą też. - Bez żadnego uprzedzenia wbiłem się w jej słodkie wargi. Przedłużałem pocałunek bardziej go pogłębiając, by w ten sposób być jak najdłużej przy niej.
- Kocham Cię..Tak mocno. - Mówiła podczas pocałunkami.
- Ja..Ciebie też. - W końcu się od niej oderwałem. Miałem na ustach ślad od jej szminki i wyglądało to tak, jakbym się malował tą szminką.
- Do zobaczenia.
- Na razie. - Dałem jej ostatniego buziaka w usta. Wsiadłem do samochodu, otworzyłem okno i pomachałem mojej dziewczynie. Ona również mi pomachała, na jej buzi dało się zauważyć ten smutek z powodu naszego rozstania, ale to były minusy bycia sławnym. Dojechałem na lotnisko, za 72 godziny miałem zagrać pierwszy koncert w Tokio. Wsiadłem do samolotu i odleciałem nim do Japonii.

3 dni później
Byłem już za kulisami na stadionie w Jokohamie, czekałem na rozpoczęcie mojego koncertu. Zdawałem sobie sprawę z tego,że ten pierwszy koncert nie będzie idealny,że zdarzy się kilka błędów które w następnych występach będę starał się naprawić.
- Jesteś gotowy Mike? - Podszedł do mnie Frank
- Zawsze, wszędzie i na wszystko.
- Cieszy mnie to. - Cała moja ekipa zebrała się razem, chciałem powiedzieć jeszcze kilka słów, przed
rozpoczęciem show.
- Dobra, musicie wiedzieć,że dziękuje wam,że poświeciliście swój czas na to, aby być tu ze mną, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Musicie wiedzieć,że jeśli popełnicie kilka błędów na tym koncercie, to nie przejmujcie się nimi. Jesteście najlepsi, jedyni w swoim rodzaju.To się uda!!! - Motywowałem ich, takie słowa były bardzo potrzebne, tancerze i muzycy byli bardzo zestresowani, ja się nie stresowałem. Mówiłem zawsze takie słowa dla otuchy, kiedy występowałem jeszcze z Jackson 5. Wyjście na scenę i występowanie przed wieloma tysiącami ludzi nie było dla mnie niczym niezwykłym, to było znane mi już od najmłodszych lat. Wyszedłem na scenę, było ciemno, nagle wszystkie reflektory zabłysły, a ich światła padły na mnie. Dałem znak, aby zaczynać i tak zaczął się pierwszy koncert w mojej solowej trasie.

***********
No to zostałam sama, ale nie czuję się sama. Wiem,że ten mój jedyny jest gdzieś tam i występuje dla swoich wielbicieli. Nie rozumiałam Michaela, on nie był niczym zestresowany, ja na jego miejscu siedziała bym zamknięta w pokoju i jadła ciastka z stresu. Nie nadaję się do występowania przed tysiącami ludzi. Z Daisy zabawa była fantastyczna, ale tak trochę brakowało mi mojego mężczyzny i jego córki. Paris ma dopiero wrócić za kilka dni, a bez niej w Neverlandzie jest nudno i to bardzo. Rozmawiałam z Michaelem gdy tylko miał czas, jego grafik był bardzo napięty. Spotkania, koncerty i tak dalej, dziwiłam się jak on może takie coś wytrzymywać. Wstałam o 8:30, zrobiłam sobie kawę i odpaliłam telewizor na wiadomościach.
"Super gwiazdor muzyki pop zaczął swoją pierwszą solową światową trasę "Bad", koncert w stolicy Japonii Tokio na stadionie Korakuen Stadium zgromadził ponad 150 tysięcy osób. Owszem ponad 5 tysięcy dziewczyn straciło przytomność na widok Króla Popu, ale odpowiednie służby zajęły się nimi. " 

Oglądałam reportaż z występu mojego narzeczonego, był ubrany w te super spodnie z sprzążkami i czarną koszulę, wyglądał w nich tak cudownie. Zaczęłam żałować,że nie pojechałam z nim w tą trasę. Chociaż mogło by się zdarzyć,że ja też zemdlałam bym na jego widok.
- Gwiazda. - Powiedziałam pod nosem, patrząc na nagranie. Nagle zadzwonił mój telefon na wyświetlaczu pokazał mi się numer mojej siostry. Bez zawahania odebrałam.
- Słucham w jakiej sprawie dzwonisz do mnie kochana.
- Wiesz, jesteśmy siostrami i skoro nie ma twojego narzeczonego w domu, to powinnyśmy iść na zakupy.
- Emma pytaj Janet, mi się nie chcę.
- Misie to są w lesie. Słuchaj, nie poznaje cię ostatnio, siedzisz zamknięta w tym Neverlandzie i z siostrą nie możesz iść na zakupy. Wiesz ty co?
- Dobra, pójdę. Zadowolona?
- Bardzo. To o 11 w Auqarius city i ani minuty spóźnienia.- Aqarius city to było nowo otwarte centrum handlowe, gdy ktoś przychodził do Emmy i jej nie było to musiał się liczyć z tym,że jest ona w jakimś butiku właśnie w centrum handlowym.
- No dobra. Na razie.
- Na razie. - Odłożyłam słuchawkę, w tamtym czasie nie miałam ochoty nigdzie wychodzić najbezpieczniej czułam się w Neverland. Minęła godzina, przygotowałam się do wyjścia, założyłam czarne krótkie spodenki, białą bluzkę, czarne rajstopy oraz czarną marynarkę. Wyszłam przed dom i wsiadłam do auta. Była godzina 10, miałam jeszcze godzinę do spotkania z Emmą, ale chciałam wyjechać wcześniej, aby uniknąć korków. Było to niemożliwe. Przez 45 minut stałam w korku. Dokładnie o 5 minut przed 11 dojechałam pod centrum handlowe. Podeszłam pod fontanne pod którą miałam się spotkać z nią.
- Jesteś punktualnie. - Powiedziała do mnie
- Jak zawsze.
- Dobra, lecimy na te shooping.
- To do jakich sklepów?
- Wszystkich, nie chcę, aby ominęła mnie jakaś promocja. - kolejny przykład na to,że jeśli kobieta jest w centrum handlowym to szybko z niego nie wyjdzie. Nie lubiłam chodzić na zakupy, chodziłam jeśli czegoś potrzebowałam. Mogłam iść do 3, góra 5 sklepów, ale nigdy nie lubiłam spędzać pół dnia chodząc bez celu po centrum handlowym.
Minęły prawie 3 godziny, ja już nie miałam siły na dalsze "poszukiwanie promocji", ale za to Emma miała jej jeszcze pełno siły. Ja miałam jakieś 3 torby z zakupami, Emma miała ich pełno, dziwiłam się jak ona dawała sobie z nimi radę. Wyszłyśmy z sklepu i szłyśmy korytarzem.
- Ludzie to Scarlett Jackson! - Nagle krzyknął ktoś. Gdyby tylko wiedzieli,że ja się nazywam Swift, a nie Jackson
- I co teraz? - Zapytała Emma.
- Uciekamy. - Zaczęłyśmy biec przed siebie. Wbiegłyśmy do jednej z kawiarni, które znajdowały się w centrum. Podbiegłyśmy do stolika,przy którym siedziała pewna kobieta w okularach przeciwsłonecznych, która miała włosy koloru blond,czytała jakieś pismo i piła kawę z filiżanki.
- Mogę pożyczyć? - zobaczyłam,że w jej torbie jest wielki kapelusz.
- Tak jasne. - Znałam ten głos, ale nie umiałam przypomnieć sobie do kogo on należy. Założyłam okulary przeciwsłoneczne,żeby mnie nikt nie rozpoznał. Słyszałam tylko głosy z tyłu, które należały do ludzi, którzy mnie gonili.
- Dziękuję.
- Proszę. - Kobieta zdjęła okulary przeciwsłoneczne, od razu poznałam tą twarz.
- Caroline, to ty. - To była ex Michaela, nie poznałam jej w tym kolorze.
- Tak. Witaj Scarlett.
- Wiesz, może ja już pójdę.
- Jeśli wolisz,żeby cię zagryźli fani Michaela, chciałabym z Tobą porozmawiać.
- O czym? - powiedziałam oschle, nie lubiłam jej.
- To ja może pójdę jakoś kawę zamówić. - powiedziała Emma, odsuwając się od stolika i zostawiając mnie z Caroline sam na sam.
- Wiem,że mnie lubisz nie dziwię się nawet. Wiesz jak bardzo żałuję tego,że wtedy uciekłam.
- To było dość nieodpowiedzialne.
- Zostawiłam wszystko Michaela, małą Paris,żeby związać się z Tomem. Tylko po to,aby potem żałować tego wszystkiego.
- Dlaczego ty zostawiłaś Michaela, miałaś przecież wszystko przy nim.
- Wiesz Tom, przyjaciel mój i Mike'a zauroczył mnie i tak wdałam się w romans.Michel był zapatrzony tylko w małą, nie dotykał mnie. To był koniec z czułościami. W ogóle się nie kochaliśmy. Ja tak bardzo nienawidzę się za to, że zostawiłam go dla niego, naprawdę szczerze kochałam Michaela, jest jeden problem.Ja nigdy go nie przestałam kochać i nadal go kocham, ale to już teraz nie ma znaczenia. - Słuchałam tej opowieści byłej żony mojego narzeczonego.
- Ale dlaczego nie zabrałaś ze sobą Paris? - Zapytałam.
- Nie byłam gotowa na rodzicielstwo, miałam dopiero 25 lat i nie ciągnęło mnie do pieluch. Paris zawsze była najważniejszym skarbem jaki mam. Teraz chcę wynagrodzić jej jak tylko mogę to,że nie było jej ze mną. Ale teraz się zmieniłam, jestem gotowa i chcę wspólnie z wami wychować dzielną, odważną dziewczynę. - Powiedziała Caroline.
- Gdzie Paris?
- Bawi się na placu zabaw ze swoimi rówieśnikami. O właśnie idzie. - Wskazała na małą palcem, wyglądała na taką radosną. Przytuliła się do matki.
- Cześć księżniczko. Stęskniłaś się za mną? - Powiedziałam do małej.
- Scarlett, tak bardzo tęskniłam. - Mała podeszła do mnie i wtuliła się w moją szyję.
- A co robiłaś z mamą?
- Byłyśmy w kinie, na basenie, a jutro mama mnie będzie uczyć tańczyć.
- To super misiu. - Siedziałam jeszcze przez kilkanaście minut z Caroline, Emmą i Paris w tej kawiarence, było nawet miło. Może źle oceniłam Caroline. Było widać,że ona się stara naprawić to wszystko co zepsuło się przez te kilka lat.
************
Komentarz = To Motywuje

