środa, 19 kwietnia 2017

Miniaturka na urodziny bloga - Część 1

Hejka!
Dzisiaj moje dziecko kończy roczek, z tej okazji przybywam do was z miniaturką, powiedzcie sami czy podoba wam się ta miniaturka. Ta mała opowieść jest podzielona na 3 części. Jestem zadowolona z tego co napisałam. Mam nadzieję,że ta historia wam się spodoba. Zapraszam was na czytanie i zapraszam do komentowania.

Dziękuję wam za ten wspaniały rok. Tyle się zmieniło przez te 12 miesięcy. Serdecznie dziękuje :**




"Bu­dow­la wy­budo­wana na włas­nej tożsa­mości może i nas sa­mych zas­koczyć" 

**********
Cześć, nazywam Isabelle ,ale wolę jeśli mówi się do mnie zdrobnieniem, czyli Isa.  Jestem psychologiem, tak psychologiem, aż sama się sobie dziwie, przecież w głębi duszy jestem nienormalna i zastanawiam się nad tym, czy już jest miejsce dla mnie w jakimś szpitalu psychiatrycznym gotowe? Pewnego dnia spotkałam pewnego człowieka, był dość dziwny i budził wiele kontrowersji,ale poznałam go na prawdę i zmieniłam o nim zdanie. Nazywałam się wtedy Isa Carter, miałam wówczas 28 lat. Wszystko było na swoim miejscu, ale do czasu. Historia, która mi się przydarzyła była nie codzienna i dosyć nie typowa. To historia o tym jak pewna osoba zmieniła moje życie o 180 stopni.

***********
Wrzesień 1993 roku.
Kolejny dzień spędzony w moim biurze na nic nierobieniu. Ostatnio mój gabinet przeżywał jakiś kryzys, nie wiem z czym to było związane? Najwidoczniej ludzie uważają,że wszystko z nimi w porządku.Tylko to jest ciekawe, dlaczego zabijają się lub wpadają w choroby psychiczne? Szłam chodnikiem przez oświetlone ulice. Mijałam naprawdę zakochane pary. Mi nie dane już było pamiętać o tym, gdy naprawdę byłam szczerze zakochana. Weszłam nareszcie do mojego małego mieszkania z reklamówkami pełnymi  zakupów, ktoś w tym domu musiał je w końcu zrobić.  Od razu
przybiegł do mnie mój 10- letni syn Bryan, aby się ze mną przywitać. Jak zwykle na jego twarzy gościł uśmiech.  Życie mnie nie oszczędzało, małego z resztą też. Zaszłam z nim w ciąże mając zaledwie 18 lat. Jego ojciec Adam był moim rówieśnikiem. Chodziliśmy razem do jednej klasy w

liceum. Byliśmy "typową" parą klasową.  Ale cały czar prysł gdy zaciążyłam, tylko dlatego,że jednego ranka nie wzięłam  tabletki antykoncepcyjnej. Powiedziałam o tym Adamowi, ale ten wyrzekł się dziecka i tyle go widziałam.Podobno wyjechał z rodzicami do Anglii. Z resztą ja bym nie pasowała do tej rodziny, byłam prostą dziewczyną. Moja matka pracowała w sklepie spożywczym, a ojciec przez całe swoje życie ciężko w fabryce metalu. Rodzice Adama byli lekarzami, mieli miliony na koncie, ja z dzieckiem tylko bym zniszczyła dobre imię tej rodziny.Oczywiście po narodzeniu małego wysłałam mu zdjęcie syna i list, ale do dnia dzisiejszego nie dostałam żadnej odpowiedzi.  Z moimi rodzicami łatwo też nie było, chcieli abym usunęła ciążę, ponieważ twierdzili że jestem za młoda na rodzicielstwo. Miałam się uczyć i zdobyć jakiś dobrze płatny zawód, a dziecko u nogi w tym by mi raczej nie pomogło.  Nie mogłam zabić mojego małego szczęścia. On nie był temu winny. Pewnego chłodnego dnia w marcu 1983 roku spakowałam swoje rzeczy i zabrałam pieniądze, które rodzice zbierali od dnia moich narodzin, aby mi je potem przekazać,bym mogła ingerować w swoje "dorosłe" życie.Uciekłam z małego miasteczka w Texsasie do Los Angeles. Przyjęli mnie na studia, nie zawsze było łatwo. Musiałam ciężko pracować. Praktycznie Bryan nie za często mnie widywał. Jednak po paru latach moje życie się użyło się perfekcyjnie. Ukończyłam studia, otrzymałam tytuł doktora, otworzyłam gabinet lekarski. Jednak najbardziej bolała mnie obojętność moich rodziców do Bryana, nigdy nie chcieli poznać wnuka. Nie szukali mnie, nie było ich przy mnie gdy ich najbardziej potrzebowałam.Raz ich tylko widziałam, na pogrzebie mojej cioci 3 lata temu. W ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Gdybym miała jeszcze raz podjąć tą decyzje, to bym ją podjęła. Wydawało mi się,że jestem szczęśliwa, ale tylko mi. Pozory mylą. Wchodząc do mieszkania o mały włos nie zrobiłam fikołka z torbami przez adidasy Johnego, które nie były na swoim miejscu, tylko na środku holu. Zaczynając od tego kim był Johny? Johny Jenkins był moim narzeczonym, byliśmy  razem od 1989 roku. W przyszłym roku zaplanowany był nasz ślub i wielkie huczne wesele, tak to sobie ja zaplanowałam, on wolał wszystko zostawić sobie na ostatnią chwilę. Ale ktoś musiał na to w końcu zapracować. Z jedną pensją nie wyobrażałam sobie tego. Johny nie pracował. Stracił dobrze płatną pracę w 1991 roku , od 2 lat siedział na moim garnuszku, codziennie bezczynnie na kanapie i na tym pudle oglądał te swoje programy o motoryzacji. Nawet nie szukał nowej roboty, chociaż by poudawał, że próbuje. Liczą się zawsze chęci.Pamiętam jak mieszkaliśmy do 91' roku w wielkim domu. Gdy byliśmy tam Bryan miał za domem wieki ogród. Spędzał tam najwięcej czasu. Wiedział,że nikt go z stamtąd nie przegoni, bo ta ziemia jest jego matki.Kiedy mój narzeczony stracił pracę mnie nie było stać na płacenie co miesiąc rachunków. Musieliśmy się wyprowadzić. Od tego czasu coś pomiędzy nami się zepsuło. Czasami zastanawiałam się czy dobrze robię wychodząc za niego za mąż, ale wiedziałam,że on był wtedy tym jednym.  Zdarzało,że był opryskliwy i chamski, ale taki już miał charakter, a ja go musiałam zaakceptować. Owszem mogłam go wywalić na zbity pysk z domu,ale nie chciałam tego zrobić, bo go kochałam.
- Mamo zrobisz coś do jedzenia?
- Johny ci nic nie zrobił. Miał przecież podgrzać spaghetti.
- Ale mu się nie chciało.  Nie chciał mi nawet dać pieniędzy na kanapkę.
- To w jego stylu. Bryanek zrobię ci coś, kupiłam bułki serowe. Wyjmij je jak jesteś głodny.
- Nie mów do mnie Bryanek. -  Powiedział niezadowolony.
- Dobrze panie Bryanie. Tak lepiej.
- Mhhm. - Mały uśmiechnął się, tak bardzo był podobny do Adama. Patrząc na niego przypominały mi się dobre chwilę spędzone u boku jego ojca. Przypominał go w 100%, był jego lustrzanym odbiciem.
-  Zrobię dla ciebie to spaghetti
- Mniam, mniam. Dziękuję mamuś. - Dostałam buziaka w policzek od mojego synka.
- Johny zabierz te buty śmierdzące z środka korytarza,bo je przez okno wyrzucę.
- Za chwilę. - Nie spieszyło mu się, tak był zajęty oglądaniem tych pierdół w telewizji. Zaniosłam zakupy do kuchni i usiadłam na taborecie znajdującym się obok lodówki.
- Powiedziałam już coś do ciebie odnośnie tych adidasów.
- Już idę. - Mężczyzna wstał z kanapy, rzucił w bok swoje obuwie i przyszedł do kuchni.Minął się w przejściu z młodym. Podszedł do blatu i zaczął grzebać w reklamówce z zakupami położonej tam.
- Kupiłaś mi mojego browara?
- Oh przepraszam zapomniałam, możesz pójść sam do sklepu.
- Kobietą, ty jesteś nie normalna nie chcę przegapić serialu, ty masz iść do spożywczego, bo ty zapomniałaś.
- Pracowałam ciężko przez 8 godzin, a ty w tym czasie siedziałeś przed telewizorem.
- Nie prawda, myślałem.
- O czym znowu.
- O tym gdzie jest mój browar?
- Poszedł byś do urzędu pracy i znalazł jakąś robotę, nie utrzymam sama tego wszystkiego jeśli ty mi nie pomożesz. A o wymarzonym ślubie mogę zapomnieć.
- Idziesz mi do tego sklepu, czy będziesz tak stała i pierdoliła jakieś gówna od rzeczy.
- Pójdę , ale przypominam ci jestem twoją NARZECZONĄ, a nie służącą. - Byłam zmęczona, miałam ochotę paść na twarz. Jednak musiałam iść do tego sklepu. Znając Johnego kilka dni by mi wypominał jak to nie dbam o niego.
- No dobra już idź, bo na deszcz się zapowiada.
- Ostatni raz, pamiętaj. - Ubrałam bluzę, buty. Zabrałam ze blatu portfel i wyszłam z mieszkania. Na niebie zbierały się ciemne chmury, zapowiadało się na deszcz.Czułam lekki powiew wiatru na twarzy. Założyłam na głowę kaptur i poszłam do sklepu. Pierwsza kropla zdążyła już spaść na mój nos.Po paru minutach byłam już w spożywczym, kupiłam kilka puszek piwa. Wyszłam na zewnątrz, gdzie już lało jak scebra. Zaczęłam biec, jedyne co  chciałam to jak najszybciej znaleźć w domu. Biegłam i nagle się poślizgnęłam, wpadłabym w błoto, ale od upadku uratowały mnie czyjeś ręce, które mnie w ostatniej chwili złapały. Trzymaj mnie w swoich łapkach jakiś mężczyzna. Miał na swoich oczach okulary, płaszcz, fedorę oraz doklejone sztuczne wąsy. Miał kręcone włosy. Na 100 km było widać,że nie ma prawdziwego owłosienia na twarzy. Nie wiem co miał zamiar tym ukryć? Staliśmy przez chwile w ciszy, to była bardzo niezręczna sytuacja. Przełknęłam głośno ślinę.
- Dziękuje. - Powiedziałam.
- Nie ma za co. - Miał taki ciepły głos.
- Przepraszam, ale muszę już iść. - Oddaliłam się od mojego wybawiciela.
- Poczekaj, jak masz na imię? - Krzyknął za mną.
- Isa! - Zaczęłam ponownie biec, w ciągu kilku minut byłam już w mieszkaniu, byłam cała prze
moczona. Usiadłam na kanapie, Johny nawet nie dał mi buziaka na powitanie. Mały wtulił się w mój bok. Leciały właśnie wiadomości.
"Z ostatniej chwili 
Supergwiazda muzyki pop Michael Jackson został oskarżony o molestowanie. Ofiarą ma być 13 letni Jordan Chandler. Oskarżenia przeciwko piosenkarzowi wysunął ojciec 13-latka Evan Chandler. Wiadomo nie od dziś,że Jackson kocha dzieci. Zapraszał chore i biedne dzieci z rodzinami do swojej bajecznej posiadłości nazywanej Nibylandią. Pozwalał im spać w swojej sypialni razem z nim w swoim łóżku. Nie wiadomo co z przesłuchaniem gwiazdora, który jest w trakcie swojej 2 solowej trasy "Dangerous". Czy ten skandal może wpłynąć na sprzedaż albumów Jacksona? Czy to koniec muzycznej kariery Króla Popu? Więcej informacji już wkrótce."
- Mamusiu co to znaczy molestowanie? - Zapytał mnie mały, chciałam mu to wyjaśnić, jednak Johny mnie wyprzedził.
- To jest coś takiego, gdy ktoś ci wkłada łapę w majtki i dotyka twoich jaj.
- O fuj. - Powiedział mały. Myślałam,że za chwile wstanę i przyłożę Johnemu.
- Ale Michaelowi nic nie zrobią? - Mój synek bał się o swojego największego idola, miał pełno plakatów z jego wizerunkiem na swoich ścianach. Już lepiej nie mówić co się działo gdy tylko widział Jacksona w telewizorze.
- Wiesz może skończyć się te jego nagrywanie pioseneczek, których nikt nie słucha. - Miałam takie wrażenie,że Johny działał tylko mojemu synowi na złość i tylko mu tak mówił by go zdenerwować.
- Nie. - Powiedział mój synek ze łzami w oczach.
- Biedny człowiek. - Powiedziałam do siebie, myślałam,że nikt nie usłyszy tego. Jednak Johny to usłyszał.
- Jaki biedny? Dostało mu się nareszcie, pedofilowi jebanemu.
- MICHAEL NIE JEST PEDOFILEM!!! TY JESTEŚ GŁUPIM LESZCZEM, KTÓRY PRZESIADUJE CIĄGLE PRZED TELEWIZOREM! - Krzyknął mój syn.
- Nie podnoś gówniarzu na mnie głosu. - Johny wstał i chciał podejść do mojego syna. Zabiła bym go chyba, gdyby dotknął go nawet jednym palcem.
 - Spokój. Bryan idź do pokoju proszę. - Nie chciałam, aby mały słuchał kolejnej kłótni, która już nad nami wisiała.
- Dlaczego? Chcę bronić dobrego imienia Michaela.
- Ponieważ cię o to proszę.
- Oj już dobrze.- Mały posłuchał, zszedł z kanapy i udał się do swojego pokoju.
- Co ty robisz? Dajesz zły przykład małemu. Dlaczego od razu od pedofila nazywasz jego idola?
- O co ci znowu kurwa chodzi? Wiesz mała tykał nie swojego dzieciaka, to teraz dostanie wpierdol o jego starych. Dziwie się,że on może wytrzymać te wszystkie krzyki tego całego Jacksona. ON jest takim królem popu jak ja baletnicą.
-  To jest już sprawa Bryana, jakiej słucha muzyki. Przynajmniej ma jakieś wartości w życiu. Widziałeś,że tykał te dziecko. Masz to jakoś udokumentowane?
- Nie. Ale co to ma piernik do wiatraka?
-  Odzywasz się nie znając się na sprawie i nie mając dowodów.
- Ale on był od zawsze jakiś dziwny.
- Dlaczego?
- Powiedz mi czy to jest normalne, aby dorosły facet zapraszał jakieś obce dzieciaki do swojego domu i otaczał się nimi? Jesteś psychologiem, powinnaś to wiedzieć.
- Jest trochę dziwne, ale spróbuj się postawić w jego sytuacji.
- Nie umiem.
- Wierzysz jeśli nie ma dowodów. A tak w ogóle przestań straszyć Bryana. On się ciebie boi
- Kurwa, muszę nauczyć  tego małego sukinsyna posłuszeństwa. Dyscyplina musi być, nie możesz całe życie lizać dupy szczeniakowi bo na mamisynka wyrośnie. - O nie. Teraz przegiął pałkę. Nikt w mojej obecności i w tym domu nie będzie mojego syna obrażał.
- Zamknij się. Mam cię dosyć. Nie śpisz dzisiaj ze mną. Nie będę spać z człowiekiem, który bez szacunku mówi o moim dziecku.
- Okres masz?
-Nie ważne. Gnijesz dziś na kanapie.
- Oj no weź.
- Nauczysz się szacunku to wrócisz do sypialni. -  Wstałam z kanapy, nie miałam zamiaru słuchać mojego narzeczonego, który wierzył w to wszystko. Obrażał moje dziecko i człowieka, które moje dziecko kocha jak swojego przyjaciela. Moja mama zawsze mi powtarzała,że nie mam wierzyć w coś, jeśli nie ma na dowodów. Ja sama jako matko ciężko powtarzałam to Bryanowi.Nie miałam nic przeciwko Michaelowi Jackosonowi, podziwiałam go za to,że pomagał. Nie wielu ludzi potrafi założyć fundacje, pisać piosenki o tym jak można zmienić świat i motywować przy tym wielu ludzi. Na pewno były to teraz dla niego ciężkie chwile. Ale cóż jeśli ma coś na sumieniu, to jego sprawa i jego sumienie. Weszłam do pokoju małego, który siedział na łóżku. Z jego oczów wydobywały się łzy. Usiadłam koło niego i go  przytuliłam.
- Co się dzieje?
- A co jeśli to co mówił Johny to prawda?
- To o Michaelu?
- Tak.
- Nic jeszcze kotku nie wiadomo.
- A co jak go wsadzą do więzienia?
- Nie wsadzą. Zdenerwowałem Johnego, przepraszam mamo.
- Kochanie, nie gniewam się.
- To dobrze.
- Miałeś prawo powiedzieć co czujesz. Lepsza jest prawda od kłamstwa.
- Czuje się z tym źle.
- Bryan, ja bym sama mu powiedziała to. Jednak ty mnie spryciarzu ubiegłeś. - Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Młodemu poprawił się humor na całe szczęście. Pomogłam mu odrobić lekcję, umył się i położył się do łóżka.
- Mamo, jutro nareszcie mam lekcje w szkole tańca. - Zapomniałam wspomnieć mały od 2 lat uczył się w szkole tanecznej tańczył właśnie w stylu Jacksona. Nie podobało mi się, że musiał się chwytać, ale jako matka byłam szczęśliwa,że ma chociaż jakoś pasję, którą chcę rozwijać.
- Tak, już ładnie zasypiaj. - Pocałowałam na dobranoc małego w czoło. Podeszłam do półki gdzie znajdowała się kolekcja z płytami winylowymi i zabrałam całą kolekcję płyt Jacksona.
- Mamo co ty robisz z moimi płytami?
- Zabieram je.
- Po co?
- Chcę sobie je posłuchać.
- Ja myślałem,że ty nie lubisz muzyki Michaela.
- To źle myślałeś, ja lubię jego piosenki.
- Tylko nie zrób krzywdy moim płytom, dobrze.
- Dobrze, jutro je dostaniesz z powrotem.
- Ok.
- Dobrej nocy Bryan, kolorowych snów.
- Dobranoc mamo. - Zgasiłam światło w pokoiku małego. Poszłam do mojej sypialni. Johny zasnął na fotelu. Bardzo często tak robił, spał na fotelu lub szalał za moją kasę na imprezach. Potem gada jak bardzo bolą go plecy, nie muszę chyba mówić, kto je musiał mu masować. Między nami nie było już od dawna chemii. Potrzebował tego Johnego, którego poznałam w 1989 roku, a nie tego, którego mam teraz.  Cały czas myślałam o tajemniczym mężczyźnie, który mnie uratował przed upadkiem. Wydawało mi się,że gdzieś już słyszałam ten głos, tylko gdzie? Mogłam porozmawiać z nim, dowiedzieć się czegoś więcej, ale jak zwykle musiałam się spłoszyć i uciec. Nie mogłam żyć z tą myślą,że już nigdy nie spotkam go. Pół nocy słuchałam płyt mojego syna, chociaż to mi dawało wtedy dawało ulgę na lepsze jutro.