niedziela, 25 czerwca 2017

To już 8 lat bez niego :'(

25 czerwca 2009 roku o godzinie 14:26 czasu amerykańskiego, czyli 8 lat temu zakończyła się pewna era w dziejach muzyki w ogóle. Odszedł król popu, Michael Jackson, a z jego śmiercią cała muzyka świata umilkła. Odszedł król, a co najważniejsze idol mój i wielu z nas. Człowiek, dzięki któremu jestem jaka jestem. Dzisiaj żałuje,że nie dane było zobaczyć mi Michaela na żywo na jego koncercie. Miałam tylko (jak ja to mówiłam) 6 i pół loczku, gdy on nas opuścił.Wiele fanów płakało za nim jak za przyjacielem z którym się pokłócili. Nadal pamiętam ten płacz na wieść o śmierci MJ'a. Nie chciałam iść nawet na lody z rodzicami (w moim przypadku to nie było normalne, bo gdy tylko słyszałam słowo lody biegłam tak szybko jak tylko mogłam,żeby je dostać). Chciałabym się cofnąć do lat 80 lub 90 i podziwiać jego blask. Czy coś by zmieniło gdyby on żył? Może i by się zmieniło, bronił by się słysząc te wszystkie zarzuty i "ofiary", które chciały zaistnieć w mediach i Mike miał niby je molestować. Przed jego śmiercią oskarżano go,śmiano się wielokrotnie z jego ubrań, wyglądu i z tego,że był złym rodzicem. Są też pozytywne strony, tych o rozważań o tym co by było, gdyby Michael żył. Miał by już niedługo 59 lat i żyłby, świat ma dziś tyle problemów, terroryzm, wojny w których giną miliony ludzi. Mike pisał by kolejne hymny jak "We are the world", "Man in the mirror", "Earth song", " What More can I give" itd. Jednak Michaela nie ma, ale pozostały po nim muzyka i jego rzeczy. Michael będzie zawsze żyć w naszych sercach.



Michael Jackson 

August, 29 1958 - Forever <3



Ps: Dziś na kanale Stars.Tv od godziny 20:00 do 23:00 będzie lecieć pasmo "Best Of Michael Jackson" . Ja będzie na pewno oglądać. 
Pozdrawiam <3

wtorek, 20 czerwca 2017

Miniaturka na urodziny bloga - Część 2

Cześć moi kochani!
Tak wiem miniaturka miała być wczoraj. Zawaliłam i to mocno, wszystko dlatego, że gdy miałam już wszystko ładnie zrobione, nagle zabrakło neta bo mój wuja u którego chwilowo wynajmujemy mieszkanie wyłączył internet. Także na początku lipca czeka mnie ponowna wyprowadzka i może być ciężko z rozdziałami, ale jakoś sobie poradzę.Wracam do was z historią Isy i jej wesołej gromady.  Jak humory przed zakończeniem roku szkolnego? Idą wakacje, będzie więcej czasu wolnego i więcej rozdziałów na blogu jeśli komuś zachce ruszyć 4 litery. To tyle z mojego biadolenie. Zapraszam do czytania. <3