Minęły dwa tygodnie. Ciągle myślałam o sprawie z Jacksonem, ale to nie było takie proste. Przecież ja Isabella Carter nie zbawię sama całego świata. Za chwilę miałam wychodzić z gabinetu. Nagle otworzyły się drzwi mojego gabinetu, a do pomieszczenia wszedł Johny.
- Nie umiesz pukać? - Zamknął za sobą drzwi
- Nie umiem.
- Odebrałeś Bryana z  treningu w szkole tanecznej?
- Nosz kurwa mać zapomniałem.
- Jedź po niego.
- Jest duży.
- Ma dopiero 10 lat nie może sam podróżować po wielkim mieście.
- Przeżyje, ale ja i tak nie mam czasu go odebrać. - Jak zwykle wymigiwał się od wszystkiego. Całe szczęście,że zabrałam auto i będę mogła podjechać po małego.
- To co cię sprowadza w skromne progi tego gabinetu lekarskiego? - Jego przyjście nie było mi wtedy na rękę. Zwykle jak przychodził to był bezczelny. Pozwałam sobie na wszystko. Kilka razy doszło do tego,że wparował bez zapowiedzi i wypraszał pacjenta, który siedział właśnie w gabinecie. Miałam czasem wrażenie,że jego osoba psuje renomę tego miejsca.
- Isa, kochanie pożyczyła byś mi 300$? - Znowu chcę imprezować za mój hajs po moim trupie.
- Nie.
- Dlaczego?
- Od wczoraj wisisz mi 200$, jeśli nie oddasz tych pieniędzy to nie ma mowy o kolejnych.
- Proszę? - Zrobił maślane oczka, jednak one od dawna już na mnie nie działały. - A mówi się,że to właśnie facet powinien zarabiać pieniądze na swoją kobietę. Jednak w moim przypadku było inaczej. Z resztą Johny jaką mężczyzna stracił to poczucie, jakiś rok temu.
- Nie.
- Co to znaczy NIE?!
- To znaczy,że nie dam ci już żadnych pieniędzy.
- Kobietą, ja ich potrzebuje!
- Jonathan, nie podnoś na mnie głosu.
- Będę się drzeć kiedy tylko mi się podoba. Jesteś skąpa.
- Ja skąpa! Jakoś wczoraj mówiłeś,że jestem kochana gdy ci w łapy kasę dawałam.
- Ale to było wczoraj, a dziś jest dziś.
- Wiesz, jak bardzo ci są potrzebne pieniądze to może idź sobie je zarobić. Chulaj duszo, piekła nie ma,ale za swoją ciężko zarobioną kasą
- Nie mogę pracować, nie rozumiesz tego.
- Nie próbujesz nawet znaleźć sobie jakiejkolwiek pracy.
- Próbuje, ale nie myśl sobie,że to jest takie łatwe.
- Koniec.Idź już sobie. - Powiedziałam stanowczo. wstałam z krzesła i podeszłam do niego, pokazując palcem wskazującym mu drogę do drzwi.  Kolejna awantura była już za pasem.
- Daj mi hajs. - Nie, przegiął wtedy, myślałam że na miejscu go tam zatłukę.
- WYNOŚ SIĘ STĄD! - Krzyknęłam na niego. Z zasady bardzo rzadko podnosiłam głos, ale w tamtym momencie byłam zdenerwowana kłótnią, którą mój narzeczony mi wtedy zafundował. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę. - Powiedziałam łagodnym tonem. Za drzwi wyłoniła się pani Stevens.
- Przepraszam jeśli przeszkodziłam. - Johny na moich oczach puścił oczko do mojej recepcjonistki. Tego już za wiele flirtował z innymi za moimi plecami. Na szczęście pani Stevens nie była zainteresowana, miała przecież męża i 3 dzieci.
- Panno Carter dzwoni ktoś do pani w ważnej sprawie. Przełączyć rozmowę?
- Tak.
- Oczywiście. - Kobieta wyszła z mojego gabinetu, pozostawiając mnie z moim narzeczonym. Zadzwonił telefon leżący na biurku.
- Johny wyjdź stąd.
- Dobrze, ale później porozmawiamy. - Pokazał na mnie palcem, kolejny dowód na to,że jest nie wychowany. Wywróciłam oczami, a mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. Oczywiście trzaskając drzwiami. Co bym zrobiła, aby uwolnić się  z tego toksycznego związku? Podniosłam słuchawkę.
- Dzień Dobry, z tej strony Dr Isabella Carter. W czym mogę pomóc?
- Dobry, nazywam się Janet Jackson. Na pewno słyszała pani o skandalu, który wybuchł z moim bratem? - Od kiedy gwiazdy takiego formatu dzwonią do
- Tak, obiło mi się coś o uszy.
- Właśnie dzwonie do pani w sprawie Michaela.
- Coś jest z nim nie tak?
- Nie tak to mało powiedziane. Martwię się o jego zdrowie psychiczne, ostatnimi czasy bardzo się pogorszyło. On potrzebuje pomocy. Czy podjęła by się pani tego zadania? - Mogłam odmówić, takie wyzwanie mogło mnie wykończyć. A szczególnie gdyby ktoś z świata zewnętrznego się o tym dowiedział, wtedy by był niezły bigos. Pokierowało mną serce.
- Tak, zgadzam się.
- Uff, mam nadzieję,że mu pani pomoże.
- Postaram się. A pan Michael wie o tym co pani zaplanowała?
- Od 2 tygodni nie chcę z nikim rozmawiać,ostatnia nadzieja w pani.
- Kiedy pierwsze spotkanie?
- Najlepiej, jakby jeszcze dzisiaj by się odbyło. Proszę przyjechać do posiadłości Michaela Neverland. Powiem ochroniarzom, aby panią wpuścili. Nie zrobi pani to problemu?
- Dobrze.
- To wszystko z mojej strony, dziękuje. Do widzenia.
- Do widzenia, życzę miłego dnia. - Odłożyłam słuchawkę. Natychmiast spakowałam swoje rzeczy i założyłam mój czarny jesienny płaszcz, Bryan na pewno się niecierpliwił  z powodu tego,że nikt po niego nie przyjechał. Minęłam recepcje, poprosiłam panią Stevens, aby zamknęła gabinet. Nie pierwszy raz ją o to prosiłam. Gdy tylko miałam jakiś problem i musiałam wyjść z gabinetu to prosiłam ją aby zamknęła gabinet. Wyszłam z budynku i skierowałam się do samochodu, pół godziny zajęło mi przedostanie się przez miasto. W pospiechu wbiegłam do budynku szkoły. Weszłam do jednej ze sal, gdzie czekał na mnie Bryan i jego nauczyciel.
- Dzień dobry.  - Powiedziałam.
- Mama, już jesteś. - Bryanek przytulił się do mnie.
- Dlaczego Johny po mnie nie przyjechał?
- Miał dużo pracy. Idź już do auta zaraz przyjdę, tylko z twoim nauczycielem porozmawiam.
- Do widzenia. - Mały wybiegł z sali, na dół podszedł. Podszedł do mnie jego nauczyciel tańca.
- Przepraszam za ten problem, ale umówiłam się z moim narzeczonym,żę odbierze Bryana z zajęć.
- Nic się nie stało. Pani syn jest przemiłym chłopcem.
- Dziękuje. Obiecuje ostatni raz tak się dzieje.
- Spędzanie z nim czasu to istna przyjemność.
- Do widzenia, miłego dnia życzę.
- Miłego dnia. - Wyszłam  z budynku i skierowałam się na parking. Koło samochodu czekał już zniecierpliwiony chłopiec. Widać było,że nie podobało mu się to,że Johny go nie odebrał z treningu. Ale  na cóż można było liczyć z jego strony? Nie zastałam bym go na pewno w domu. Bryan nie mógł zostać przecież bez żadnej opieki, to jeszcze dziecko. Była godzina 18:30 w piątek,  on na pewno chciał by odpocząć po całym tygodniu w szkole i na treningach. Musiałam go jednak zabrać do Neverland, czułam że Bryan gdy się zorientuję gdzie go zabrałam na pewno wybuchnie euforią, nie było by mi łatwo spakować  go z powrotem do auta. Zawsze pozostawała opcja "patelnią w łeb", ale nie miałam ochoty bawić się w boksera. Byłam, jestem i będę typem osoby, która brzydzi się używaniem przemocy fizycznej i psychicznej, szczególnie na dzieciach. Rozumiem,że dziecko może rozrabiać, ale byłam psychologiem, który uważał,że rozmowa to sposób na wszystko. Bicie w niczym nie pomaga, wpływa na to,że dzieci zaczynają się bać swoich rodziców. Nigdy nie podniosłam ręki na własne dziecko, nie miałam ochoty słuchać płaczu i mówienia jak to ja go nie kocham.
- Mamo, gdzie jedziemy? - Mój syn zauważył,że nie jedziemy do domu.
- Do mojego pacjenta.
- Znowu będę musiał oglądać te bajki?
- Nie.
- A daleko jeszcze?
- Nie daleko.
- Zasiedzię się w tym aucie. - Mały nie lubił jeździć autem, podobnie jak ja za młodu. Mogłam robić wszystko, wspinać się po drzewach, grać w piłkę, ale trzeba było być Bogiem aby zmusić mnie do tego bym wsiadła do samochodu. Może wyglądem się różnimy, ale mamy podobne charaktery. Po 15 dojechaliśmy na miejsce.
- Mamo, czy to Neverland?
- Tak. - Mały był podekscytowany. Wylegitymowałam się przed ochroniarzami i wjechałam na teren posiadłości. Syn krzyczał z radości, nie wiem jakim cudem moja błona bębenkowa przeżyła pobyć w tym miejscu. Przejeżdżaliśmy właśnie koło wielkiego wesołego miasteczka.
- Mamo, ale Michaela nie ma teraz w domu, jest w trasie.
- Nie prawda, to z kim ja mam dzisiaj spotkanie
- Mogę iść z tobą, proszę proszę.
- Nie.
- Dlaczego.
- Bo nie, to jest poważne spotkanie.
- Już dobrze. - Zrobił naburmuszoną minę, liczył na spotkanie z swoim idolem, jednak ono się nie stanie. Jak mi Janet wyjaśniła, Michael nie chciał z nikim rozmawiać, więc miałam małą szanse,że mi się uda. Podjechałam pod dom i zaparkowałam samochód.
- Zostajesz w samochodzie, za chwilę wrócę. - Pogroziłam mu palcem.  Zapukałam do drzwi, po chwili drzwi mi otworzyła Janet. Nie wiedziałam co powiedzieć, stała przed mną Janet Jackson we własnej osobie, a za chwile się miałam spotkać z Michaelem. Człowiekiem, którego album jest najlepiej sprzedającym się albumem wszech czasów, który osiągnął wszystko co możliwe, przez którego przytomność straciło kilka milionów kobiet. Ja byłam zwyczajną Isą Carter nie dorastałam mu więc do pięt.
- Dobry wieczór.
- Dobry wieczór, dziękuje że pani przyjechała. Proszę za mną.- Zaprowadziła mnie pod drzwi  sypialni swojego brata.
- Michael ktoś do ciebie przyszedł.
- Nie chcę nikogo widzieć! - Krzyknął mężczyzna, w jego głosie było słychać smutek.
- Widzi, pani jest uparty jak osioł.
- Spokojnie, proszę mnie tam wpuścić. - Kobieta wpuściła mnie do środka, wystrój domu był niesamowity, jednak to się teraz nie liczyło. Liczył się mój niecodzienny pacjent. Jan zaprowadziła mnie do jego sypialni. Weszłam do pomieszczenia, było czuć nie przyjemny zapach. Rolety były zasłonięte, więc nie światło nie dochodziło. Przy łóżku siedział Michael, miał na swojej twarzy okulary przeciwsłoneczne, chciał zakryć łzy, które wydobywały mu się z oczu, ale to mu nie wychodziło. Było widać na jego policzkach ślady od łez. Miał zarost, potargane włosy, był wychudzony, wyglądał na anorektyka, zapuścił się. No na pewno takiego Jacksona nie pokazali by nigdzie w TV. Było mi go naprawdę szkoda, przez tą sprawę przestał o siebie dbać. Pora było zacząć już moją pracę.  Zamknęłam drzwi za sobą, zostałam sama z Jacksonem.

**********
To jedno spotkanie było ułamkiem sekundy, ale miało w sobie pełno magii. Ta kobieta była jedną z najpiękniejszych w życiu jakie  tylko widziałem. Gdy ją trzymałem w ramionach patrzyłem w jej ciemne oczy. Miała kręcone włosy, idealne rysy twarzy, po jej twarzy było widać,że nie używała za dużo make-upu. Urzekła mnie tym,że była piękna w środku jak i na zewnątrz. Miała coś więcej niż te wszystkie kobiety z okładek magazynów.Jej imię brzmiało Isa, była zwyczajną kobietą. Do końca życia będzie skarbem schowanym w moim sercu. Myślałem,że już nigdy jej nie spotkam, ale los wymyślił wobec mnie inną historię. Poszedłem z niczym na przechadzkę ulicami miasta.  Spotkałem ją dokładnie w ten sam dzień, w którym rozpoczęło się piekło w moim życiu. Trasa trwała a ja chciałem się oderwał od szarej rzeczywistości koncertowania. Dlatego przyjechałem na parę dni do LA. Myślałem,że serce mi pęknie po tym co zrobił Evan Chandler, kazał własnemu dziecku kłamać by podnieść się z kłopotów finansowych. Mój menadżer Frank DiLeo powtarzał mi, abym zakończył znajomość z Chandlerami,ale ja byłem głupi. Evan z swoją żoną i dziećmi byli tacy dla mnie mili, wręcz w pewnym czasie stali się nachalni. Ja byłem naiwny i dostałem to co mi się należało, dla wielu byłem pedofilem. Za naiwność trzeba płacić wysoką cenę. To nie było dla mnie  łatwe. Czułem się oszukany, nie miałem dla kogo żyć. Te podłe oskarżenia odbiły się nie tylko na moim zdrowiu psychicznym,ale również na moim zachowaniu oraz wyglądzie. Nie rozmawiałem z nikim, nic wcale nie jadłem, zdążyłem opróżnić mój barek z alkoholami. Postanowiłem zrobić sobie wolne od trasy na 2 tygodnie, siedziałem sam w Neverland. Ale jak długo można było się ukrywać? Świat musiał dowiedzieć się nareszcie prawdy. Siedziałem bezczynnie w mojej sypialni, w ciemności. Nie wiem już, kiedy wtedy widziałem ostatnio promienie słońca. W moim pokoju unosił się silny zapach alkoholu. Był tam nie mały syf, ale kto by się przejmował syfem w pokoju, kiedy jakiś dzieciak próbował zniszczyć twoją karierę i to wszystko na co tyle lat pracowałeś. Minął tydzień od kiedy postawiono mi oficjalne zarzuty,ale ja nadal nie mogłem w to uwierzyć. Często przyjeżdżał ktoś z mojej rodziny, aby pilnować czy nie zrobię niczego głupiego. Po mnie w tamtym momencie można było się wszystkiego spodziewać. Mimo mojego sprzeciwu moja siostra wpuściła gościa. Nie chciałem nawet spojrzeć na niego lub ją. Potrzebowałem tak jak w tekście jednej z moim piosenek, aby mnie zostawiono w spokoju.
- Michael zadzwoniłam po psychologa. - Psycholog nie był mi w tamtym momencie potrzebny, tylko ktoś kto uwierzy,że nie skrzywdziłem tego dziecka.
-  Nie jestem chory psychicznie. - Myślałem,że nadszedł ten pamiętny dzień, kiedy moja kochana rodzinka będzie chciała mnie wywieź do wariatkowa.
- Nie zadzwoniłam po psychiatrę,tylko po psychologa. To różnica
- Idźcie wszyscy do diabła, chcę być sam.
- Dobrze, ale nie zrób nic głupiego.
- Nie mam 5 lat. - Powiedziałem do siebie pod nosem. Siedziałem tak sam i myślałem o tym jak bardzo dostałem po ryju o Chandlerów. Jak można być tak chciwym? Gdybym miał cofnąć czas to bym ponownie odmówił pożyczenia Evanowi tej kasy, na nakręcenie filmu, który i tak by się okazał klapą.
- Michael ktoś do ciebie przyszedł.
- Nie chcę nikogo widzieć! - Krzyknąłem, mówiłem już że nie mam ochoty ani  siły przebywać w czyjeś obecności. Przypuszczałem,że pewnie ten psycholog by filozofował jak to powinienem przestać się umartwiać oraz zrobić coś z tymi problemami. Ktoś wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
- Tutaj jest ciemno jak w kostnicy. - To był głos kobiecy, jednak to nie była Janet. Ktoś zapalił światło. Pomimo tego,że na nosie miałem okulary oślepiło mnie światło z lampy. Zasłoniłem ręką swoje oczy. Kobieta ukucnęła przy mnie i zabrała moją rękę. Spojrzałem na jej twarz, to była ona. Jednak pojawiła się ponownie w moim życiu. Myślałem,że jej już nigdy nie spotkam.
- Isa? Dobrze pamiętam.
- Skąd pan zna moje imię?
- Deszcz i ratowanie przed upadkiem, przypomina sobie coś pani?
- To był pan, ale to nie możliwe.
- Widzisz są takie rzeczy,w które ciężko uwierzyć. Jak się tu dostałaś?
- To ja jestem tą panią psycholog. Może mi pan  powiedzieć mi wszystko co Cię trapi. - No tego bym się nie spodziewał, chyba zacznę chodzić do psychologa.
- proszę mnie nie panować, ponieważ czuję się staro. Jestem po prostu Michael Jackson.
- Isabelle Carter, ale proszę mówić do mnie zdrobnieniem czyli Isa. miło mi. - Kobieta podała mi swoją malutką dłoń, którą pocałowałem jak ja geltelmana przystało.
- Nie mogę w to uwierzyć. Byłem skład nich taki miły, a oni mi się tak odwdzięczyli. Nigdy nie dotknąłem Jordana tam gdzie nie powinienem. - Z zasady nie otwierałem się przed nie znanymi mi ludźmi, ale oba była wyjątkowa. Czułem miałbym ją znam od zawsze.
- Zdejmij okulary, chcę widzieć twoje oczy. - Ściągnąłem okulary, tak jak o to mnie prosiła i patrzyła przez chwilę w nie ciemne oczy, w których można było znaleźć pełno smutku.
- Masz piękne oczy.
- Dziękuję.
- W nich widzę ile to cię musi kosztować, widać na 100%,że nigdy nie skrzywdził byś żadnego dziecka. Dlaczego oni ci to zrobili?
- Skąd możesz to wiedzieć, większość ludzi na tym globie bez żadnych dowodów twierdzi że jestem pedofilem.
- Michael ja myślę, że ty jesteś po prostu nie winny. Rozmawiałam w mojej karierze psychologa z wieloma osobami którym postawiono zarzuty w sprawie molestowania. W oczach tych osób można zobaczyć ten błysk, który wskazuje, że mają coś na sumieniu i skrzywdzili drugiego człowieka, a u Ciebie widać tylko smutek i żal. Dla mnie jesteś nie winny.
- Tylko niech mi teraz świat w to uwierzy.
- Nie możesz siedzieć tak tutaj zamknięty.
- A właśnie,że mogę. - Założyłem ponownie okulary, po moim policzku popłynęła łza.
- Wiesz jak to się nazywa?
- No jak?
- Ucieczka. Chłopie nie widzisz,że masz teraz kłopoty. Jeżeli będziesz bezczynnie siedzieć na tej dupie to niczego nie zdziałasz. Myślisz,że jesteś sam? To informuje,że nie jesteś. Masz jeszcze swoich fanów, którzy wierzą w to,że jesteś nie winny, a ty ich masz w dupie i ukrywasz się. Przerwałeś specjalne trasę, ale wiedz,że to nie jest koniec świata. Twoi fani cię potrzebują, a ty masz na to wywalone.
- Ale... - Nie pozwoliła mi dokończyć.
- Nie przerywaj mi kiedy mówię do ciebie. Podnieś się i powiedz coś na ten temat. Obroń się. - Usłyszeliśmy głośną muzykę dobiegającą z sali tanecznej. To na pewno nie była Janet, jeśli ona tańczyła to zwykle do swoich przebojów. Postanowiłem sprawdzić co się dzieje. Razem z Isą wstaliśmy i wyszliśmy z mojej sypialni. Po kilku sekundach byliśmy już przy sali tanecznej. Przy progu stała moja siostra i uśmiechała się.
- Janet, ścisz to natychmiast!
- O nasz król wyszedł na światło dzienne.
- Mało śmieszne. - Wyminąłem w przejściu Janet, wszedłem do sali i zobaczyłem chłopca, który tańczył tak jak ja. Robił to bardzo dobrze, wydawało by się nawet,że to moja młodsza kopia. Obserwowałem jego kroki.  Wyłączyłem muzykę, młodemu człowiekowi to się nie spodobało. Jednak gdy tylko mnie zobaczył od razu do mnie doskoczył,o mały włos nie straciłem równowagi.
- Bryan, zostaw Pana Jacksona.
- Mamo, ale to Michael Jackson. - mały przytulił się do mnie jeszcze mocniej. To był jej syn, byłem pewny że miała męża, który był ojcem tego małego.Sądziłem że nie miałem najmniejszych szans na zdobycie jej miłości.
- Bryan, udusisz mnie.
- To niemożliwe.
- Ładnie tańczysz.
- Bryan chodzi do szkoły tanecznej. - Widać że miał wielki taniec.
- Dziękuję Michael, uczę się od ciebie. Sam mówiłeś że w tańcu nie można myśleć tylko trzeba go czuć.
- To prawda. - Mały nareszcie mnie puścił,był przesympatyczny. Jednak po wydarzeniach ostatnich dni nie próbowałem nawet zbliżać do tego dziecka. Miałem już dosyć fałszywych ludzi.
- Isa mogłaś mi powiedzieć że przyjechałaś z synem.
-Młody miał siedzieć w aucie. - Spojrzała na niego jakby za chwilę miała go zabić.
- Przepraszam. - Powiedział skruszony chłopiec.
- Nic się nie stało. - Powiedziała jego matka
- Będziemy musieli się już się zbierać,w domu za nami czekają.
- Mamusiu, proszę zostańmy tu jeszcze chwilę.
- Bryan, musimy już jechać.
- A wrócimy tu jeszcze?
- Z pewnością. - Odezwałem się.
- Jak będziesz grzeczny.
- Będę.
- I jak będziesz się dobrze uczyć.
- Postaram się mamo. - Odprowadziłem Isę i jej synka aż po same drzwi ich auta. Jej odwiedziny spowodowały, że na moim sercu pojawiło się trochę ciepła. Ona miała rację, powinienem walczyć o swoje imię w tamtym czasie. Poznałem wielu ludzi, którzy uważali się za moich przyjaciół, jednak tych prawdziwych mogłem policzyć tylko na palcach jednej ręki.