**********
- Słucham? - Udałam przed nim,że się przesłyszałam. No jak żyłam przez te 28 lat to nigdy takich rzeczy mi nie proponowano.
- Czy urodzisz mi dziecko? - Powtórzył. Na początku myślałam,że on żartuję i wyskoczy z faktem iż to był żart, ale to działo się na serio i to nie był żart. Byłam w niemałym szoku, aż z wrażenia usiadłam na łóżku, nic ze świata zewnętrznego nie dobiegało do mojej głowy w tamtym momencie. Takich rzeczy nie podejmuje się na szybko, jeżeli już chcę się zostać rodzicem trzeba być na to w 100% gotowym. Zrobić i urodzić dziecko jest łatwo, ale wychowywanie na dobrego człowieka to drugie. Nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa.
- Zapłacę ci, tylko zgódź się. - Nigdy w życiu nie sprzedałam bym własnego dziecka. To nie była żadna zabawka, którą można sprzedać i bawić się, tylko żywy człowiek, który ma swoje uczucia. Miałam ochotę za te słowa uderzyć Jacksona w twarz, zwyzywać od najgorszych i wyjść lecz nie mogłam. Jednak jakaś siła z nieba mnie powstrzymała. Owszem myślałam nad tym w tamtym czasie, aby zostać matką, ale matką dziecka Johnego, a nie Michaela. Nie chciałam wdawać się w żaden romans. Miałam syna, dom, narzeczonego na głowię i brakowało mi tylko kochanka do szczęścia. O nie,nie mogłam  się zgodzić.
- To wszystko jest dziwne....- Nie pozwolił mi dokończyć.
- Proszę tylko ty jesteś tą idealną kobietą. - Ja idealna? Nie miałam w sobie nic szczególnego, ostatni taki komplement słyszałam od mężczyzny tak dawno,że nie pamiętałam kiedy.
- Michael, za rok wychodzę za mąż. Mam na utrzymaniu dom i rodzinę i ciężko by mi było teraz urodzić dziecko. - Myślałam,że mnie wywali na zbity pysk ze swojej sypialni, jednak tak się nie stało.
- Czyli się nie zgadzasz? - Widziałam w jego ciemnych oczach o odcieniu czekolady smutek po raz kolejny zawód, smutek i rozczarowanie, które mu towarzyszyły od chwili gdy Chandlerowie wbili mu przez oskarżenia nóż w plecy.
- Nie powiedziałam tego, muszę to przemyśleć, później się odezwę. - Z natłoku emocji wyszłam z sypialni i wybiegłam z domu. Wsiadłam do auta i byłam bezbronna, nie wiedziałam co wybrać. Czy miałam oszukać siebie i zdradzić Johnego? Czy odrzucić propozycję Michaela, zapomnieć że go w ogóle poznałam i miałam z nim styczność i pozostać normalną Isabelle Carter? To nie była łatwa decyzja. Z moich oczów wypłynęły pojedyncze łzy. Sama nie wiedziałam, kiedy płakałam ostatnim razem. Byłam silną kobietą,która uważała iż płacz jest najgorszym sposobem na rozwiązanie problemu. Jednak płakałam z bezsilności. Po paru minutach siedzenia w aucie w zupełnej ciszy odjechałam z Naverland. W ciągu 3 kwadransów byłam już pod swoim mieszkaniem. Miałam rozmazany makijaż, więc każdy mógł  się domyśleć,że płakałam. Weszłam cicho do domu odkluczając drzwi.  W salonie siedział mój narzeczony, ten widok mnie nie zadziwił za bardzo.
- Gdzie Bryan? - Kątem oka szukałam syna, którego nie było w pokoju.
- W swoim pokoju jakieś pierdoły ogląda. Gdzieś kurwa znów była? - Zapytał, oczywiście używając wulgaryzmu jako przecinek zdania.
- Mówiłam,że jadę do Neverland do Michaela.
- Ja pierdole, no przecież król złote kalesony musiał się komuś na łapach rozbeczeć. - Johnemu pomimo tego iż tłumaczyło mu się to z kilkadziesiąt razy nadal nie rozumiał tego,że Michael nie skrzywdził dziecka. Dla niego Michael był rywalem o moje względy, cytując słowa mojego narzeczonego "Kurwiszonem Hoolywoodzkim, który zrobił się z murzyna na białego, a żeby zakryć korzenie Afroamerykańskie robi  sobie pieprzone operację plastyczne,na które poczciwego Amerykanina stać by nie było. Ma 35 lat, a zachowuje się jak dzieciuch, mężczyzna jest z niego taki jak z koziej dupy trąba. Od tej jego muzyki i tych pisków bolą tylko uszy, nie wiem kto mu dał tytuł króla popu,ale temu komuś słoń nadepnął na uszy i to bardzo mocno.".  Boli mnie to, ponieważ Johnathan wierzył w wszystko co przeczytał w tanich brukowcach. Rozumiem,że nie lubił muzyki, którą tworzył Michael, ale chciałam by zaczął go szanować, jako drugiego człowieka.
- Odczep się od niego,ma teraz w swoim  życiu kłopoty. Zrozum on potrzebuje teraz kogoś. -Próbowała przemówić mu do rozsądku.
- To niech idzie do burdelu,jakiejś dupy potrzebuje,a nie przystawia się do ciebie. - Wstał z fotela i zaczął chodzić po pokoju.
- Co to ma znaczyć?! - Zdenerwowały mnie jego słowa na tyle,że aż podniosłam  się z kanapy na której siedziałam.
- Co ty myślisz? Ja wiem,że dajesz dupy Jacksonowi, ile razy on cię wydymał?! Mów! - poczułam
jakby ukłucie w moim sercu. Ja nie byłam taka jak Johny, nie zdradzałam gdy tylko się dało. Moje oczy się zaszkliły. Jak on mnie mógł podejrzewać o zdradę. Mogłam wypomnieć mu te zdrady,których się dopuścił nie raz. Podeszłam do Johnego, wzięłam mocny zamach i uderzyłam z całej siły mojego narzeczonego w twarz. Ulżyło mi lekko wtedy. On chciał mi oddać, wiedziałam że jest świnią, ale jeszcze nigdy w tamtym czasie nie podniósł na mnie ręki.
- Dlaczego na siebie krzyczycie? - Mój syn wyszedł z swojego pokoju. Nie chciałam,żeby widział jak on mnie leje.
- Wypierdalał gówniarzu bo tam zaraz podejdę i pożałujesz,że na świat przyszedłeś. - Teraz przegiął pałkę całe moje ciało od wewnątrz paliło się ze złości. Mógł mnie bić i wyzywać, ale od mojego synka wara.
- Bryan idź do pokoju ładnie. Zaraz przyjdę.
- Dobrze mamusiu. - Mały posłuchał mnie i wszedł z powrotem do pokoju. Zostałam sam na sam z Johny, miałam ochotę wygarnąć mu wszystko co o nim myślę, lecz nie potrafiłam. Bałam się go.
-  Nie pojedziesz już do niego, nigdy.
- Michael jest moim pacjentem, nie łączy mnie z nim żadna więź. - Przez chwile nastała cisza, myślałam,że on ochłonął,ale to była cisza przed burzą  i miał nadejść moment w którym wszystko się zmieniło.
- Johny? - Podeszłam bliżej, chciałam się przytulić do niego od tyłu, ale mój narzeczony obrócił się w mikro sekundzie i uderzył mnie z całej siły w twarz. Osunęłam się na kanapę, która była obok i poczułam posmak krwi w ustach. Rozpłakałam się.
- Ty bydlaku, za co to było?! - Takie słowa do niego kierowane, były pełne gniewu, lęku i emocji. Będąc jeszcze kilkuletnim dzieckiem, nauczyłam się że trzeba szanować wszystkie rzeczy, które znajdują się obok nas, ponieważ jeden mały ruch może uczynić,że wszystko stracimy. Ja w swoim życiu zawiodłam się na niektórych ludziach, ponieważ nie doceniałam tego co wkładali w naszą relację. Normalnie nigdy się tak nie odzywałam do ludzi, których kochałam lecz Johny był wyjątkiem.
- To nauczka ty dziwko,aby cię nauczyć wierności. Żebyś wiedziała co Cię czeka, gdy będziesz się puszczać. - Jego słowa zabolały mnie jeszcze bardziej.Zazdrość go zmieniła, nie był już tym czarującym, dobrze wychowanym i romantycznym mężczyzną, tylko zamienił się w w aroganckiego, wstrętnego, obrzydliwego tyrana. Zobaczyłam jak ubiera się i szykuje się do wyjścia znów w nieznane.Nie pytałam nawet dokąd idzie,obawiałam się tego,że znowu mnie uderzy. Trzasnął drzwiami, zniknął mi widoku, po raz kolejny zostałam sama na wieczór, całe szczęście,że miałam Bryana, przy sobie. Nie wiem jak by się potoczyło moje życie bez niego. Po raz kolejny raz tego dni płakałam. Ułożyłam się w kłębek obok kanapy. Ze swojego pokoju wyszedł Bryan, obawiałam się o to, że mógł widzieć to jak Johny mnie uderzył.
- Mamo nie płacz przez Johnego nie warto  - Mały się do mnie przytulił. Widziałam, że w swoich ciemnych oczach również miał łzy, to był najgorszy widok dla każdej matki, gdy wiesz że przez Ciebie twoje własne najukochańsze dziecko płacze.
- To nie przez Johnego. - Chciałam mu wmówić że pomiędzy mną, a moim narzeczonym nic się nie wydarzyło.
- Mamo, sama się uderzyłaś? - dotknął mojej twarzy, na której był ślad po uderzeniu.
- Mamo, mówisz mi cały  że nie można kłamać,widziałem i słyszałem wszystko. Dlaczego on cię uderzył?
- Zdenerwował się i emocje wzięły górę.
- Emocje można opanować. Przecież zawsze gdy ja kogoś bije w szkole, to ty na mnie krzyczysz, że tak nie wolno mi.
- Gdy będziesz starszy zrozumiesz to. Wracaj do lekcji.
- Mamo, matematyka jest nudna.
- Nie jest nudna, gdy zaczniesz się jej uczyć zobaczysz że jest łatwa. - Mały mnie posłuchaj i wrócił do pokoju uczyć się na klasówkę z matematyki. Niby królowa nauk, dla mnie matma była zawsze prosta i nie miałam z nią problemów, ale dla ojca Bryana była niczym strzał w serce i nienawidził się jej uczyć. Nie przeszedł z 1 klasy do 2 klasy liceum, właśnie dlatego tak poznałam go. Adam był jednym z najgorętszych chłopaków w całej szkole i każda dziewczyna marzyła o tym, by się z nim umówić czy  spędzić z nim noc. I tak trafił do mojej klasy, na początku był pyskaty i nie miły, cały czas się z nim kłóciłam. Cały rok szkolny się z nim użerałam,aż przyszedł koniec roku  i potrzebował pomocy w matmie. Nauczyciel mnie wskazał na osobę, która miała mu pomóc. I tak spotkaliśmy się kilka razy i coś zaiskrzyło. Zaczęliśmy spędzać więcej czasu ze sobą, Adam przeszedł do 2 klasy, co mnie bardzo cieszyło. W blasku księżyca  w aucie przy piosence Jackson 5 "I'II be there" granej w radiu w grudniu 1981 roku powiedział mi, że mnie kocha. To był mój pierwszy taki poważny pocałunek z chłopakiem. I tak staliśmy się jedną z najbardziej rozpoznawalnych par w całej szkole. Było piękne i kolorowo do połowy klasy 3, dokładnie do 2 marca 1983 roku, gdy potwierdziło się, że zaszłam w ciążę z Bryanem. A resztę historii już dobrze znacie. To było kolejne podobieństwo Bryana do swojego ojca, oby dwoje nienawidzili tych samych przedmiotów. Cały wieczór minął mi na rozmyślaniu o Michaelu i jego propozycji. Nie widziałam co wybrać, miałam wziąć ślub z człowiekiem, z którym byłam związana od paru dobrych lat. Tylko najbardziej mnie bolał ten fakt, że dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie kocham Johnego. Byłam bezradna i nie widziałam co zrobić. Czy urodzić dziecko Jacksona? Czy wyjść za mąż za Johnego i żyć do końca żywotu jak służąca? Nie spałam prawie całą noc, ponieważ martwiłam się o mojego narzeczonego. Dzięki Bogu, pracę rozpoczynałam o godzinie 11, więc mogłam zawsze jeszcze trochę pospać. Johny wrócił dopiero o 5 nad ranem, przy okazji tak trzaskał drzwiami, że obudził chyba z pół bloku i między innymi Bryana. Nie dość, że balował za moje ciężko zarobione pieniądze, to jeszcze uchlał się jak świnia i się awanturował. Super, od początku dnia miałam już podwyższone ciśnienie.