Minął ponad miesiąc od mojego pierwszego spotkania z Isą i jej przeuroczym synem. Zabrałem sobie do serca jej słowa co do mojego ukrywania się w Neverland, trzeba było zrobić coś z tymi oskarżeniami. Wróciłem do  kontynuowania swojej trasy koncertowej, nie  mogłem zawieźć fanów, tylko oni mi jeszcze zostali. Większość mojej rodziny stała za mną murem, lecz były takie wyjątki. Na przykład La Toya twierdziła pod wpływem swojego męża Jacka Gordona,że byłem winny. Strasznie zabolał mnie ten cios z jej strony. Mógł mi go zadać obcy człowiek lecz ona była moją rodzoną siostrą. Za kilka tygodni miałem umówione spotkanie z Isą, utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny lecz nie było to takie same uczucie, gdy mogłem rozmawiać z nią twarzą w twarz. Chciałem ją znowu zobaczyć. Specjalnie dla niej wykorzystałem kilka dni w których nie miałem żadnego koncertu. Poprosiłem jednego z moich ochroniarzy aby ją śledził, wiem to było nie fair w stosunku do niej i mnie, ale musiałem dowiedzieć się gdzie ona mieszka. Dostałem jej adres i postanowiłem się do niej wybrać. Był późny wieczór, więc nie musiałem się przebierać, a gdyby ktoś mnie rozpoznał zawsze pozostawała zawsze ucieczka. Zadzwoniłem domofonem pod jakiś numer, odebrała jakaś starsza kobieta. Wmówiłem jej,że przyszedłem z ulotkami. Ciężko było jej uwierzyć, ale wpuściła mnie na klatkę schodową. Wiem,że było nie ładnie, ale to była kryzysowa chwila. Pobiegłem na 3 piętro, gdzie znajdowało się mieszkanie mojej lekarki. Zapukałem do drzwi, po chwili czekania moim oczom ukazała się Isabelle, była zdziwiona moim widokiem. Miała ze mną się spotkać dopiero za kilka tygodni.
- Cześć. - Uśmiechnąłem się do niej.
- Michael co ty tu robisz?
- Przyjechałem do ciebie.
- Mój narzeczony jest w domu, będzie zły.
- No i co?
- Właź szybko do sypialni. - Kobieta wpuściła mnie do swojego mieszkania,szybko przedarłem się do sypialni jej i jej narzeczonego. Usiadłem na łóżku, które było całkiem wygodne. Na szafce leżało ich wspólne zdjęcie wyglądali na całkiem szczęśliwych.
- Mała, kto mi znowu dupę zawraca? - Słyszałem jej narzeczonego z salonu.
- Nikt do ciebie nie przyszedł. To tylko administrator bloku. - Okłamała swojego narzeczonego, nie chciałem, aby mnie tu przyłapał. Byłem pewny,że przez to zrodził by się kolejny skandal, który odbił by się na mojej karierze.
- Gdzie Bryan?
- Śpi już, był zmęczony.
- Jak poszedł mu występ. - Zapomniałem wspomnieć, Bryan miał tego samego dnia występ taneczny ze swoimi rówieśnikami ze szkoły tanecznej.
- Bardzo dobrze, widzowie przez 5 minut wiwatowali i klaskali na stojąco.
- Mała gwiazda nam rośnie.
- Po moim trupie, nie chcę na razie słyszeć o żadnym show-biznesie. Ty jesteś przykładem tego,że jedna głupia decyzja może zniszczyć wszystko na co się pracuje.
- Proszę nie przypominaj mi o tym.
- Przepraszam Michael.
- Kiedy przyjedziecie znowu do Neverland?
- Planowałam zabrać się z małym do ciebie kiedy tylko będziesz w Stanach.
- No i jestem. Masz czas jutro?
- Jutro mam wolne w pracy i będzie mi akurat pasować. - Tak cały dzień Bryan i Isa mogli spędzić razem ze mną. Bałem się jedynie reakcji jej narzeczonego, nie chciałem wchodzić pomiędzy jej relacje. Nie chciałem niszczyć ich szczęścia. Pomimo tego,że nie spotkałem go osobiście to wydawał,że jest strasznie nie miły. Myślałem,że tylko była wina jego głosu. Jednak jak później się okazało on był wielkim chamem i nieudacznikiem życiowym.
- Dobra Michael już idź, bo jak wparuje tu mój narzeczony, to tak fajnie już nie będzie.
- Jasne. To do jutra.
- To do jutra. - Przytuliłem moją przyjaciółkę i dałem jej buziaka w policzek.
- Ojej, a to za co?
- Za to,że jesteś w moim życiu. - Wyszliśmy z sypialni, Isa szybko przetransportowała mnie do drzwi wejściowych, wyszedłem i pomachałem jej na pożegnanie. Szybko dostałem się do auta, które zaparkowałem pod blokiem. Ta noc minęła szybko, czekałem na Isę i jej syna. Liczyłem na to,że spędzą ze mną cały dzień. Około godziny 11:45 samochód pani psycholog wjechał na posesję Neverland. Wyszedłem im na spotkanie.Mały jak zwykle rzucił się na mnie. No, że też ja musiałem być jego idolem. Ale najważniejsze że miał jakiegoś idola, ktoś poza rodzicami musiał przecież go czegoś nauczyć. Gdy mały się odczepił od mnie to przeszła do mnie matka, jak zwykle na jej twarzy gościł uśmiech.
- Witam cię Isabelle.- naturalnie ucałowałem jej dłoń.
- Michael wiesz,że nie lubię gdy ktoś mówi do mnie pełnym imieniem. - Od samego początku robiłem jej na złość.
- Zaczynamy zwiedzanie? - Zaproponowałem.
-Tak. - Opowiedzieli jednogłośnie.
- Ej. - Mówili to samo, to było takie śmieszne.
- Przestań mi czytać w myślach. - Cała nasza trójka wybuchła niekontrolowanym śmiechem.  zwiedzanie Neverland zaczęliśmy od zoo gdzie były moje zwierzaki. Małemu się to wszystko podobało. Ja z jego matką usiadłem na ławce i obserwowałem go.
- Zazdroszczę ci takiego syna.
- On jest moim jedynym skarbem. Ma tylko mnie.
-A co z jego ojcem i dziadkami? - Nigdy nie pytałem jej o sprawy rodzinne,więc teraz nadszedł ten czas. Chciałem się dowiedzieć o niej czegoś więcej.
- Ojca nigdy nie poznał, a z moimi rodzicami nie utrzymuje kontaktu?
- Myślałem że twój narzeczony jest jego ojcem?
- Nie, Johny za rok zostanie jego ojczymem.
- Dlaczego z rodzicami nie utrzymujesz kontaktu? Co się stało?
- To było jak zaszłam w ciążę z Bryanem. Jego ojciec był moim chłopakiem od pół roku. Przespaliśmy się tylko raz i od razu zaciążyłam, a wszystko przez głupie tabletki antykoncepcyjne. Powiedziałam mu, ale wyrzekł się Bryana i uciekł. Jego rodzice byli najbogatsi w całym mieście. Wyemigrowali do Anglii, a ja zostałam sama z brzuchem. Miałam tylko 18 lat. Moi rodzice kazali mi usunąć ciążę, a ja się nie zgodziłam. Uciekłam z domu pieniędzmi zostawionymi na moją edukację i zamieszkałam w Los Angeles.Bryan moich rodziców widział tylko raz na pogrzebie mojej ciotki 3 lata temu. Nie chcą za grosz poznać wnuka.
- Dziwię się twojemu byłemu chłopakowi?
- Dlaczego?
- Mieć takiego syna to skarb.
- Nie zrozumiał tego, ale bez niego jako matka radzę sobie świetnie.
- Najważniejsze jest szczęście małego.
- Tak.
- Myślę że mały powinien znać swoich dziadków.
- Pogodzenie się z moimi.rodzicami ni e będzie łatwe. Nie wyrzec im tego że chcieli zabić moje dziecko.
- Każdy zasługuje na drugą szansę.
-Co jak oni istnienie Bryana mają mi za złe.
- Jeżeli go poznają na pewno zmienią zdanie. - Można by było rzecz,że w tamtym momencie zamieniłem się z nią na rolę. Ja byłem psychologiem, a ona moją pacjentką.


Czas mijał za my bawiliśmy się świetnie. Październikowy chłód nam nie przeszkadzał w dobrej zabawie. Podczas zabawy z Brayanem dostrzegłem coś, czego brakowało w moim życiu. To było dziecko, chciałem być najlepszym ojcem na świecie, mieć swojego potomka z którym każdy dzień by był najlepszy na świecie. Na dworze padał deszcz i musieliśmy się schować w stacji kolejki znajdującej się na moim ranchu. Zrobiłem moim gościom herbatę, syn Isy zabierał słodycze i świeże ciastka z półek, gdzie było ich pełno.
- Mały nie jedź tyle bo dostaniesz robaków. - Isa skarciła syna.
- Mamo nie jestem mały, mam 10 lat.
- Dla mnie zawsze będziesz moim małym synkiem.
- Mama ma rację, nie jedź tak dużo słodyczy bo nie będziesz mógł potem tsk dobrze tańczyć. - Odezwałem się.
-Przesądy.
- A potem będziesz płakał, że nie możesz płakać.
- Mężczyźni nie płaczą? Prawda Michael?
- Bryan słońce każdy ma prawo do okazywania emocji.
- Ja nigdy nie płacze.
- Tak, a kto płakał 2 miesiące temu płakał na filmie?  - Parsknąłem śmiechem.
- Na jakim filmie?
- Piękna i bestia.
- To było smutne, myślałem,że on umarł. Michael nie śmiej się ze mnie tylko przypomnij swoje słowa. - Mały udawał obrażonego. Nie wychodziło mu to, szkoda że w tamtym momencie aparatu nie miałem ze sobą.
- Nie obrażaj się.
- Nie obraziłem się, ja jestem tylko człowiekiem. - Minęło następne kilka godzin, był późny wieczór gdy Isa i Bryan musieli wyjechać z Neverland. Chcieli zostać na noc, ale ja uważałem,że to nie dobry pomysł, ponieważ ktoś z mediów mógł by się o tym dowiedzieć i by pojawiły się artykuły takiego typu "Jackson, pomimo oskarżeń nadal zaprasza dzieci do swojej posiadłości na noc". Nie mogłem dopuścić do takiego obrotu sprawy. To było za bardzo ryzykowne. Lubiłem Isę i Bryana, ale skąd mogłem wiedzieć, czy oni nie zachowają się jak Chandlerowie. Z nimi tez się przecież Przyjaźniłem. Myślałem nad tym, kto mógł by zostać matką mojego dziecka, mój wybór padł na Isabelle, nie dlatego,że jest ładna. No może tak troszkę, ale przede wszystkim dla tego,że jest mądra i miła. Umie sobie poradzić w życiu, pomimo tego,że w jej życiu były małe upadki. Ale umiała się z nich podnieś. Co najważniejsze urodziła wspaniałego człowieka jakim jest Bryan. Ona była idealną kobietą na matkę mojego dziecka.

**********
 Pierwszy raz w mojej karierze psychologa zaprzyjaźniłam się z pacjentem. Z Michaelem wytworzyłam specjalną wieź. Każdego dnia rozmawiałam z nim długo przez telefon, po powrocie z
pracy. Nie wyobrażałam sobie dnia bez rozmowy z moim przyjacielem. Martwiłam się  o Michaela, gdy byłam ostatnio w Neverland w jego znalazłam ampułki po demerolu. Demerol to silny lek przeciwbólowy, jeżeli Michael się faszerował tym świństwem, to było z nim nie dobrze. Ostatnio dużo spał, był wykończony fizycznie i psychicznie. Nie mogłam na to patrzeć, jak Chandlerowie zniszczyli tego człowieka. Największą traumą myślę,że zostanie u niego przeszukanie Neverland. Policjanci, którzy tam weszli, porozwalali wszystko, nie znaleziono żadnych dowodów na winę Mike'a, ale i tak nadal były mu postawione zarzuty. Musiałam powiedzieć Johnemu, o Michaelu. Zaczęło mu to przeszkadzać,że dość często wyjeżdżam w nieznane i nie mówię mu dokąd. Nie był z tego powodu zadowolony i kazał mi zerwać z nim przyjaźń. Mało tego, zaczął podejrzewać nawet,że Michael jest moim kochankiem. Wróciłam właśnie z pracy, miałam już dosyć wszystkiego. Usiadłam obok mojego syna na kanapie, razem z Johnym oglądał kreskówki.
- Co robiliście dzisiaj ciekawego?
- Nic. - Powiedział Johny.
- Przyszła jakaś pani do nas.
- Jaka pani? - Zdziwiłam się słowami mojego syna, nikt nie planował u nas odwiedzin.
- Taka fajna.
- Zamknij się. - Powiedział mój narzeczony.
- Sam się zamknij, mój Bryan.
- No i ta pani pocałowała Johnego w usta. - No super, on przyprowadził jakąś babę do naszego mieszkania i całował się z nią przy dziecku. Zaczynałam uważać,że to zamierzam zrobić w następnym roku będzie największym błędem w moim życiu.
- Johny, kto to był?
- To była Ashley, moja siostra. Nie pamiętasz jej?
- Tak.
- Masz słabą pamieć do ludzi w takim razie. - Dostrzegłam na jego szyi malinkę, nie sądzę, aby siostra zrobiła mu coś takiego.
- A co tam masz? - Wskazałam miejsce, na którym było znamię.
- Nic.
- Od czego to masz?
- Uderzyłem się. - Tak od razu się uderzył.Wniosek był z tego jeden, Johnemu znudziła się lojalność i po przez zdradę szukał szczęścia w ramionach innej. Zadzwonił telefon w drugim pokoju, czułam że to  dzwoni Michael. Wstałam z kanapy i poszłam odebrać telefon.
- Halo. - Powiedziałam do słuchawki.
- Cześć Isa, czy mogłabyś przyjechać do Neverland jeszcze dzisiaj? - Zdziwiło mnie to, Michael widział przecież że jestem zmęczona po całym dniu w pracy. Jednak jako dobra przyjaciółka musiałam tam pojechać.
- Stało się coś?
- Musimy poważnie porozmawiać.
- Jasne Michael,przyjadę do Ciebie.
- Czekam na Ciebie. - Odłożyłam słuchawkę,poszłam się ubrać. Założyłam buty i płaszcz. Miałam wychodzić.
-Gdzie idziesz? - Zapytał mnie Johny.
- Jadę do Michaela.
- Znowu do tego lalusia pieprzonego? - Mojemu narzeczonemu nie podobało się to.
- Przestań on mnie potrzebuje.
- Ja ciebie też.
- Mamo, poczekaj chcę jechać z tobą.
- Bryan muszę jechać sama, przykro mi.
- Szkoda. - Na twarzy mojego dziecka, pojawił się smutek. Podeszłam bliżej do mojego dziecka.
- Posłuchaj mnie, za dwa dni są twoje urodziny i poproszę Michaela o to aby przyjechał do Ciebie.
- Dobrze mamo.
- Zostajesz w domu. - Powiedział Johny. Wstałam i wyszłam pomimo jego zakazu. Nie byłam jego niewolnicą.Wyszłam przed blok i wsiadłam do auta postawionego na parkingu. Gdy jechałam do Neverlandu cały czas myślałam o tym co chcę mi powiedzieć Michael. Bałam się tego że ma zamiar zakończyć naszą przyjaźń i mam się wynosić z jego życia. W ciągu pół godziny byłam już w rezydencji Michaela. Nie wyszedł mi na powitanie, miałam złe przeczucia, bo zwykle gdy przyjeżdżałam z synem to Mike był przed domem i czekał na nas. Wysiadłam z auta, podeszłam do wielkich drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył mi Bill Bray i wpuścił do środka.
-  Gdzie jest Michael?
- W swojej sypialni czeka za panią.
- Jasne. - Weszłam po schodach. Dotarłam do sypialni mojego przyjaciela. Zapukałam.
- Proszę. - Powiedział mężczyzna. Weszłam do środka, światło było zgaszone. Michael siedział na swoim łóżku.
- Znowu siedzisz po ciemku, zobaczysz że zepsujesz sobie przez to wzrok.
-Isa nie martw się o mnie. - Wstał i poszedł do mnie
- Chciałeś ze mną porozmawiać.
- Tak.
- O co chodzi?
- Zakochałem się. - Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, myślałam że ta kobieta uczyni Michaela szczęśliwym.
- Opowiadaj, jaka ona jest?
- Co tu dużo opowiadać. Ona jest cudowna.
- A kto jest tą szczęśliwą kobietą?
- Ty. - Michael objął mnie w talii oraz złączył nasze usta w namiętnym i długim  pocałunku. Nogi się pod mną ugięły, gdyby Michael mnie nie trzymał, to ja bym upadła. Odwzajemniłam pocałunek, jednak po chwili pojawiła się pewna bariera. Byłam przecież od 4 lat w szczęśliwym związku, a za rok miałam zostać żoną człowieka którego kochałam. Odczepiłam się od Mike'a.
- Przepraszam nie powinienem. - Był skruszony, myślał że dam mu w pysk za ten pocałunek jednak ja nie byłam typem takiej osoby.
- Co to znaczy być rodzicem? - Zaskoczył mnie tym pytaniem, chciał chyba zaadaptować dziecko.
- Wiesz ja jako matka czuję się spełniona, mam swoje szczęście, które nigdy mnie nie opuści. Od małego wychowuje mojego syna na dobrego człowieka, nauczyłam go tylu rzeczy. Mogę każdego dnia obserwować jak Bryan się zmienia, jak bardzo upodobania się do swojego ojca, jak dorasta.
- Ja tak bardzo chciał bym być już tatą.
- Zostaniesz nim jeszcze nie martw się o to.
- Mam 35 lat, już chyba pora na to. Nie zamierzam na starość zostać sam. Chcę wiedzieć jakie to uczucie wstawać do swojego dziecka i trzymać je na rękach, karmić je, nauczyć chodzić.
- Michael do bycia rodzicem trzeba dorosnąć.
- Wiem o tym.
- Wychować na ludzi dziecko jest bardzo trudno.
- Isa?
- Tak?
- Urodzisz mi dziecko? - Spojrzałam na Michaela jak na opętanego, miałam dwa wybory. Odmówić i uciec w popłochu z tej sypialni albo się zgodzić na urodzenie Jacksona juniora. Myślałam że śniłam,  Michael Jackson we własnej osobie chciał abym została matką jego dziecka.