2 tygodnie później
28 października 1993 roku był dla mnie bardzo ważnym dniem. Tego dnia mój kochany synek kończył 10 lat. Akurat jego urodziny wypadały w sobotę, więc mogłam zorganizować imprezę urodzinową dla Bryana. Byłam w moim salonie i sprawdzałam czy wszystko się zgadza. Nagle wyszedł mój syn, w pierwszym momencie nie mogłam go poznać. Wystylizował się na Michaela, miał na sobie charakterystyczną koszulę, spodnie z za krótkimi nogawkami, rękawiczkę z "Billie Jean", fedorę oraz białe skarpetki i mokasyny, ale mój wzrok przykuła kreska na oczach mojego dziecka. Wczoraj zauważyłam,że z mojego pudełeczka z kosmetykami zniknęła moja bardzo droga kredka do oczów. Spojrzałam jeszcze raz na oczy Bryana, aby upewnić się czy pomalował się, byłam już pewna.
- Czy to jest moja kredka do oczów?
- Nie wiem, o czym mówisz mamo. - Mały kierował oczy na lewą stromę, co znaczyło,że kłamie.
- Przyznaj się.
- No dobrze, to twoja kredka do oczów, zabrałem ją wczoraj. Mamo, jak się pomalowałem? - Jego makijaż był lekko rozmazany, ale on sam sobie go zrobił po raz pierwszy, więc dostał by od mnie 10/10 punktów.
- Przynieś moją kosmetyczkę, poprawimy troszkę i będzie idealnie.
- Nie podoba Ci się? - zrobił się smutny, pomyślał, że może mi się niej podobać jego makijaż.
- Podoba mi się, tylko troszkę wyjechałeś, po za oczko. Mama poprawi i będzie idealnie. Wykonałeś kawał dobrej roboty.
- Dobrze. - Pobiegł do łazienki, gdzie w szafce była schowana kosmetyczka. Przyniósł ją, a ja zaczęłam poprawiać jego makijaż. Do salonu wszedł Johny, z tych okropnym piwkiem w ręku. Nie mógł powstrzymać śmiech, gdy zobaczył jak maluje małego.
- Co cię tak śmieszy? - zapytałam.
- Boże Isa nie rób go na pedała. - Nie lubiłam gdy mój narzeczony Tak odnosił się o homoseksualistach. Ale to go nie ruszyło, gdy mówiłam mu, że nie miał tak mówić. Powtarzał, że jego słowo jest święte, jak widać go nie dało się lepiej wychować.
- pedał to część roweru, wiesz jak nie umiesz inaczej mówić, to nie odzywaj się w ogóle.
- Wyluzuj kobieto, pośmiać.
- Idź tych swoich kolegów nazywać od pedałów, a Bryana zostaw w spokoju. Idź się przebrać, goście jak przyjdą to się Ciebie przestraszą. - Dopiero wtedy wróciłam uwagę na jego brudną koszulę, on był zdolny nawet zniszczyć przyjęcie Bryana.
- Co chcesz od mnie znowu, jestem dobrze ubrany. Co w ogóle jest za święto? - Johny jak zwykle zapomniał o urodzinach Bryana. Mój syn i tak go lubił i nie zależało mu wcale na życzeniach o niego.
- Dziś są urodziny Bryana. Jeszcze jedno brzydkie słowo padnie z twoich ust to będziesz w szafie siedzieć przez całą imprezę.
- Okres masz? Świrujesz jak jakaś jebnięta.
-  Cicho, idź się przespać lub coś. - Poszedł do sypialni, miałam nadzieję, że zostanie tam do końca imprezy.
- Bryan.
- Tak mamo?
- Wszystkiego najlepszego. Matko jak ta dekada szybko minęła, pamiętam jak Cię pierwszy raz karmiłam, jak pierwszy raz zmieniłam pieluchę, gdy nauczyłeś się mówić i chodzić. Byłeś taki mały, a teraz wyrosłeś na młodego mężczyznę i najlepszego tancerza na w całej historii. - mówiłam ze łzami w oczach.
- Mamo, ja zawsze będę tym małym chłopcem. Dziękuję Ci, że jesteś moją mamą, kocham Cię najmocniej we wszechświecie. - Mały przytulił się do mnie.
- Ok, a teraz idź do pokoju.
- Dobrze. - Mały mnie posłuchał i poszedł grzecznie do pokoju. Wszystko było  gotowe, czekaliśmy tylko za gośćmi, którzy mogli się zjawić w każdej chwili. Mieli przyjść Miranda, Kurt, Robert, Tommy, Jimmy i Anabelle.
Minęło trochę, a goście zaczęli przychodzić impreza już się rozkręciła na dobre. Był idealny moment na rozdawanie prezentów.
- Bryan, trzymaj. - Dałam mojemu synowi pudełko z nowymi mokasynami. Były mu potrzebne do treningów.
- Mamo dziękuję. - Podziwiał swoje buty, które naprawdę mu się podobały.
- Załóż je. - Uśmiechnęłam się do syna, który z pięknym uśmiechem zakładał buty na swoje nogi.
- Mogę w nich zatańczyć? - Zapytał mnie. Nie mogłam wtedy uwierzyć, że mija 10 lat od tego dnia w  którym pierwszy raz trzymałam moje kochane dziecko na rękach.
- Oczywiście. - Mały włączył piosenkę Jacksona "dangerous" i zaczął tańczyć ten sam układ co Michael na American Music Awards. Brakowało tylko jednego gościa, gdy mój syn tańczył, usłyszałam dzwonek do drzwi to mógł być tylko Michael.