Ciąg dalszy nastąpi 

**********
I jak wam się podoba? Proszę was o opinie w komentarzach.
Pozdrawiam <3 


sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołych świąt!!!

Cześć :)
Wiem,że większość z was spodziewała by się teraz rozdziału kolejnego,ale ta notka jest z okazji świąt Wielkanocnych. Chciałabym wam życzyć wszystkiego najlepszego. Bogatego królika,  błogosławieństwa Bożego na okres tych świat, mokrego dyngusa, smacznego jajka. Michael i Janet specjalnie dla was z super soakerami. Uwaga mogą oblać wodą. xD



PS: Muszę was zasmucić,ponieważ w tym tygodniu nie będzie rozdziału. Ale 19 kwietnia przypada pierwsza rocznica założenia bloga i z tej okazji mam dla was wielką niespodziankę. Do zobaczenia w środę.
Pozdrawiam <3

niedziela, 2 kwietnia 2017

She's Out Of My Life - Rozdział 27

Cześć moi najukochańszy czytelnicy <3
Jak wam mija ten ciepły weekend? Dodałam bym ten rozdział wczoraj, tylko musiałam pisać połowę od nowa, ponieważ moja jedna koleżanka usunęła mi prawie połowę posta. Nie wychowana xD.  Co do piosenki, nie lubię osoby Madonny, ale trzeba przyznać,że piosenki ma fajne.Ten utwór jest mi bardzo potrzebny do tego rozdziału. Bez wszelkich spoilerów zapraszam tak jak blogger'owa tradycja nakazuje do przeczytania i skomentowania tego rozdziału, ponieważ ten post jest bardzo dla mnie ważny.


**********
Rzym jest miastem z potężną historią, jest oknem na świat. Trzeba pomyśleć,że jeszcze pond 2000 tysiące lat temu było tutaj serce wielkiego imperium.W tym mieście przez wieki było wiele historii miłosnych, spełnionych lub czasem nie spełnionych i jednocześnie smutnych oraz zapomnianych. Nie da się ich policzyć, było ich sporo od starożytności, po średniowiecze, nowożytność do czasów współczesnych. Nawet wielka miłość może się wypalić,albo my zapomnimy dbać o szczęście osoby u swego boku, a to jest przecież najbardziej potrzebne w związku. Leżeliśmy w białej pościeli. Na zegarze wiszącym na przeciwko naszego łoża wybiła właśnie godzina 11;30. Nasz wieczorek filmowy przedłużył się trochę, siedziałam razem z moim chłopakiem oglądając filmy Disney'a aż do 4 nad ranem. Nie żałuję, co z tego,że jestem nie wyspana? Z Michaelem jest warto spędzać czas, wynosi się z tego wiele rzeczy. Nie chodzi mi tu o rzeczy materialne, ale o rzeczy które do końca życia zostają jako wspaniałe wspomnienia.
- Co dziś robimy? - Spytałam rysując wzorki na klatce piersiowej mojego chłopaka.
- Planowałem wybrać się na zwiedzanie miasta.
- Chłopcze mój drogi, jest prawie 40 stopni w cieniu.
- No i co z tego?
- To z tego,że ty albo ja może udaru słonecznego się nabawić.
- Nie marudź.
- Wcale nie marudzę. Boję się o ciebie.
- Nic mi się nie stanie.
- Zgłupiejesz jeszcze bardziej i co ja zrobię  wtedy?
- Będziesz musiała żyć z bałwanem.
- Wytłukę ci z głowy tego bałwana.
- Mam już sobie miejsce zamawiać na cmentarzu?
- Nie wiem, będzie musiała się zebrać rada starszych i omówić to.
- Moje życie zależy od jakieś rady?
- Możliwe, nie potwierdzam. - Zaczęłam się śmiać.
- Idę się przebrać, dla swojego bezpieczeństwa zostań tu. - Pogroziłam palcem mojemu chłopakowi.
- Tak jest pani generał. - Zasalutował, zabrałam ciuchy, wyszłam do łazienki. Byłam ubrana w jeden z  moich ulubionych T-Shirt'ów. Przedstawiał on nie kogo innego jak Pana Jacksona. Nie wiem jakim cudem, ale jest mi jeszcze dobra. Ubrałam czarne trampki i jeansowe krótkie spodenki. Wyszłam do Michaela, który stał przed lustrem i robił sobie właśnie makijaż. Do głowy wpadł mi iście szatański pomysł. Podeszłam bliżej do Michaela, bałam się tego,że plan się nie uda, bo Michael się obróci.
- Pali się!!! - Krzyknęłam
- Gdzie?!! - Michael obrócił się błyskawicznie. Wyjechał kredką do twarzy poza swoje oko.
- W dupie, fałszywy alarm.
- Nie strasz mnie kobietą. Widzisz co zrobiłem przez ciebie. - Zrobił naburmuszoną minę.
- Nie obrażaj się, to tylko żarty. - Śmiałam się cicho pod nosem, jednak mój chłopak słyszał ten chichot.
- Mało zabawne.
- Dla mnie bardzo. - Spojrzał kątem oka na mnie.
- Ładna koszulka.
- Dziękuje. - Uśmiechnęłam się do Michaela.
- Aż się dziwie,że jest dobra na mnie.
-  Widać nie zmieniasz się.
- Zmieniam tylko nie widać tego po mnie, 5 lat temu miałam włosy do ramion nie poznał byś mnie.
- A chcesz się założyć.
- Mądrzy ludzie się nie zakładają, jak chcesz mogę ci po powrocie do USA pokazać zdjęcia z tego okresu. Co ty na to?
- Mi to pasuje. Wybacz ale muszę zmyć efekty twojej negatywnej energii.
- Oj nie wspominaj.
- Odegram się kiedyś.
- Przez te nerwy jeszcze ci żyłka pęknie. - Usiadłam na pufie stojącej koło łóżka, Michael tym czasem zmywał tonikiem wielką kreskę, która powstała przez straszenie.
- Ulice będą dla nas zamknięte?
- Nie.
- Twoi fani mogą się na ciebie rzucić.
- Spokojnie przebiorę się. Ochroniarze będą z nami.
- Nie uważasz,że to będzie dziwne jeśli koło nas będą się kręcić twoi ochroniarze?
- A kto powiedział,że będą szli  z nami?
- Ty.
- To muszę cie rozczarować,że nie będą szli z nami, tylko kilka metrów za nami.
- A co jak ktoś nas napadnie?
- Oni zareagują wtedy. - Michael założył na swoją twarz sztuczne wąsy.
- Jestem gotowy. - Powiedział Michael, miał na sobie okulary i fedorę. Nie mogło oczywiście zabraknąć koszuli z krótkim rękawem. Michael bardzo rzadko nosił koszulki z krótkim rękawem,ponieważ widać było jego białe plamki spowodowane przez chorobę. Jednak dzisiaj dla bezpieczeństwa zdecydował się ubrać w t-shirt. Ubrał zwykłe jeansy i trampki. Przyznam,że jeśli bym go nie znała osobiście to bym pomyślała,że jest zwykłym człowiekiem żyjącym swoim własnym życiem. Zabrałam moją torebkę i okulary przeciwsłoneczne, wyszłam razem z Michaelem z apartamentu. Wyszliśmy z budynku tylnym wyjściem. Nikt nas nie zauważył. Na całe szczęście
- Michael, Scarlett jesteśmy za wami 3 metry, wołajcie gdyby działo się coś złego.
- Bill wszystko wiemy.
- Jasne, ale przypominam TYLKO.
- To nie moja wina,że wtedy w Toronto w '84 roku był wiatr i spadły mi okulary oraz kapelusz.
- Tak, najlepiej na anomalie pogodowe zrzucić całą wine. Idźcie już bo wam wszystkie zabytki jeszcze zburzą.
- Od razu. - Powiedziałam.
- Wiesz możesz wiatr lekki powiać.
- Bill przestań.
- Już Szanowny Panie Michaelu.
- No mam nadzieję.
- Chodź Michael. - Pociągnęłam Michaela za rękę. Rozdzieliśmy się z ochroniarzami, którzy szli kilka metrów za nami. Kilkanaście minut później przeszliśmy pod łukiem triumfalnym. Michael miał jeszcze dużo zapału, ja za to miałam już dosyć.
- Michael mam dosyć.
- Nie zaczęliśmy jeszcze dobrze wszystkiego zwiedzać.
- Nogi mnie bolą.
- Musisz marudzić?
- Załatw jakiś transport, będzie szybciej. W jeden dzień nie zwiedzimy całej stolicy z buta. To by było niemożliwe.
- Dobrze, spróbuje.coś znaleźć. -Mieliśmy szczęście że nie daleko była wypożyczalnia rowerów. Michael po chwili wypożyczył jakieś 2 rowery, przynajmniej będziemy szybciej zwiedzać.
- Trzymaj.
- Michael jestem nierozważnym kierowcą jeśli chodzi o rowery.
- Spokojnie pilnuje cię.
- Tak jasne panie przewodniku, pan zna się najlepiej. - Ruszyliśmy w trasę. Przejechaliśmy koło Koloseum, na wielu filmach wydaję się być takie małe,ale w rzeczywistości jest takie ogromne. Gdybym miała tam wejść to na pewno bym szybko się zgubiła i nie prędko z stamtąd wyszła. Robiło wielkie wrażenie.  Po kilku godzinach zwiedzania mieliśmy już za sobą schody Hiszpańskie, Parlamentem rządu, panteon czy słynną fontannę Neptuna. Te wszystkie muzea i inne atrakcje typu Watykan i Bazylika św Piotra zostawię sobie na później. Jestem tutaj przecież na tydzień z Michaelem, a zostało jeszcze tyle rzeczy do zwiedzenia. Byliśmy zmęczeni już po tym zwiedzaniu. Zatrzymaliśmy się na moście nad rzeką Tyber. Oparliśmy się o barierkę  i podziwialiśmy krajobraz.Widok z tego mostu był niesamowity. Wszystko było takie piękne. Ja jednak myślałam nad czymś co nie dawało mi spokoju.
-Pięknie tutaj. -Powiedział mój chłopak. Ja byłam zamyślona.
- Scarlett, słuchasz mnie?
- Tak, tak.
- To o czym teraz mówiłem?
- O moście.
- Nie prawda. O czym myślisz?
- To wszystko wydaję mi się dziwne.
- Co ci się wydaje dziwne?
- wiesz dziwię się dlaczego zabrałeś mnie do Rzymu.
 -Jesteś moją kobietą, muszę spełniać twoje wymagania.
- Michael,ale zastanawiam się dlaczego ja właśnie jestem twoją dziewczyną.
-Masz w sobie coś takiego czego nie mają inne kobiety.
-wydaje mi się że nasz związek jest dziwny?
- Dlaczego?
- Nie wiem. Po prostu myślę,że to tylko fikcja i za chwile się obudzę jako ktoś inny z tego snu.
- Ale to nie sen, to rzeczywistość. Mogę cię nawet uszczypnąć jak chcesz się przekonać.
- Nie dziękuje. Zadam ci bardzo ważne pytanie.
- Tak?
- Czy ty mnie naprawdę kochasz?
- Tak, a dlaczego?
- Czasem mam wrażenie że jesteś ze mną tylko dla Paris i dlatego,żeby polepszyć swój wizerunek w mediach.
- Scar, ja nigdy nie myślałem o tobie w taki sposób.
- Przepraszam, ale muszę się nad czymś zastanowić. - Oddaliłam się.
-Scarlett zaczekaj! - Krzyknął mój chłopak. Zaczął również biec. Zwolniłam, po chwili byłam już w ramionach mojego ukochanego.
- Nigdy nie myśl, że Cię nie kocham.
- Przepraszam nie wiem co we wstąpiło.
-Jesteś zaraz po Paris najważniejszą dla mnie osobą. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też bardzo kocham. - Michael złączył nasze usta w pocałunku. Odwzajemniałam je. Nie
przeszkadzało nam to,że byliśmy na ulicy. Chociaż ludzie się na nas patrzyli. Owszem Michael miał przebranie, nie było na 100% pewne czy ktoś go nie rozpozna. Po chwili się odkleiliśmy od siebie i poszliśmy po nasze rowery.
- Jestem głodna.
-Ja też. Zabieram Cię do 5 gwiazdkowej restauracji.
- Michael chcę iść do pizzerii.
- Ale co ze stołem?
- Odmów rezerwacje. Poza tym w tej restauracji bylibyśmy na widoku.
- Masz tak trochę racji. Dobra pójdziemy do tej pizzerii.
- Tak się łatwo z tobą załatwia interesy.
- Nie moja wina,że mnie się da prawie zawsze przekonać. - Poszliśmy na drugą cześć mostu, gdzie zostawiliśmy rowery. Zapomnieliśmy nawet,że podążają za nami ochroniarze Michaela. Z nim można o wszystkim zapomnieć.
**********
Nie wiem o co chodziło Scarlett na tym moście. Rozumiem jej reakcje, ma prawo czuć się tak, a nie inaczej. To nie jest jej wina,że jestem sławny. Wszyscy płacimy za to wielką cenę. Paris musi się zakrywać maską. Boje się tego,że jeśli wszystkim będzie znany wizerunek małej, to pewnego dnia ktoś może porwać ją dla okupu lub zrobić jej jakąś krzywdę. Nie chcę tego. Z kolei sprawa z Scarlett, media sądzą,że jestem z nią tylko dla tego, aby polepszyć swój wizerunek. Ale to kolejna nie prawda, kocham ją całym sercem. Nawet Caroline tak nie kochałem jak jej. Ona o tym wie przecież. Te wyjazd jest po to, byśmy się jeszcze bardziej zbliżyli do siebie. Jechaliśmy do najbliższej pizzerii, po niedługich poszukiwaniach znaleźliśmy jakiś lokal. Z zewnątrz wyglądał całkiem przyzwoicie. Postawiliśmy rowery na stojakach. Scarlett zakluczyła swój rower, dziwiłem się jej, ponieważ ja tego nigdy nie robiłem.
- Co ty robisz?
- Zakluczam swój rower.
- Po co?
- Żeby żadna dusza złą mi go nie ukradła. Michael tobie też tak radzę.
- Mi nigdy jeszcze niczego nie ukradli.
- Nigdy nie mów nigdy.
- Spokojnie.
- Tak spokojnie, już widzę jak panikujesz bo ci rower ukradli.Scarlett miała właśnie wchodzić do restauracji, ja wepchnąłem się i pierwszy byłem w pizzerii.
-Typowy Gentleman.
- Nie musisz mi  Scarlett prawić komplementów.
- To nie był komplement.
- Przyjmijmy że był.
- W oborze cię chowali?
- Nie. W Gary.
- Warto wiedzieć. - Usiedliśmy przy stoliku obok ściany, aby nie zwracać na siebie szczególnej uwagi. Ja ani Scarlett z racji z tego że nie jemy mięsa zamówiliśmy pizzę z samym serem.  W ciągu kilku minut przyszło nasze zamówienie. Po posiłku zapłaciłem i wyszliśmy z restauracji. Przed budynkiem zastałem nie małe zaskoczenie otóż nie było mojego roweru. Bardzo śmieszne, nie do pojęcia to jest. No żeby ukraść rower Michaela Jacksona,wstyd. A Rzym uważałem za takie miasto kulturalne. Widać pozory mylą.
- Mówiłam ci,żebyś zakluczył rower.
- Miałaś rację.
- Trzeba było mnie słuchać łosiu jeden.
- Przepraszam. - Powiedziałam skruszonym głosem.
- Nic się nie stało,ale ile będziesz musiał zapłacić kary?
- 1000 lirów.- Scarlett wybałuszyła oczy.
-Za głupi rower?
- Tak.
- No to sobie nagrabiłeś.
- Pojadę na twoim rowerze.
- A co ze mną? Nie zostawisz mnie tu samej chyba.
- Nigdy. Wskakuj na bagażnik.
- Tylko nie myśl sobie że ja Cię będę wieźć jak się zmęczysz.
- Dlaczego?
- Jesteś za ciężki.
- No i z tego?
- To z tego, że mogę się wywalić i możemy wpaść pod jakieś auto. -Wsiadła na bagażnik rowerowy.
- Jest mi strasznie nie wygodnie.
- Wytrzymaj troszkę.
- Postaram się. W ciągu następnych kilku minut byliśmy już przed wypożyczalnią. zapłaciłem karę za ukradziony rower  karę. Teraz szliśmy do hotelu. Po drodze kupiłem jeszcze dwa pomarańczowe sorbety, były mega słodkie.
- Co robimy później?
- Nie wiem ty coś wymyśl.
- Nogi mnie strasznie bolą.
-Ojojoj. - Zacząłem robić jej na złość
-O co ci znowu chodzi
- Ojojoj
- Masz jakiś problem?
- Ojojoj.
- Michael przestań.
- Ojojoj
-Jak z dzieckiem.
-Ojojoj.
- Stop.
- Ojojoj.
- Ok. Jak nie to nie pomaga to trzeba użyć radykalnych środków. - Odkręciła nakrywkę lodowego napoju.
- Mam to wylać na twoją głowę?
- Nie.
- To będziesz cicho?
- Tak mamusiu.
-Dobry dziecko. - Szliśmy za ręce jak na  zakochaną parę przystało. Zatrzymaliśmy się dwie przecznice przed hotelem,aby poczekać za ochroniarzami. Gdy się zjawili, wszyscy doszliśmy do hotelu. Weszliśmy tylnym wejściem. Przez głównym wejściem koczowali moi fani, więc wejście głównym wejściem było za razem trudnym i niebezpiecznym wezwaniem. Po chwili byliśmy już w naszym pokoju, Scarlett pobiegła na górę i położyła się na naszym łóżku. Na zegarku była godzina 20.
-Podobał ci się dzisiejszy wypad na miasto?
- Tak, tylko szkoda że tyle kilometrów. Idę popływać.
-Jasne, za chwilę przyjdę do Ciebie. - Moja dziewczyna wyszła z apartamentu. Na naszym piętrze był otwarty tylko dla nas na nasze życzenie basen. Zobaczyłem że Scar nie zabrała ani swojego stroju kąpielowego,ani ręcznik. Wyglądało na to, że zamierza pływać w ciuchach. Wyszedłem z apartamentu i skierowałem się na pływalnię. Wszedłem do środka. To co zobaczyłem zmroziło mi w żyłach. Scarlett była na dnie basenu. Błyskawicznie wskoczyłem do wody, aby ją wyciągnąć. Chwyciłem ją i wynurzyliśmy się.
- Co się stało? - Spytałem zaniepokojony.
- Nic, czekałam na ciebie.
- Mogłaś się utopić.
- Ale nie utopiłam się.
- Jesteś szalona?
- Bardzo. - Zaczęła się śmiać.
- Mogłem Cię na zawsze stracić.
- Ale nie straciłeś. - Scarlett pocałowała mnie namiętnie,zacząłem odwzajemniać pocałunki. Wyszedłem z wody pomagając przy okazji Scarlett. Byliśmy cali mokrzy. Scarlett prowadziła mnie za rękę, szliśmy do naszego. Możliwe że zaraz miało zdarzyć się coś co na zawsze zostanie w naszej pamięci. Weszliśmy do pokoju. Usiadłem na kanapie w salonie, a Scarlett na moich kolanach. Całowałem jej szyję.
- Na pewno tego chcesz? - Mówiłem między pocałunkami.
- Tak, chcę ci się oddać.
- Dobrze. - Głaskałem swoją dłonią udo Scarlett. Czułem jakby ta chwila trwała wieki. Zaniosłem moją ukochaną na rękach do naszej sypialni i położyłem na nasze łóżko. Odsłoniłem sobie jej ramię, które z rozkoszą całowałem. Chwilę zajęło gdy pozbawiłem jej garderoby codziennej. Została w samej czarnej koronkowej bieliźnie. Była jak anioł, który został stworzony do dawania ludziom szczęścia. Ściągnęła ze mnie mój t-shirt, szybko zajęła się również spodniami. Nie stawiała żadnych barier. W szybkim tempie pozbawiłem jej reszty bielizny. Całowałem każdy milimetr jej skóry, była taka wrażliwa. W końcu doszedłem do najbardziej czułego miejsca, które pieściłem swoimi ustami. Scarl drżała z rozkoszy. Swoje palce wplątywała w moje wilgotne loki. Powtarzała moje imię niczym litanie. Po chwili wspiąłem się wyżej całując jej słodkie usta. Moja ukochana zsunęła moje bokserki. Wiedziałem,że za chwilę stanie się TA chwila. Obaliłem Scarlett na plecy i oparłem swoje łokcie o materac. Obserwowałem jej nagie ciało, które w ciemności lśniło od potu. Po chwili nasze gorące ciała złączyły się  w jedność, stało się coś na co tak długo czekałem. Ciche westchnienia Scarlett przerodziły się w głośne jęki, gdy zacząłem poruszać swoimi biodrami jak w tańcu. Scar zginała się w łuk pod wpływem każdego najmniejszego ruchu. To był nasz wieczór. W jej oczach był pewien blask. Całowaliśmy się namiętnie, jej usta były takie słodkie. Czasem miałem wrażenie,że smakują jak świeże maliny. Seks z nią był taki niesamowity. Miałem w planach kochać moją ukochaną przez całą noc. To na niej skupiam teraz najwięcej uwagi, to ona jest dla mnie najważniejsza.
**********
"Pierwsze westchnienie miłości, to ostatnie westchnienie rozumu!"
Kornel Makuszyński