**********
Urodziny Bryana były kolejnym pretekstem, aby ją znowu zobaczyć. Chciałem wiedzieć czy
przemyślała i czy urodzi mi to dziecko, czy nie. Od kilku lat marzyłem, aby zostać ojcem. Isa była idealna do roli matki mojego dziecka, była ładna, mądra i opiekuńcza. Bryan był dobrym przykładem tego,że można dobrze wychować dziecko. Te zarzuty o molestowanie wykańczały mnie psychicznie. W Neverland nie czułem się już jak w domu, po tym jak policja przeszukała go i grzebała w moich rzeczach. To było niesprawiedliwe, nikt mi nie wierzył. Fałszywi przyjaciele się odwrócili od mnie. Na szczęście miałem swoją rodzinę, moich fanów i co najważniejsze Isę i Bryana, którzy byli przy mnie w tych ciężkich chwilach. Wyrwałem się specjalnie z trasy, aby przyjechać na imprezę młodego. Stałem przed drzwiami Isy czekając na to jak ktoś mi otworzy drzwi, ktoś włączył moją piosenkę "Dangerous tak głośno,że było ją słychać aż na klatce schodowej. Targałem ze sobą prezent urodzinowy dla Bryana o którym ja w jego wieku jako dziecko z wielodzietnej rodziny mogłem tylko pomarzyć.. W końcu pani psycholog otworzyła mi drzwi, wyglądała jak zawsze pięknie. Była ubrana w czarną sukienkę do kolan, która idealnie na niej leżała, miała rozpuszczone włosy i zrobiony makijaż. Wyglądała jak motyl, który rozkwitał.
- Cześć, jak się masz? - Powiedziałem do niej z  angielskim akcentem.
- Witaj Michael, właź do środka. Tylko cicho mi bo mały tańczy i musi być skupiony. - Wszedłem do środka, trwało show. Bryan był  świetnym tancerzem, wdać było,że kocha to co robi i czuje taniec. Za kilka lat widziałem go jako tancerza na moim koncercie.  Pokaz się skończył, chłopiec się kłaniał, a dzieci klaskały, gdy oklaski ucichły ja zacząłem głośno klaskać.
- Brawo Bryan!! - Uśmiechnąłem się, dzieci zaczęły się cieszyć i skakać na mój widok młodzi fani. Bryan do mnie podszedł  przywitał się.
- Cześć Michael, myślałem,że ty w trasie jesteś.
- O mój Boże to Michael Jackson?
- Bryan, jak ty go wytrzasnąłeś? - Goście zadawali takie pytania z niedowierzania.
- Owszem byłem. Ale dla ciebie zrobiłem wyjątek. Wszystkiego najlepszego tancerzu. - Dałem mu pakunek, mały natychmiast go odpakował, nie mógł uwierzyć,że dostał ten prezent od mnie.
- to ten tor do samochodzików, którego mama mi nie chciała kupić. Jesteś kochany Michael, jak mam ci się odpłacić.
- Po prostu tańcz najlepiej jak umiesz.
- Jasne. - Mała blondynka, która miała T-shirt z moim zdjęciem rozpłakała się.
- Co się stało? - Isa podeszła do dziewczynki i przytuliła ją.
- Proszę pani to Michael, Michael Jackson we własnej osobie. - I było już rozwiązanie, mała płakała bo była kolejną fanką, która mnie kochała. Podszedłem do niej, a ona wyrwała się Isię i wtuliła się jeszcze mocniej we mnie.
- Mogę pana zabrać ze sobą? - spytała.
- Hej! On jest mój!! - Krzyknął Bryan
- Podziel się. - Dziewczynka pokazała mu język i przytuliła się jeszcze raz, jakbym był pluszowym misiem. Takie słodkie istotki na ziemi były potrzebne.
- Nie wiem, jak bardzo tobie zależy. Ale najpierw musisz przestać płakać i powiedzieć mi swoje imię.
- Jestem Miranda, panie Jackson.
- Po prostu Michael mów, dobrze?
- Dobrze Michael. - Mała się uśmiechnęła. Tak bardzo chciałem mieć taką córkę jak ona. Zabawa minęła bardzo szybko, tańczyłem z dziećmi , opowiadałem im o mojej karierze i o mojej muzyce na co dzień. Bardzo polubiłem te dzieciaki były takie słodkie. Isa była w kuchni podszedłem do niej od tyłu i ją przytuliłem.
- Michael, zdajesz sobie sprawę,że może tu za chwilę wejść mój narzeczony i możesz zostać przez niego pobity,
- Oj tam,oj tam gdzie on jest?
- Siedzi w naszej sypialni.
- Dlaczego nie wyjdzie?
- O zobacz już wyszedł - Spostrzegłem faceta, który żartował z dziećmi, Bryan nie śmiał się, było widać że go nie lubił. Padały tam takie przekleństwa, których ja nigdy bym nie użył. Dziwiłem się dlaczego Isa go w ogóle toleruje. Poszedłem do dużego pokoju, pobawić się z dzieciakami.
- O pan Jackson, miło mi pana widzieć.
- Miło mi pana poznać - Mężczyzna podszedł do mnie i podał rękę mi. Wydawał się być miły, ale tak na prawdę taki nie był.
- Mogę z panem zamienić kilka zdań w sypialni? - Wskazał ręką na sypialnie.
- Tak oczywiście. - Przeszliśmy do pokoju. Usiadł na łóżku, ja stałem.
- Słuchaj mnie Jackson, ja nie wiem czego ty kurwa szukasz w tej rodzinie, ale dla ciebie nie ma tu miejsca i zdaj sobie z tego sprawę. Isa jest moja, a żaden chuj twojego pokroju nie będzie jej tykać. - Pokazał swoją prawdziwą twarz, dziwiłem się dlaczego Isa się z nim zaręczyła. Ja bym chyba na jej miejscu z domu go już dawno wywalił.
- Posłuchaj mnie uważnie... - Nie dał mi dokończyć.
- Zamknij mordę, nie przerywaj jak ja mówię. Bachora możesz se tykać ile chcesz, ale moją dupę zostaw w spokoju. Jeżeli ją dotkniesz jednym paluszkiem to ci tak mordę rozwalę,że ten twój chirurg plastyczny cię nie poskłada. Jasne? To nie jest prośba, tylko rozkaz.
- Posłuchaj,Isa jest duża i sama będzie o sobie decydować, a taki dupek jak ty nie ma prawa rozkazywać jej z kim ma się zadawać, a z kim nie. A nawet jeśli, ją dotknę to ty mi nic nie zrobisz. Mam pełno ludzi, którzy mogą cię na moje życzenie jednym palcem powalić.
- Kurwa grozisz mi? - Wstał, myślałem,że się krew tam poleje.
- Nie wiem, może? - Popchnąłem go na łóżko i błyskawicznie wyszedłem z sypialni.
- O ty głupi chuju. - Krzyknął za mną. Poszedłem do Bryana do salonu i  usiadłem koło niego na kanapie, mały miał zły humor.
- Co jest?
- Johny niszczy mi przyjęcie. - Chciałem go podpytać o Johnego, jakie były pomiędzy nimi relacje.
- Lubisz go?
- Michael ty się dobrze czujesz? On jest okropny nienawidzę go.
- Dlaczego?
- Widziałeś jak on się zachowuje, jakby był panem wszystkiego.
- No racja.
- A poza tym źle traktuje mamę. - Poczułem gniew, jakby on robił jej coś złego, zabiłbym go nawet tu na imprezie urodzinowej Bryana. Nikt nie miał prawa, a w szczególności on traktować Isy jak rzecz.
- Co on robi mamie?
- Uderzył raz ją i nazwał od dziwki.  - To było straszne. Chciałem wstać i iść tam do Johnego uderzyć go 2 razy mocniej tak jak on uderzył Isę. Jednak przy Bryanie nie mogłem go bić.
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś wcześniej?
- Byłeś w trasie i mama mi nie kazała mówić nikomu o tym.  - Nie rozumiałem tego,najważniejsze było,że Johny nic nie zrobił Bryanowi. Posiedziałem jeszcze chwilę na imprezie i musiałem jechać, ponieważ  grałem jeszcze koncerty, nie wyrabiałem się z tym. Pomagała mi tylko w czynnym działaniu, bez lekarstw przeciwbólowych nie byłem w stanie funkcjonować. Mój nałóg pogłębiał się. Pożegnałem się z wszystkimi oprócz Johnego i poszedłem sobie. Następnego dnia byłem już na kolejnym stadionie i grałem kolejny koncert, powoli zaczynałem przez to wszystko co się działo tracić zdrowie fizyczne jak i psychiczne.

styczeń 1994 roku
13 listopada 1993 roku moja trasa została przerwana w Meksyku przez mój zły stan zdrowia. Byłem tak uzależniony od środków przeciwbólowych, że nie mogłem dalej występować. Jakimś cudem pod wpływem Elizabeth Taylor zgodziłem się pojechać do Londynu na odwyk. Jednak to nie był normalny odwyk z willą i basenem. Czułem tam się jak w psychiatryku, traktowali mnie tam jak nie zdrowego na umyśle, a nie człowieka uzależnionego. Zdarzyło się nawet,że kilka razy uciekłem z stamtąd. Musiałem wrócić do Ameryki, Jordan sporządził opis moich miejsc intymnych, przez co moje ciało zostało sfotografowane. To było ohydne, nie chciałem zgodzić się na to, lecz Isa powiedziała mi,że jeśli zrobili mi zdjęcia i opis był zły, to był to pierwszy krok do tego, aby udowodnić moją niewinność. Isa była właśnie w Neverland, siedzieliśmy w mojej sypialni i piliśmy gorącą czekoladę.
- Masz jakiejś wspomnienia z dzieciństwa? - zapytała mnie.
- Oprócz prób i nagrywania w studiu nic innego sensownego. A u ciebie Isa jak to było?
- Pamiętam jak jako mała dziewczynka właziłam na drzewa, biłam się z chłopcami i grałam z nimi w piłkę, jak kradłam truskawki mojej sąsiadki.
- To w Texasie rosną truskawki? - Zapytałem ze zdziwieniem, Texas kojarzył mi się przede wszystkim z pustyniami i grzechotnikami, które były na każdym kroku.
- Tak, jeśli zasadzi się sadzonki. Te owoce mojej sąsiadki były takie dobre. Ale ja bym chciała tam wrócić.
- Możesz w każdej chwili.
- Tak, tylko nie stać mnie na to, nie mogę tu wszystkiego zostawić.
- No niby święta racja. - Nie myślałem logicznie, Isa patrzyła na mnie swoimi ciemnymi oczyma popijając czekoladę z kubka.
- Zapłaciłem Chandlerom za wyciszenie sprawy.
- Podli oszuści, jaka matka bierze pieniądze od oprawcy jej dziecka.Straciłeś przez nich dużo pieniędzy.
- Tak, moi adwokaci powiedzieli,że jeśli zgodzę się na ugodę to zaoszczędzę długich lat procesu i nerwów. - Chciałem walczyć o moją niewinność, płacąc tej rodzinie czułem się winny, jakbym specjalnie wyciszał tą sprawę. Ale moi adwokaci lepiej znają się na takich sprawach i wiedzą co robią.
- Michael, bo tak ostatnio myślałam, urodzę ci to dziecko. - Ucieszyłem się jak nigdy, ona zgodziła się. Był to jeden z najlepszych dni w całej historii. Chciałem pokazać jej coś, co miałem gotowe już od dawna.
- Chodź pokaże ci coś. - Chwyciłem jej rękę i wyprowadziłem ją z mojej sypialni, do pokoju szczególnego mojemu sercu, który był obok mojej sypialni. Do pokoju dziecięcego w którym wszystko było gotowe na przyjęcie w nim małego Jacksona. Isa była pod wrażeniem tego małego pokoju.
- Od kiedy ten pokój tu tak stoi.
- Od 1988 roku, gdy skończyłem 30 lat, obudziło się we mnie uczucie,że muszę być ojcem. Więc kazałem wybudować ten pokój.
- Jest piękny, tu jest wszystko, łóżeczko, przewijak. - Podszedłem bliżej Isy, chwyciłem ją za talię i wbiłem się w jej słodkie usta. Odwzajemniła mój pocałunek, co mnie bardzo cieszyło.
- Przyjdź w sobotę do Hotelu "Sunset Marquis Hotel and Villas" będę czekać w hotelu 72
- Postaram się wpaść.  - Uwolniłem ją z mojego uścisku. Pooglądałem z nią jeszcze pokój dla dziecka, ale tylko przez chwilę bo musiała jechać do domu. Pożegnałem się z nią i patrzyłem smutno jak odjeżdża swoim autem.

Nadeszła sobota, czekałem jak na ten z niecierpliwieniem, nie dlatego,że wtedy miałem spłodzić moje dziecko, ale dlatego,że chciałem być bliższej Isy, siedziałem już od kilku godzin w pokoju, oglądając bajki Disney'a. Wziąłem jeszcze szybki prysznic, włosy zostawiłem rozpuszczone  i użyłem moich perfum o mocnym zapachu. Nagle usłyszałem ciche pukanie do drzwi to mogła być tylko ona.
- Proszę. - Drzwi się otworzyły i zobaczyłem Isę. Wyglądała pięknie. Marzyłem o tym, aby wbić się  w jej usta. Podszedłem do niej bliżej.

**********
- A jednak przyszłaś? - Michael podszedł bliżej mnie, bez żadnego uprzedzenia wbił się w moje usta.
Czułam zapach jego perfum, które zwalał z nóg.
- Michael chcę to zrobić szybko i zapomnieć o tym.
- Jesteś spięta, znam sposób na rozluźnienie. - Po mojej twarzy spłynęła łza, Michael to zauważył.
- Isa, co się dzieje?
- Nic Michael, nic.
- Jeżeli tego nie chcesz, ja Cię nie nie zmusić. - Nie chciałam zrywać umowy z nim, ponieważ byłam osobą, która zawsze dotrzymuje obietnic.
- Chcę tego jak niczego innego. Proszę zaśpiewaj coś dla mnie.
- Tylko dla ciebie. To może Give in to me.
- No dobrze.
- Miłość to uczucie
Daj mi to, kiedy tego chcę
Bo płonę
Ugaś me pragnienie - Śpiewał, w przerwach pomiędzy całował moją szyję. Jego głos był jak głos anielski. miałam ochotę się rozpłynąć. Złączył ponownie nasze usta w pocałunku, namiętnym pocałunku. Włożył rękę pod moją sukienkę, Michael położy mnie na łóżku hotelowym i zdjął ze mnie odzież. Zostałam w samej bieliźnie, chociaż czułam się wtedy już naga. Nie zaprzestawał pieszczot na moim ciele. Odpiął mój stanik i zaczął pieścić mój biust, przyjeżdżał pocałunkami wzdłuż dróżki pomiędzy moimi piersiami, cała drżałam. Jednak na moich piersiach nie zaprzestał i schodził coraz niżej w dół. Było mi tak przyjemnie jak nigdy. Całował mój brzuch, gdy to mu się znudziło zszedł w moje najwrażliwsze miejsce,które zaczął pieścić. Wplotłam swoje palce w jego wilgotne loki. Przez moje ciało przeszedł dziwny dreszcz. Usiadłam na jego nogi i zaczęłam odpinać guziki jego czarnej koszuli, to nie było tylko żądza zaspokojenia potrzeb seksualny i podniecenie, tylko jakieś dziwne uczucie, którego nie byłam w stanie zrozumieć i nie czułam go już od bardzo dawna. Źle było mi z tym faktem, że miałam zdradzić narzeczonego, ale chciałam żeby Michael był szczęśliwy.  Zdjęłam spodnie, a potem bokserki z Michaela, byliśmy tacy jacy pan Bóg nas stworzył. Michael ponownie położył mnie łóżku, swoje łokcie ułożył na materacu, byłam pod nim i czułam się najbezpieczniej na całym świecie.
- Jesteś cudowna. -Powtarzał bez opamiętania.
- Ty też. - Wszedł we mnie. Kręcił zgrabnie biodrami sprawiając jeszcze większą przyjemność sobie i mnie. Ciche westchnienia zmieniły się w głośne jęki. Myślałam, że było mnie słychać w całym hotelu. Michael również zaczął jęczeć, nasze głosy układały się w wspólną pieśń zakochanym. Kolejne I Just can't stop loving you, tylko bardziej zmysłowe, na pewno nasz wspólny wykon podbił by serca wielu krytyków i trafili byśmy na szczyt listy billboardu, znikła by plotka że Michael był gejem. Wracając do naszego pierwszego razu, Michael był cudowny, w każdym najmniejszym ruchu nie robił mi żadnej krzywdy,  Był zupełną odwrotnością Johnego w łóżku był delikatny, czuły i chciał żebym to ja miała największą satysfakcję z seksu. Przez moje ciało przeszła kolejna fala rozkoszy. Byłam spełniona. Przyszła mi wtedy do głowy szalona myśl, aby porzucić Johnego dla Michaela, by przeżywać z nim więcej takich nocy i mieć gromadkę dzieci. Tylko był jeden haczyk, nie mogłam tak sobie zostawić mojego narzeczonego. Za 5 miesięcy miał być mój wymarzony ślub, a teraz miałam tak sobie to wszystko zostawić. To było niemożliwe. Kochałam się jeszcze z nim przez kilka godzin. To były jedne z najlepszych godzin w całym życiu. Leżeliśmy razem nadzy w białej hotelowej pościeli, Michael kręcił moje włosy na swoich palcach.
- Mike?
- Tak?
- Mogę Cię pocałować? - Wiedziałam, że nie powinnam go o to prosić, ale potrzebowałam pocałować go.
- Jasne. - Złączyłam nasze usta w chyba już setnym pocałunku. Specjalnie przedłużając go.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się do Jacksona.
- Mam problem. - Powiedział do mnie. Jako psycholog moim zawodowym obowiązkiem była pomoc w rozwiązaniu tego problemu.
- Mój Boże jaki znów?
- Zakochałem się kilka miesięcy temu w pięknej kobiecie, która ma narzeczonego i pięknego syna i zrobił bym wszystko, aby z nią być. - słowa Michaela były o mnie, wiedziałam to. Prosiłam o to w moich marzeniach, ale one nie mogły się spełnić.
- Michael ja mam narzeczonego.
- Tak, narzeczonego. Buraka, a nie narzeczonego. Facet bez jaj biję tylko kobietę i nazywa ją od dziwki.
- Michael, nasza relacja nie powinna cię interesować.
- Jesteś piękna, młoda. Jeśli za niego wyjdziesz za mąż to możesz z niezależnej kobiety stać się zwykłą gosposią. Za kilka lat będziesz żałować tej decyzji. Jeśli mnie kochasz nie bierz tego ślubu.
- Michael, ja nie mogę. Przykro mi, ale naprawdę nie mogę. - Wstałam z łóżka, zaczęłam szybko zbierać porozrzucane ubrania po całym pokoju. Ubrałam się szybko.
- Zadzwonię jak przyjadę do domu.
-Jasne. - Michael był smutny, wyglądał jak zbity pies lub dziecko, któremu zabrano zabawkę.
- Na razie. - Wyszłam najszybciej z pokoju i opuściłam hotel. Następnie poszłam szybko do auta, przez kilka minut siedziałam w zupełniej ciszy. Nadal nie docierało do mnie to, że przespałam się z tym Michaelem Jacksonem, którego dość często widziałam w tv. To był niesamowity wieczór.

6 tygodni później
Nie odezwałam się do Mike, od tego pamiętnego wieczoru. Siedziałam w moim gabinecie, była godzina 16, musiałam siedzieć więc jeszcze 2 godziny musiałam siedzieć w tym biurze. Od kilku tygodni, źle się czułam. Codziennie rano wymiotowałam, chodziłam blada jak ściana. Nic zupełnie mi nie pomagało, żadne tabletki przeciwbólowe. Miałam takie same dolegliwości, gdy byłam w ciąży z Bryanem, więc wszystko wskazywało na to, że Michael miał zostać tatą. Poprosiłam panią Stevens o to, by poszła do apteki po testy ciążowe. Chciałam tylko potwierdzić moje przypuszczenia. Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi mojego gabinetu, zakładałam że to była pani Stevens z moimi testami.
- Proszę. - Powiedziałam na tyle głośno, że osoba weszła. Była to  moja sekretarka.
- Panno Carter, mam te testy dla Pani, proszę je zrobić i jak Pani może to niech mi pani powie
e jako pierwszej, bo jestem bardzo ciekawa. Weszłam do łazienki, dołączonej obok i zrobiłam test musiałam tylko czekać aż pokaże się na nim jego wynik. I tak czekałam i czekałam. I wreszcie po 20 minutach był wynik.
- super.  Usiadłam na muszli i patrzyłam z niedowierzaniem na test ciążowy. Wyszedł pozytywny, dwie kreski co oznaczało, że noszę moje kolejne dziecko pod swoim sercem. Wyszłam z gabinetu i podeszłam pod lade przy której jak zwykle siedziała moja prawa ręka.
- I jak? - Zapytała przeglądając papiery.
- Wpadłam. - Oderwała się od papierów.
- Tak mi przykro, że jest panienka w ciąży z tym dupkiem, dziecko nie powinno mieć  takiego jak on. - Myślała, że Johny jest tatą, jednak prawda była zupełnie inna.
- Tylko, że nie Johny jest ojcem. - Patrzyła na mnie ze zdziwieniem wiedziała że nigdy bym nie zdradziła mojego narzeczonego.
- Jak nie on to kto?
- Mój przyjaciel, który chciał mieć dziecko.
- Powiedz mu o tym ,póki jeszcze nie jest za późno.
- Zrobię to. - Poszłam do gabinetu, wykręciłam numer do Michaela na specjalną linię wyznaczoną tylko dla mnie. Czekałam na połączenie z nim, myślałam że nie odbierze.
- Tak Isa? - Gdy usłyszałam jego głos, zrobiło mi się lżej na sercu.
- Hej Michael, mogę do Ciebie dziś przyjechać do Neverland, muszę ci coś powiedzieć.
- Dziś nie mam czasu, lepiej nie spotykać się w Neverland, ponieważ jest pełno dziennikarzy,a nie chcę żeby odkryli kim jesteś.
- To kiedy i Gdzie.
- Jutro o 20 w hotelu w pokoju numer 73, tam gdzie ostatnio. Muszę wracać do studia. - Wiadomo, Michael nie miał czasu to tylko przez to, że siedział w studiu i nagrywał.