I jak wam się podoba ten rozdział. Zacznijmy od tego wielkiego hota. Pierwszy raz w mojej karierze bloggerki piszę takie coś. Ten rozdział jest chyba jednym z ważniejszych w całym opowiadaniu. Nie jestem zadowolona z rezultatu. Proszę was o komentarze, być może one mnie zmotywują do dalszego pisania.
Pozdrawiam <3

piątek, 24 marca 2017

She's Out Of My Life - Rozdział 26

Cześć Kochani!
Jak tam wasze wiosenne humory? Już sama co jest gorsze, odśnieżanie chodnika przed blokiem w którym mieszkam, czy porządki w domu i na działce? Michael i Scarlett powracają do akcji. Czekam już na wasze komentarze. Nawet nie wiecie jak bardzo one motywują do pracy, taki człowieczek usiądzie na 4 literach przeczyta i aż samemu na twarz włazi uśmiech. To nie kosztuje wiele pracy, mogą to być 2 zdania, ale te zdania motywują. Zapraszam was do czytania. :)



**********
To uczucie gdy masz wszystko w swoim życiu jest niesamowite. Czujesz jakby nic nie miało prawa
zniszczyć tego na co sobie zapracowaliśmy. Te wakacje z Michaelem zapowiadają się ciekawie, nic ani nikt nie ma prawa mi ich zepsuć. A gdyby nawet to co coś już musiało,to niech sobie kupuje miejsce na cmentarzu. Wstałam specjalnie wcześniej rano aby zobaczyć czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Michael, ten oczywiście miał na wszystko wywalone, najlepiej się spakować na ostatni moment, a potem zdać sobie sprawę z tego,że się czegoś zapomniało. Na początku nie chciałam nigdzie lecieć, ale Michael ostatecznie mnie przekonał. Nagle zadzwonił mój telefon, na wyświetlaczu pojawił się numer mojej kochanej siostry. Bez najmniejszego problemu odebrałam.
- No co Emmuś?
- Mówiłam przecież że nie masz tak do mnie mówić.
- Ojojoj, ale grzechem jest tak nie mówić.
- Nie prawda.
- Dobrze wielka pani Emmą.
- Tak lepiej.
- Czego chcesz zły dzieciaku? Bo dziwię się dlaczego o tej godzinie nie śpisz po jakimś melanżu?
- Nie byłam na żadnym melanżu.
- Co się stało?
- Nic. I co jedziesz na te wakacje z wielkim królem?
- Tak, już się nie mogę doczekać aż wyląduje w Rzymie.Jak Rzym to raczej, wyjadę z stamtąd z Cezarem u boku.
- A zaledwie kilka tygodni temu Mówiłaś, że za żadne skarby nie pojedziesz na żadne wakacje.
- Ale to było dawno.
- Tak, tak.
- Siedź cicho. -Obie zaczęłyśmy się głośno śmiać do słuchawki. Michael zaczął się przekręcać w  łóżku.
- Chyba Michaela przez ciebie obudziłam.
- Od razu przez mnie.
- Tak.
- Ja już kończę zadzwoń potem. Na razie.
- pa. - Moja siostra się rozłączyła. Położyłam się obok śpiącego Michaela, zgarniając loki z jego twarzy.
- Scarl, daj mi jeszcze pospać. - Zamruczał.
- Wstawaj, pora się spakować.
- Później. - Nakrył się kołdrą. Nie,tak dobrze to on mieć nie będzie.
- Wstawaj, bo karzę wynieść łóżko. - Z siłą zdarłam pierzynę z mojego chłopaka. Miał na sobie tylko bokserki, wyglądał tak słodko.
- A niech wynoszą.  - Michael leżał na brzuchu, usiadłam na jego plecach.
- Chcesz, żeby mnie plecy potem bolały.
-Dobra,ale potem nie marudź, że nie jesteś spakowany. - Położyłam się z boku.
- Wstajesz?
- Nie ma nowy.
- Dobrze. - Popchnęłam Michaela, który spadł na podłogę.
- Ałaa, a to za co?
- Tak jest,jak się mnie lekceważy. - Zaczęliśmy się śmiać.
- O której wylatujemy?
- O 12:30, ale wcześniej trzeba Paris zawieźć do moich rodziców.
- Boję się jej reakcji,jak będziemy stamtąd wyjeżdżać. To będzie ciężki tydzień dla niej.
-Nie będzie tak źle.
- Twoje dziecko Michael to czysty Armagedon.
-Od razu Armagedon. Mam rozpaczać nad tym, że ona jest energicznym dzieckiem?
- Nie.
- Wiesz tak ma większość dzieciaków w jej wieku. Bardziej bym się bał, gdyby mała zamiast się
bawić co chwilę, byle zamknięta w sobie.  Która godzina?
- 10 złoty królu.
- Miałaś rację,trzeba było wcześniej wstać.
- Widzisz Scarlett zawsze rację ma.
- A nie zgodzę się
- Cicho, dzieci i piosenkarze głosu nie mają.
- Nie będę tego tego komentował.
- Wybacz, ale ty się powinieneś ubrać,ponieważ nie będę wlokła Cię na lotnisko w samych bokserkach. Przeziębienia jeszcze nasz król popu się nabawi.
- Nie mamuśkuj mi tutaj.
- Ktoś musi cię wychować. Dalej idź się ubrać, albo ja ci te majtki zdejmę sama.
- Chcesz mnie rozbierać? -  Pokręcił zabawnie swoimi brwiami, ja już wiem co mu chodzi po tym kudłatym.
- Zboczeniec. - Powiedziałam sobie pod nosem.
-Od razu zboczeniec. Tylko zamyślony jestem. - Zabrał się za całowanie mojej szyi.
- Idę do Paris. - Oderwałam się od Michaela i wyszłam z sypialni, zostawiając go samego w pomieszczeniu. Weszłam do pokoju małej, która siedziała na swoim łóżeczku i miała zasmuconą smutną mine. Usiadłam koło córki mojego chłopaka.
- Co się stało kochanie? - Przytuliłam Paris.
- Nie chcę jechać do dziadków. Chcę pojechać z wami.
- Paris, jesteś za mała aby jechać z nami do Rzymu.
- Będę za wami tęsknić.
- Ja za tobą też Misiu, ale obiecuję że za rok z nami pojedziesz gdzie jeszcze nigdzie nie byłaś.
- Tak.
- Jesteś spakowana? - Zapytałam.
- Nie, tata mnie zwykle pakuje jak gdzieś wyjeżdżamy.
- To tym razem ja Cię zapakuje. Przynieś mi walizkę. - Paris wyjęła niebieską walizkę, którą mi podała. Zaczęłam wyciągać ubranka dla małej, które będą potrzebnej małej na te dni w których nas nie było. Po chwili słyszałam że ktoś wchodzi do pokoju. Nagle coś zaczęło mnie tulić od tyłu to mógł być tylko Michael.
- O pan Jackson się wreszcie ubrał.
- Dlaczego robisz moją pracę?
- Jaką twoją pracę?
- Wiesz ja zwykle pakuje Paris gdy gdzieś jedziemy.
- Masz pecha Michael, mogłeś sobie jeszcze pospać.
- Ale ja chciałem... - Wtrąciłam mu się w zdanie.
- Problem.
- Ten tydzień w Rzymie z tobą Scar będzie cudowny.
- Już nie mogę się doczekać. - Michael chwycił mnie w talii, po czym złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Nie zauważyłam jak mała weszła do pokoju.
 - Fuj. - Paris zakryła swoje oczka dłonią, wyglądało to śmieszne. Natychmiast się od siebie odsunęliśmy. Michael na swoich ustach miał odcisk mojej pomatki. Wyglądał zabawnie. Zaczęłam się śmiać.
- Paris, byś poszła oglądać bajki, a nie dorosłych obserwujesz.
- Nie będę miała chłopaka jak będę duża.
- Tylko tak mówisz.
- Na prawdę tato.
- Dramatyzujesz. - Michael wyszedł z pokoju czochrając swoje dziecko po głowie. Pokręcił głową patrząc na małą.
-Paris idź do kuchni zaraz śniadanie.
-Dobrze Scarlett. - Zapięłam walizkę na zamek i wyszłam z pokoju córki Michaela.Poszłam do małej, aby przypilnować czy wszystko zjadła. Po śniadaniu wróciłam do sypialni.  Weszłam do środka gdzie zastałam pakującego się Mike'a. Poszłam do lustra, aby poprawić sobie makijaż.
- Gdzie masz te miętowe gumy do żucia?
- W mojej walizce są.
- Ok.
- Tylko nie wyrzucaj mi tam wszystkiego, bo drugi raz się nie będę pakować.
- Spokojnie. - Mój ukochany spakował mogę ciuchy, które wywalił podczas poszukiwań stulecia. Wyszłam z łazienki i podeszłam do Michaela.
- Zaraz wyjeżdżamy. -Powiedział mój chłopak.
- A co jeśli spóźnimy się na samolot?
- bez nad nie odlecą, więc naiwny beaty do nocy w korkach różnych stać.
- Ty to masz jednak fajnie.
- W jakim sensie fajnie?
- Nie musisz się niczym przejmować, nikt nie zrobi niczego bez ciebie.
- Tak, ale to ma też konsekwencje.
- Ale i tak najważniejsze że jesteś.
- Chodź już powinniśmy jechać. -Zabraliśmy nasze walizki i daliśmy je jednemu z ochroniarzy Michaela, aby je wpakował do auta. Pożegnaliśmy się z pracownikami Neverland, po czym wsiedliśmy do samochodu, który prowadził Bill. Około 30 minut spędziliśmy w korku,nienawidziłam ich, ale czego się dziwić, mieszkam w końcu w wielkim mieście. Gdy byliśmy już czułam się jak zbity pies. My sobie wyjeżdżamy, a mała przez tydzień będzie smutna i będzie tęsknić. Nie mogłam przecież odmówić Michaelowi wyjazdu, z jednej strony było by mu przykro, a z drugiej przecież takie rzeczy kosztują, a to nie są tanie rzeczy i wycieczki do Rzymu codzienne z drzew nie spadają. Weszliśmy do domu rodziców Michaela.
- Dzień dobry Pani Kathrine.
- Witam Cię kochanie. - Matka Michaela przytuliła mnie jakbym była jej córką. To było słodkie.
- Miło Cię widzieć Scarlett. - Podszedł do mnie Joseph, który pocałował moją dłoń. Widać na kilka kilometrów było że nie przepadamy za sobą. Tak już chyba zostanie na wieki, wieków.
- Mi również Panie Josephie. - Paris przywitała się ze swoimi dziadkami,po czym Michael przyniósł jej walizkę z ubraniami. Musieliśmy dość szybko wyjeżdżać.
- Tatusiu nie jedź nigdzie. - Paris przyczepiła się do nogi swojego ojca.
- Paris, zostaniesz tutaj, obiecuje że przyjedziesz na koncert raz.
- Dobrze tatusiu.
- Jak tylko będziemy już w hotelu zadzwonimy do babci. - Michael puścił oczko do swojej mamy.
- Do zobaczenia, kochanie. - Przytulił mocno swoją córkę, jakby miał jej już nigdy nie wypuszczać z objęć. Mała podeszła do mnie.
- Scarlett, przywieź mi coś z stamtąd.
- Dobrze mała Lady.
- Kocham Cię. - Mała przytuliła się
- Ja ciebie też.
- Obiecaj mi, że nie będziesz płakać za tatą.
- Nie będę.
- To przybij piątkę. -Paris przybiła mi piątkę.
- My już musimy jechać.
- Dobrze. Papa.
- Do zobaczenia. - Odeszłam od małej. Pożegnaliśmy się z rodzicami Michaela. Paris z rodzicami Michaela wyszli nam na pożegnanie. Paris pokiwała łapką, Michael wysłał jej buziaka. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w stronę lotniska. Droga zajęła 45 minut, przed budynkiem na mojego chłopaka
czekali już fani, dziennikarze oraz paparazzi. Skandowali jego imię. Ochroniarze Michaela ledwo pomogli nam się przebić przez tłum. Chwilę zajęło nam odłożenie bagaży, gdy już byliśmy na pokładzie poczułam, że ja nie chcę nigdzie lecieć. Zaczęłam panikować. A co jeśli samolot się rozbije?Ja nie chcę zginąć. Co jeśli ten rozbity samolot trafił by do oceanu? Nie wyobrażam sobie,aby miejscem mojego spoczynku
**********
Lecieć z nią na wakacje to jak chwycić gwiazdy na niebie. Mam nadzieję że przez tydzień kiedy
będziemy w Rzymie uda się mi i Scarlett wyluzować. Jej od wydarzeń, które miały ostatnio miejsce. Chcę oderwać się od sławy, nie chcę być Michaelem Jacksonem królem popu, tylko Michaelem Jacksonem zwykłym człowiekiem który ma urlop. Siedziałem z moją dziewczyną w samolocie, czekaliśmy już tylko na start maszyny.
- Michael ja nigdzie nie lecę. -Powiedziała Scarlett.
- Co się stało? - Zapytałem zaniepokojony.
-Boję się,że się rozbijemy.
- Uspokój się, będzie dobrze.
- Nigdy nie leciałam samolotem.
- To pora już najwyższa. - Chwyciłem jej dłoń i spojrzałem w jej oczy.
-Jeżeli się boisz to ja będę Cię przez cały lot trzymał twoją dłoń. Jeśli zginiemy, to trzymając się za rękę.
- Jesteś kochany. - Scarlett cmoknęła mnie w usta.
- Lepiej.
-Tak. -Scarlett położyła swoją głowę na moje ramię. Samolot ruszył,a my wnieśliśmy się w górę. Moja dziewczyna ucięła sobie drzemkę. Ja również byłem lekko nie wyspany. Położyłem swoją główkę obok główki mojej ukochanej. Obudziłem się po upływie 3 godzinie, Scarlett bacznie mi się przyglądała.
- Mam coś na twarzy?
- Nie.
- Wiesz patrzysz na mnie jakbym był wielką tabliczką czekolady.
- No bo jesteś.
- Mam to wziąć za obrazę?
- A róbta co chceta. - Spędziliśmy jeszcze 3 godziny w samolocie w samolocie, zbliżaliśmy się już powoli do lądowania.
- Obudź się już. - Potrząsłem lekko moją dziewczyną.
- Już jesteśmy na miejscu?
- Tak.
- Spałam cały lot.
- Ja razem z Tobą.
- Zbieg okoliczności.
- Możliwie. -Zabraliśmy nasze rzeczy z samolotu. Miałem na sobie swoją fedorę i okulary,Scarlett również założyła na siebie okulary przeciwsłoneczne oraz kapelusz. Moi Włoscy fani również czekali na lotnisku. Ochroniarze pomogli przedostać się mi do samochodu. Ulice były zamknięte specjalnie na nasz przyjazd. W ciągu następnych kilku minut byliśmy już przed hotelem. Wszedłem tylnym wejściem,ponieważ gdybym wchodził głównym wejściem, to mógł doprowadzić moich fanów i fani w szczególności do histerii. Poprosiłem Billa aby nas zameldował. Scarlett była zapatrzona w wnętrze pomieszczenia. Lubiłem ten hotel, miał w sobie tyle niesamowitych rzeczy z różnych epok, od starożytności do nowożytności. Mojej dziewczynie wyraźnie podobał się ten 5 gwiazdkowy hotel.
- Podoba ci się?
- Tak.
- Wiedziałem że ci się spodoba. Ale nie wiedziałaś jeszcze pokoju.
- Pewno nie będzie co urwać, po tym co tutaj zobaczyłam.
- Ej mam się obrazić?
- Nigdy, obrażony Jackson to zły Jackson. Słowa Karen.
- Ucz się od Karen, a zajedziesz naprawdę bardzo daleko.
- Michael, Scarlett możecie już iść do pokoju. - Podszedł do nad Bill.
- Jasne,dzięki Bill. - Weszliśmy do windy, która miała nas zawieźć na 8 piętro. Zawsze brałem apartament na najwyższym piętrze, ponieważ tak było bardziej bezpiecznie.Istniało mniejsze ryzyko napadu na mnie przez fanów i dziennikarzy.
- Jaki będziemy mieli pokój?
- Apartament, który jest zawsze zarezerwowany specjalnie dla mnie.
- Michael mi się wydaje czy tam jest zainstalowana kamerka? - Scarlett wskazała palcem na róg jednej ze ścian.
- To teraz już jej nie ma. - Obróciłem urządzenie przodem do ściany.
-Nawet dobrze.
- Nie będą mnie kontrolować.
- Michael, nie unoś się. Jeszcze mi w tej windzie padniesz przez to wszystko. A co ja zrobię bez Ciebie. -Scarlett ogdarnęła kilka loków z mojej twarzy.
- Nic, będziesz żyć dalej.
-Bez ciebie nie możliwe. - Dojechaliśmy na piętro. Wyszliśmy na korytarz, wziąłem magnetyczną kartę do drzwi.
- A teraz patrz, istna magia. - Przejechałem kartą po specjalnym czytniku. Scarlett była zafascynowana naszym pokojem. Był to 2 piętrowy apartament, na parterze mieścił się salon, łazienka oraz kuchnia, na górze mieściła się kolejna łazienka i nasza sypialna.Moja ukochana od razu pobiegła do sypialni i położyła się na wielkim łóżku.
-Łóżko,najważniejsze miejsce. Zaśmiałem się.
- Tylko ja nie odkupie jak zarwiesz.
- Zapamiętam sobie to. Jak ci nie wstyd? Sądzisz że ja jestem gruba.
- Nie prawda. - Położyłem się na łóżku,obok niej. Miałem ją pocałować gdy nagle otworzyły się drzwi, a do pokoju wleciał Szef ochrony mojej ochrony z naszymi bagażami.
- dlaczego ja mam koło was pokój? Będę musiał biedny słuchać waszych krzyków w nocy.
- A skąd wiesz co my będziemy robić?
- Zgaduje.
- Wolnąć Tomku w swoim domku.
-Michael ale jesteśmy w hotelu,a to nie jest tak jak dom .
- No i co z tego?
- Widzisz to wielka różnica.
-Idę do swojego pokoju, a tu ma być spokój.
- Jasne generale. - Bill opuścił nasz apartament. Scarlett wstała z łóżka i podeszła od okna. Odsłoniła zasłonę i wyszła na balkon. Ludzie  zgromadzeni przed hotelem cieszyli się, ponieważ liczyli na to, że się pokaże. I pokazałem się, a tłum oszalał.
- Tu jest pięknie. - Z naszego balkonu było widać panoramę prawie całego Rzymu. Był to cudny widok.
 
- Mówiłem że ci się spodoba.
- Miałeś rację.
- Jak ja zawsze tu jestem, to myślę życzenie które chcę aby się spełniło.
- Mam jakieś pomyśleć?
- Tak.
- Ok, już.
- Co pomyślałaś?
- Nie mogę ci powiedzieć, to tajemnica.
- Oj no dobrze.
- Przykro mi,takie zasady.
-Chodź już. - Powiedziałem do ucha Scarlett. Wyszliśmy z balkonu. Wziąłem w recę swój telefon, wybrałem numer do domu moich rodziców.
- Dzwonisz do LA?
- Tak.
- Michael zmieniliśmy strefy czasowe, u nich jest już noc.
- No i co z tego, obiecałem mamie,że zadzwonię jak tylko będziemy w hotelu.
- Wiesz, która jest tam godzina?
- U nas jest 19, to u nich jest 23.
- Mała już na pewno śpi.
- Porozmawiam z mamą tylko. - Słyszałem już tylko sygnał połączenia, po chwili usłyszałem ciepły głos mojej matki.
- Mamo my już jesteśmy w Rzymie.
- Dzięki Bogu,że dolecieliście bezpiecznie.
- Co robi Paris?
- Mamy tutaj rewolucje.
- CO się dzieje?
- Malutka płaczę za tobą, Michael.
- Daj mi ją mamuś do telefonu. - Moja matka przekazała telefon. Serce mi się łamało na pół gdy słyszałem zapłakany głos mojego dziecka.
- Tatusiu, przyjedź do domku.
- To niemożliwe kochanie. Idź ładnie spać.
- Nie mogę bez ciebie zasnąć.
- Zaśpiewać ci kołysankę?
- Tak. - Zacząłem śpiewać do słuchawki jedną z kołysanek, które śpiewałem jej na noc zawsze. Scarlett oparła swoją głowę na ramieniu, tak jakby mój głos miał ją zaraz również uśpić. Po zaśpiewaniu 2 zwrotek tekstu skończyłem piosenkę.
- Dziękuje Tatusiu.
- Proszę Misiu. Teraz idź ładnie do łóżeczka, jestem przy tobie duchem.
- Chcę abyś mnie przytulił.
- Kochanie, przytulę cię jak tylko będę w Ameryce.
- Dobrze tatusiu.
- Scarlett i ja wysyłamy ci buziaki.
- Dziękuje tatusiu.
- Dobranoc, moje złotko.
- Papa. - Moja córka zakończyła naszą rozmowę.
- Masz niebiański głos.
- To wszystko za sprawą kobiety, która trzyma swoją głowę właśnie na moim ramieniu. - Scarlett zarumieniła się.
- Michael zawstydzasz mnie.
- Przepraszam.
- Nie musisz. - złączyłem nasze ustaw krótkim pocałunku.
- Wybacz, ale muszę iść po prysznic.
- Oczywiście. Scarlett?
- Co?
- Robimy dzisiaj maraton filmów z Disney'a?
- Jasne. Zrób już popcorn.
- Oczywiście, jak Królowa Scarlett I piękna sobie życzy.
- Nie podlizuj się.- Zacząłem się cicho śmiać. Scarlett poszła do łazienki, ja za to udałem się na parter naszego apartamentu, aby zrobić popcorn z mikrofali. Scarlett od 15 minut, siedziała w łazience, przygotowałem sobie w między czasie wielki telewizor plazmowy i płyty z filmami. Zapowiadała się całkiem ciekawa noc.
- Michael!!! - Usłyszałem głośny krzyk Scarlett. Jak błyskawica wleciałem po schodach do sypialni o mały włos nie zabijając się o własne nogi. Scarlett stała owinięta tylko w ręcznik, podobała i się w takiej wersji.
- Co jest?!  - Krzyknąłem.
- Grzebałeś w mojej walizce?
- Tak, ale w Neverlandzie.
- Wsadziłeś tam wszystkie moje rzeczy?
- Jakiś ciuch zostawiłem.
- Nie włożyłeś pidżamy mojej. W czym ja mam spać?
- Jak dla mnie możesz spać nago, nie pożałuje, podziękuje nawet. - Zacząłem chichotać, Scarlett mnie trzepnęła w głowę.
- Za co to?
- Mi do śmiechu teraz nie jest.
- Mogę ci dać moją koszulę.
- Naprawdę mi dasz?
- Tak. - Wyciągnąłem z walizki jedną z moich niebieskich koszul i dałem ją Scarl.
- Dzięki, a teraz wypad.
- Dlaczego?
- Ja chcę się tu przebrać, jestem naga, a ty byś nie chciał mnie takiej z pewnością oglądać.
- By był to ciekawy widok. - Podszedłem do niej i wbiłem się w jej usta. Zszedłem na jej szyje.
-Mike, ogarnij myśli.
- No dobrze.
- Idź do salonu, zaraz przyjdę.
- Dobrze. - Wychodząc z sypialni wysłałem jej buziaka, po około 5 minutach zobaczyłem moją dziewczynę na schodach. Miała na sobie moją koszulę, która była na nią za wielka. Miała odsłonięte nogi. Kopara mi opadła z wrażenia, kiedy ją ujrzałem. Wyglądała niczym Bogini, ciężko było mi  oderwać wzrok od niej.
- Co tygrysie? - Ominęła mnie i usiadła na kanapie. Włączyłem film i usiadłem koło niej, przytulając ją do siebie. Oglądaliśmy "Piotrusia Pana" mój ulubiony film od Disneya. Często tą właśnie postać odzwierciedlałem z swoją osobą, ponieważ tak samo jak ja on też jest wiecznym dzieckiem. Oglądaliśmy różne produkcje przez prawie całą noc.
************
"Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu."