Następnego dnia, nie mogłam wysiedzieć w miejscu myślałam tylko o spotkaniu z Michaelem, zastanawiałam się jak zareaguje na wieść,że wkrótce zostanie ojcem. Godziny mijały nieubłaganie szybko. Była godzina 17:30 Robiłam herbatę, gdy nagle zrobiło mi się słabo, pani Stevens musiała mnie podtrzymywać, abym nie upadła na kafelki kuchenne.
- Panno Carter wszystko dobrze?
- Tak, tak. - Pani Stevens widziała, że wszystko nie jest dobrze.
- Proszę nie  kłamać, moje oczy widzą że z panienką jest coś nie tak, myślę że powinna panienka iść do domu. Panienka nie może się narażać, w szczególnie takim stanie.
- A co z pacjentami? - Zmartwiłam się,że jeśli częściej by mnie nie było w pracy to bym mogła stracić moich pacjentów, a tego nie chciałam.
- Spokojnie, ja odwołam wizyty. Niech pani pójdzie do domu i położy się spać, to działa najlepiej.
- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się, poszłam się ubrać i wyszłam z gabinetu. Był tak zajęta sobą,że  nie uważałam jak idę. Szłam, potrącając przechodniów.
- Niech pani uważa!!! - Krzyknął ktoś, nie wiem jak mogło stać się to,że weszłam na jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w całym mieście, kiedy to było czerwone światło dla przechodniów. Z naprzeciwka jechało auto, które cudem zahamowało, przed oczyma przeleciały mi wszystkie wspomnienia z mojego dość krótkiego życia. Myślałam,że to koniec i za chwilę zginę. Jednak w ostatnim momencie kierowca się zatrzymał.
- Kobietą jak chodzisz?! - Wrzasnął na mnie.
- Przepraszam, nie chciałam wejść na ulice. - Byłam jak skulony pies, który nie ma nic sobie do zarzucenia.
- Rozjechał bym cię, uważaj  bo następnym razem się nie zatrzymam. - Rozpłakałam się. Zbiegłam z pasów, pobiegłam jak najszybciej się dało do mojego mieszkania, w którym byłam już po 15 minutach. Płakałam jeszcze bardziej, gdy zamknęły się drzwi. Johny od razu wyszedł z kuchni, tylko zamiast mnie pocieszyć śmiał się głupio.
- Czego znów beczysz? - Nie odpowiedziałam mu. Poszłam do mojej sypialni i przespałam się, musiałam nastawić sobie budzik na 19, ponieważ nie wstała bym, a musiałam jeszcze jechać do szkoły tanecznej po Bryana, bo kończył o tej trening, a Johnego nie miałam co liczyć. Po godzinie spania wstałam z łóżka, chciałam aby to Johny pojechał po małego, ponieważ źle się czułam.  Wyszłam z sypialni do salonu, gdzie siedział Johny oglądał telewizję, czyli dla nie był to niczym nowym.
- Johny. Pojedź proszę po Bryana.
- Nie. - Denerwowała mnie ta jego ciągła samowolka, myślałam nawet,żeby wystawić jego walizki na klatkę schodową aby się przestraszył,że mógł mnie stracić.
- Źle się czuję.
- To masz kurwa problem leci "Top Gun", a przez tego chuja nie będę tracić filmu. - Widział ten film 100 razy,ale oczywiście nie mógł jechać po mojego syna. Znów wszystko było na mojej głowie.
- Zabraniam ci tak mówić o moim synu.
- Ale taka prawda, by poszedł truskawki zbierać, a nie na matki kasie siedzi cały czas.
- TO JESZCZE DZIECKO W PORÓWNANIU DO CIEBIE.
- Zostaw mnie w spokoju, pojebana babo. - Ubrałam się. Wyszłam z domu, otworzyłam klapę pod którą były bezpieczniki i wyłączyłam prąd. Miałam gdzieś to,że jedzenie w lodówce mogło się zepsuć, ale Johny miał przestać oglądać telewizje, tylko zając się czymś pożytecznym. Z dołu dało się słyszeć tylko  jego krzyk, ale na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Odebrałam Bryana z szkoły tanecznej i odwiozłam do domu, droga w obie strony zajęła mi 45 minut, zostało mi tylko 15 minut do spotkania z Michaelem. Mógł być zły na mnie,że nie powiedziałam mu o tym,że się spóźnię. Wysadziłam Bryana pod naszym blokiem.
- Mamo, gdzie jedziesz? - Zapytał mnie mój syn, nie mogłem mu powiedzieć o tym,że jadę do Michaela, powiedzieć mu o ciąży.
- Muszę jechać do gabinetu, wrócę późno nie czekaj za mną.
- Dobrze mamo.
- Masz moje klucze, gdyby Johnego nie było w domu. - Dałam mu mój komplet kluczy do domu.
- Tylko nie zgub, bo ja nie wejdę. - Owszem miałam zapasowe klucze, ale wolałam mieć pewność,że mam klucze.
- Ok. Pa mamo.
- Pa kochanie. - Wysłałam mu buziaka i pomachałam. Pojechałam w stronę hotelu. Z oddali widziałam auto, które jechało za mną od bloku, jednak olałam to. Wysiadłam z auta i pokierowałam się do wejścia hotelu. Wpadłam w czyjeś ręce.
- Przepraszam. - Powiedziałam, chciałam ominąć tego mężczyznę, po chwili zobaczyłam że to tak naprawdę Michael. Był w przebraniu.
- Cześć Mike. - Powiedziałam, otulił mnie w talii i wbił się w moje usta. Odpowiedziałam mu kolejnym pocałunkiem.
- Chodźmy do pokoju.
- Ok. - Dałam mu rękę i poszliśmy do windy, którą wyjechaliśmy na piętro gdzie był nasz pokój. Weszliśmy do niego.
- To jaki to powód tego ważnego przyjazdu?
- Jestem w ciąży.
- Możesz powtórzyć?
- Jestem w ciąży!! - Krzyknęłam.
- Tak. - Michael pobiegł do mnie i przytulił mnie mocno.
- Byłaś już u ginekologa, który to miesiąc?
- Spaliśmy 6  tygodni temu, mam takie same dolegliwości jak przy pierwszej ciąży.
-Tak, bardzo się cieszę. Oglądamy bajki, poproszę o czekoladę.
-No dobrze.  - Michael wybrał jakąś kreskówkę z Disney'a którą oglądałam z uśmiechem na ustach. Przyszła nasza czekolada, którą tak bardzo kochałam. Minęły 2 godziny. Leżeliśmy na łóżku wtuleni w siebie, na telewizorze leciał "Kopciuszek" z 1950 roku.
- Wybrałam już imię dla naszego bobasa.
- O jakie? - Chciałam chodzić z ta tajemnicą aż do porodu, ponieważ chciałam żeby to była tajemnica.
- Nie mogę ci teraz powiedzieć, później się dowiesz.
- Kiedy?
- Gdy będziesz przecinać pępowinę.
- Nasze dziecko będzie się wychowywać z matką. Złota brama Neverland będzie dla ciebie zawsze otwarta.
- Dziękuję. - Pocałowałam Michaela w usta. Spojrzałam na zegar, była 22:30.
- Michael, muszę jechać już  do domu do Bryan.
- Jasne.
- Na razie.
- Do zobaczenia. - pożegnałam się z Michaelem. Wyszłam z hotelu kierując się do mojego samochodu.
Bałam się strasznie powiedzieć mojemu narzeczonemu o ciąży, mógł wpaść przecież w furie na wieść, że go zdradziłam. Ale z drugiej strony gdybym mu nie powiedziała, to by i tak odkrył że mój brzuch z dnia na dzień rośnie. Ciąży w 3 trymestrze nie jest łatwo zatuszować. Tłumaczenia, że za dużo zjadłam by się nie sprawdziły. Nie uprawiałam z nim seksu od tak dawna, że od razu by się domyślił o zdradzie z mojej strony. Za kilka miałam stanąć na ślubnym kobiercu, a tu dziecko w drodze w dodatku Michaela. To było nie do przełknięcia. Weszłam po cichu do mojego mieszkania, była godzina  23:00, Bryan spał. Jednak Johny był jeszcze na nogach, siedział w fotelu odwrócony do mnie tyłem.
- Johny? - Spytałam się mu, ten w sekundzie obrócił się do mnie, widziałam, że było w nim  tyle gniewu. Nigdy nie widziałam go tak złego jak wtedy.
- Ty kurwo, dziwko myślałaś, że to nigdy nie wyjdzie na jaw, że się puszczasz za moimi plecami.
- O co ci chodzi? - Chciałam udawać niewinną, ale to na niego nie działało.
- Ty się mnie jeszcze pytasz. Widziałem Cię, jak z tym frajerem Jacksonem lizałaś się pod jakimś hotelem. -   A jednak nie miałam już żadnych argumentów by mu wmówić że jestem wierna i tak dalej. Mój narzeczony wstał z fotela i podszedł do mnie z całej siły w twarz, przez co upadłam na podłogę rozcinając sobie łuk brwiowy. Rozpłakałam się,ale to jego nie ruszyło. W jego oczach widziałam chęć dania mi kary za zdradę, bardzo surowej kary cielesnej.
- Teraz nie ma co się mazać, było myśleć co się robi kurwa wcześniej. - Pociągnął mnie mocno za moje kręcone włosy, ustawiając mnie do pozycji stojącej. Popchnął mnie na ścianę, w tamtym momencie tak mnie zaczął boleć brzuch, że zaczęłam się bać o to, że zrobił coś mojemu nie narodzonemu dziecku.
- Johny zostaw mnie proszę, jestem w ciąży.
- Z Jacksonem, to nie mój gówniarz i nie moja sprawa. Prawda. - Kopnął mnie w brzuch tak mocno, aż pomyślałam,że skoro mnie tak pobił to za chwile dokończy dzieło zabijając mnie czymś ostrym.
- Ty szmato, ja chciałem się ożenić, a ty mi przed ślubem przyprawiasz rogi, mnie się nie zdradza. - mnie jeszcze z kilka razy w brzuch, strasznie mnie bolało. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Gdy już skończył, oddalił się od mnie. Ubrał kurtkę i buty, po czym.
- Biorę twoją kartkę kredytową. - wyszedł znowu chlać i bawić się za nie swoje pieniądze. Zostawił mnie samą na pastwę losu, Bryan spał, ale bałam się że mógł słyszeć to i bał się wyjść. Skręcałam się z bólu. To było nie do wytrzymania. Leżałam tak pod tą ścianą, czekając na śmierć. Ostatkiem sił zobaczyłam mojego syna, który ze łzami w oczach bieg do mnie.
- Mamo, mamusiu co ci? - panikował, ja bym na jego miejscu też panikowała, gdyby moją mamę tak pobili.
- Nic mi nie jest. - Próbowałam się podnieść, ale nie mogłam, nie miałam. Zobaczyłam, że wokół mnie leży wielka plama krwi, która lała się z mojego łona. Nagle zrobiło mi się słabo, zamknęłam oczy i straciłam przytomność.

***************
Cały czas wtedy nie docierało do mnie, że zostanę wkrótce  tatą. To uczucie było niesamowite. Nie miałem w planach wybierać imienia dla mojego dziecka, ponieważ widziałem, że jakiejkolwiek imię wybrała by Isa dla niego lub jej to było by to najpiękniejsze imię na całym świecie bo nosił by je mały Jackson. Zdążyłem przyjechać już z hotelu do domu. Czułem w duchu, że coś złego działo się z Isą, ponieważ miała zadzwonić gdy tylko przyjedzie do domu, jednak nie zadzwoniła. Myślałem, że to przez ciążę stała się senna, położyła się i zapomniała zadzwonić. Martwiłem się o nią i dziecko. Gdyby ten jej niby narzeczony zrobił im coś to bym go zabił. Raz przecież uderzył już Isę, nikt by nie przeczuwał, że zrobi to jeszcze raz. Przebrałem się w moją piżamę, miałem się już kłaść do łóżka, ale przed pójściem spać musiałem iść do pokoju .mojego dziecka. Cieszyłem się, że  za 9 miesięcy w tym pokoju będzie rządziła radość z bycia ojcem. Nagle usłyszałem dźwięk dobierający z mojej sypialni. Odebrałem, sądziłem że to dzwoni Isa.
- Słucham. - Powiedziałem delikatnie, w słuchawce usłyszałem szloch, tylko że to nie był płacz Isabelle, tylko Bryana, przeraziło mnie to.
- Michael... ratuj ją.... ona się nie rusza. - Mały panikował, mówił tak szybko, że nie mogłem go zrozumieć.
- Bryan, uspokój się i powiedz dokładnie co się stało.
- Johny zrobił krzywdę mamie.
 - Boże, co się stało?
- No bo on bił mamę i nazywał ją brzydko i wyszedł gdzieś teraz.
- Gdzie jest teraz mama?
- Leży pod ścianą i się rusza.
- Bryan posłuchaj mnie uważnie. Zadzwoń po pogotowie, ja za chwile będę u was, zabiorę cię na noc do Neverland, nie pozwolę abyś był z nim w domu.
- Dobrze. - Mały się rozłączył. Natychmiast się ubrałem. Zbiegłem na dół po kluczyki, minąłem po drodze moich ochroniarzy Miko i Willa.
- Jackson, gdzie spieszysz o 12 w nocy bez przebrania? - Nie miałem ochoty im wszystkiego tłumaczyć, po prostu wyminąłem ich i wyszedłem z domu. To było nieodpowiedzialne z mojej strony,  bo dopiero co udało mi się wyjść ze skandalu z molestowaniem, a ktoś mógł by  mnie zobaczyć i stworzyć kolejną nieprawdziwą plotkę. Zabrałem moją czarną hondę i wyjechałem z rancha, chciałem być jak najszybciej w mieszkaniu Isy. Jechałem chyba z 100 na godzinę. Dzięki Bogu, że nie spotkałem patrolu policji, ani żaden fotoradar nie zrobił mi zdjęcia, a gdyby nawet, to mandat za szybką jazdę nie był wtedy moim największym problemem. W Los Angeles nie było wielkich korków, więc w ciągu kilku minut byłem już na miejscu. Z siłą światła wbiegłem na piętro na którym mieszkała matka mojego dziecka. Przyjechałem przed karetką. Zadzwoniłem kilka razy do drzwi, najchętniej wyważył bym je, aby jak najszybciej się do niej dostać. Bryan otworzył mi drzwi. Pobiegłem do salonu, gdzie zobaczyłem jeden z najgorszych widoków w moim życiu, Isa leżała nieprzytomna na podłodze była cała poobijana.
- Isa, powiedz coś do mnie. Halo - Otworzyła oczy na moment. Chciała dotknąć mojej twarzy, lecz ból jej nie pozwolił na to.
- Ałaaa, co się stało? - nie pamiętała tego co się wydarzyło, fakt iż mogła stracić pamięć przez pobicie był zły, bardzo zły.
- Johny ci zrobił krzywdę.
- Michael dobrze, że jesteś. - Złapała się za brzuch, spojrzałem na dolną część jej ciała, było tam pełno krwi.
- Karetka jest już w drodze. - Straciła znów przytomność, było gorzej, ponieważ przestała oddychać.
- Isa kochanie, nie rób mi go tego. - Moja twarz zaszła łzami. Myślałem, że to koniec, że nie zobaczę już jej nigdy.
***********
I jak? Nie rzucacie na mnie teraz czaru żadnego czaru? Wiem,że denerwuje was Johny, mnie tez strasznie denerwował jak to pisałam. Takich to trzeba na drzewach wieszać. Popłakałam się aż,że nie mogłam tego wstawić wczoraj jak było to zaplanowane. Mówi się trudno, nie pykło. Z ogłoszeń parafialnych, kiedy następna część? Tak sobie pomyślałam,że ostatnią już niestety część miniaturki wstawię 24 sierpnia, jak wszystko pójdzie oczywiście po mojej myśli. Wyraźcie w komach, swoją opinie, ponieważ będzie mi przykro jak nie będę miała żadnych komów.  Przepraszam was za wszystkie błędy, które zrobiłam, a ich nie zobaczyłam.
Pozdrawiam <3
* już za 5 dni [*]