Ps: Jak wrażenia?Przepraszam was za wszelkie błędy, których nie wychwyciło moje oko.

sobota, 11 marca 2017

She's Out Of My Life - Rozdział 25

Witajcie perełki!
Przybywam do was w ten sobotni wieczór. Na pewno wielu z was widziało lub zobaczy występ w twoja twarz brzmi znajomo, gdzie to śpiewano "Smooth Criminal". Jak oceniacie ten występ? Moim zdaniem idealnie nie było, w końcu Michael to tylko umiał zrobić dobrze. Co do rozdziału, podoba mi się gdzieś tak 2/10. Wy mnie oceńcie. Zapraszam was do czytania i komentowania, ponieważ komentarze bardzo pomagają w pisaniu.



************
Leżeć obok niej, czuć jej zapach i jej dotyk, tulić ją codziennie do siebie, słuchać jej głosu,całować ją. Tyle uczuć  wiążę się z miłością, życie by było pustką bez niej. Zabierać swoją drugą połówkę do pracy jest takie cudowne, możesz patrzeć na nią, gdy tylko w coś zwątpisz.Swoim uśmiechem potrafi powalić każdego na nogi. Scarlett jest jak taki anioł zesłany przez Pana  jako dar Boży dla nas. Ciągle zastanawiam się dlaczego ona wybrała akurat mnie. Przez nas związek wybrała ciągłą obecność paparazzi i mediów, którzy w każdej chwili mogą zrobić jej zdjęcie i stworzyć z tego kolejną nieprawdziwą plotkę. Ale jednak jest nadal że mną, nie zgupiała na szczęście jeszcze przez sławę. Muszę o nią dbać, przygotowałem nawet dla niej niespodziankę, myślę że powinna się jej spodobać. Muszę w końcu  jej jakoś to co się ostatnio stało. Ale najważniejsze chcę się do niej zbliżyć jeszcze bardziej. Dzisiaj miały się odbyć nagrania do teledysku do "leave alone", postanowiłem zabrać Scarlett oraz Paris na plan. Obudziłem się o godzinie 8:35, zobaczyłem jak Scarlett leży obok mnie, miała otwarte oczy i piękny uśmiech na  swojej twarzy.
-Długo tak na mnie patrzyłaś?
- Nie, tylko przez 15 minut. Wyglądasz słodko jak śpisz.
- Dziękuję, Misiu. - pocałowałem Scarlett w czoło.
- Zabieram Cię dziś ze sobą. - przytuliłem się do jej włosów.
- Będę twoja kotku. - Scarlett dała mi buziaka w usta.
- Tylko ubierz się ładnie bo mam niespodziankę.
- Coś wykombinuje. - Nagle drzwi od naszej sypialni się otworzyły, a na łóżko wyskoczyła moja córka.
- Tatusiu, kiedy jedziemy na plan?
- Niedługo, ale nie możesz kochanie jechać w piżamie.
- Ubiorę się sama.
- Młoda, ale to nie wyjdzie. Skończy się na 2 różnych  skarpetkach.
- Nie prawda.
-Prawda, ja ci pomogę się ubrać.
- No dobrze tatusiu. Scarlett mogę ci zadać pytanie?
- Tak, mów śmiało kotek. - Wziąłem w dłonie szklankę z sokiem pomarańczowym popijając go.
- Scarlett, skoro śpisz z tatusiem to urodzisz mi siostrzyczkę? - Scarlett zarumieniła się, ja o mały włos nie zakrztusiłem się cieczą. Moja dziewczyna poklepała mnie po plecach.
- Na razie nie jest na to pora, moje dziecko kochane. - Powiedziałem pokaszlując.
-Dlaczego?
- Bo w życiu zawsze trzeba czekać. A na rodzeństwo to szczególnie.
- Kotku,za kilka lat o tym pomyślimy,na razie jest jeszcze za wcześnie. -Powiedziała moja dziewczyna.
- Ale zrobicie mi siostrzyczkę?
- To nie jest tak łatwo. Przecież ja z 3 babami bym nie wytrzymał. - Dostałem sójkę w bok od Scarlett za te słowa.
- Ej Jackson,masz jakiś problem do płci pięknej?
- Nie żadnego problemu Swift. Paris idź do salonu, za chwilę przyjdziemy.
-Dobrze. - Mała wyszła z naszej sypialni, Scarlett wstała z łóżka,uwalniając się z moich objęć, podeszła do szafy, wyciągnąć sukienkę.
- Może być taka? - Pokazała mi kreacje, która była koloru zielonego.
- Jest ładna, ale jeszcze lepiej będziesz wyglądać w niej założonej, uwydatnia twoje kształty. - Poruszyłem zabawnie brwiami.
- Masz zboczone myśli Michael. - Pogroziła mi paluchem.
-Może. - Scar wybuchła śmiechem.
- Nawet o tym nie myśl. Ja teraz idę się ubrać. A ty rób co chcesz. - Moja dziewczyna wyszła do łazienki.Ja w międzyczasie wstałem, ubrałem się i ogarnąłem moje potargane loki. Po około 20 minutach Scarlett wróciła z toalety.Wyglądała pięknie w tej sukience, mało powiedziane że pięknie. Ona wyglądała nieziemsko. Gdybym jej nie znał pomyślał bym że jest jakąś modelką. Włosy miała rozpuszczone.
- Jesteś taka śliczna. - Objąłem ją w talii i wbiłem się w jej słodkie niczym miód usta.
- Idę się twoim dzieckiem zająć.- Wyszedłem razem z Scarlett z sypialni, skierowaliśmy się do jadalni,gdzie było już przygotowane śniadanie dla naszej trójki. Siedzieliśmy przy stole.
- Zabieram Bubblesa i Musclesa na plan.
- Z Bubblesem z miłą chęcią pojadę, ale tego gada trzymaj od mnie z daleka. - Scarlett nie lubiła mojego węża, miała nie mile wspomnienia z wężami. Opowiadała mi kiedyś że w dzieciństwie o mały włos nie udusił ją boa dusiciel.
- Ty możesz nie lubić mojego węża, ale ja i Paris go kochamy.Prawda młoda?
- Tak, Muscles jest kochany.
- Kochany, ale jak cię  zacznie dusić, to już tak fajnie nie jest.
- Dramatyzujesz. - Powiedziałem.
- Nie dramatyzuje, to tylko zwierze nie wiadomo nigdy co może zrobić. - Po posiłku pomogłem się ubrać mojej córce wszystko poszło szybko więc po kwadransie siedzieliśmy już w aucie i jechaliśmy do studia na nagrywanie video. Droga nie trwała za długo, w ciągu 25 minut już byliśmy na miejscu. Weszliśmy do budynku, po chwili znaleźliśmy się na planie,gdzie wszyscy już czekali tylko na nasze przybycie. Po przywitaniu się że moim i współpracownikami, poszedłem po moje ukochane zwierzaki. Wróciłem na plan, do mnie i Scarlett podeszła moja makijażystka Karen Faye, aby poprawić mi makijaż. Scarlett zaczęła czochrać mnie po włosach.
- Nie grzeb mu we włosach, bo Bóg wie co on tam ma? - Powiedziała Karen.
- Wszów nie mam, łupieżu też nie znajdziesz w moich włosach, więc w czym problem?
- Jackson,nie udzieliłam ci głosu więc siedź cicho. - Skarciła mnie makijażystka.
- Karen, jego włoski są takie słodkie, więc błędem by było nie poczochrać ich.
- Scarlett, to Jackson, a z Jacksonem wszystko możliwe. Ja bym uważała. - Kobiety zaczęły się.
- Ej, ja sobie wypraszam. - Udałem obrażonego.
- Michael,kochanie zluzuj galoty. Pękną ci jeszcze od tej obrazy majestatu - Powiedziała moja ukochana. Nasza cała trójka zaczęła się głośno śmiać.
- Daj buziaka. - Powiedziałem do Scar. Po chwili cmoknęła mnie w usta.
- Oooo, tylko pamiętajcie seks po ślubie. - Mówiła machająca pędzelkiem po mojej twarzy Karen.
- Bardzo śmieszne, ale ja jestem tylko człowiekiem i mi wolno.
- W piśmie Świętym powiedziane jest "Mężczyzna pojął niewiastę za żonę i zaczęli się rozmnażać".
- Karen, a od kiedy ty taka religijna się stałaś?
- Od zawsze Michael.
- A kiedy ty ostatnio w kościele byłaś?
- Michael zajmij się sobą i swoją wiarą.- Zauważyłem kątem oka, że nigdzie nie ma mojego dziecka.
- Ktoś mi powie, gdzie jest może moja córka?
- Poszła z Tatianą gdzieś. O właśnie wracają. - Dziwiło mnie to, dlaczego Tatiana zabrała małą bez mojego zezwolenia. Paris podleciała do mnie.
- Tatusiu, pozwól cioci Tatianie przyjechać do Neverlandu.
- Paris, gdzie byłyście.
- Ciocia zabrała mnie do sklepiku. - Mała pokazała plecak, w którym miała pełno słodyczy.
- Paris, zabieram te słodycze.
- Tatusiu, ale one są moje. Ciocia mi je kupiła.
-Co za dużo to nie zdrowo. - Nie chciałem,aby mała obżerała się słodkościami, dostała by jeszcze próchnicy lub innych chorób, przez takie pożywienie. Owszem jako ojciec, nie powinienem zabierać jej tych słodyczy, ale chciałem ją przez tą nauczyć dobrych nawyków. Widziałem jak w jej niebieskich oczkach zbierają się łzy.
- Ale są moje. - Moja córka wtuliła się we mnie i wybuchła płaczem, stało się coś czego najbardziej nie chciałem.
- No brawo Michael. Oddaj jej ten plecak.- Powiedziała Scarlett.
- Chyba tak zrobię. Paris.
- Co? - Moja latorość spojrzała na mnie.
- Nie mówi się co, tylko słucham lub proszę. Zawrzyjmy umowę. - Otarłem z twarzyczki mojego dziecka, pojedyncze  łezki.
- Jaką umowę?
- Oddam ci te słodycze, ale pod warunkiem,że nie zjesz tych słodyczy, a jak przyjedziemy do Neverlandu to schowamy je na czarną godzinę? Co ty na to?
- Dobrze tatusiu. - Moja córcia uśmiechnęła się. Odwzajemniłem go.
- I widzisz, taki uśmiech lubię.
- Tatusiu, a kiedy będziesz tańczył.
- Za chwile Kotku. - Podeszła do nas Tatiana.
- Witaj Tatiana.
- Witam Cię Michael. -  Wstałem i przytuliłem kobietę.
- Scarlett Swift, miło mi. - Scarlett podała kobiecie dłoń, którą miała nadzieję że ją uściska.
- Tatiana Thumbze,cześć. -  Odpowiedziała oschle, nie poddając ręki mojej dziewczynie, coś czuję że te 2 się nie polubią. Wziąłem na ręce Musclesa i zacząłem nim straszyć Scarlett. Ta wstała i zaczęła biec, ja za nią z gadem na rękach.
- Durniu jeden zabierz go od mnie! - Zaczęła krzyczeć. Ja nic sobie nie robiłem z jej krzyku, tylko głośno się śmiałem.
- Michael, powiedziałam coś do ciebie.
- Udam,że tego nie słyszę.
- Głupek. - Reżyser, zarządził,że zaczynamy już nagrywanie. Wsiadłem do takiej rakiety, Muscles owinął ją, jakby chciał mnie pilnować, to było na prawdę słodkie.
- Michael do salonu kupimy taką rakietę. - Krzyknęła Scarlett.
- Wyniesie się późną porą, jak nikt patrzeć nie będzie.
- Ja ręki do tego nie przyłożę, sam kradnij.
- A kto powiedział,że mam zamiar kraść, co najwyżej pożyczyć. - Przez następne 3 godziny nagrywaliśmy scene w tej rakiecie, musiałem się znowu iść przebrać, ale taka jest cena grania w teledyskach. Przyczepiono mi do nogi kule chaplinowską, miała ona symbolizować to jak nie mogę uwolnić się od sławy. Miałem tańczyć z komputerową wykonanym człowiekiem słoniem. Ostatnio media wymyśliły nową plotkę,że ja niby mam zamiar kupić kości Johna Merricka. Jest to oczywiście kłamstwo, takie samo jak sprawa z wybielaniem skóry lub z spaniem w komorze tlenowej, owszem spałem jeden raz w takiej komorze, gdy przebywałem w szpitalu. Nie chciałem sensacji, le ktoś mi zrobił zdjęcie, które obiegło wszystkie media w US. "Leave me alone" miało być przesłaniem do mediów, aby dali mi oraz mojej rodzinie święty spokój. Gdybym mógł, to bym wpakował się w jakiś karton, zamknął w nim i poprosił Scarlett o to, aby zaniosła mnie na pocztę i wysłała hen daleko w świat. Niestety nie mogę tego zrobić. Wróciłem do dziewczyn, które siedziały nie zamieniając ze sobą ani jednego słowa. Trzeba by było je jakąś ze sobą zaprzyjaźnić, tylko pytanie jak? Za chwilę mieliśmy zacząć kręcić scene z kulą w wesołym miasteczku, usiadłem na podłodze czekając na koniec przerwy,wtem podeszła i usiadła koło mnie Tatiana.
- Michael chcę cię przeprosić?
- Za co?
- Zabrałam Paris bez twojego pozwolenia.
- Nic się na stało, tylko na następny raz pamiętaj,żeby powiedzieć,że ją zabierasz.
- Tak jest, panie kapitanie.
- Zapomniałaś dodać,że panie Kapitanie EO.
- Pomyliłam się,przecież wyszedłeś z roli, kapitanem byłeś rok temu.
- No i co z tego?
- Teraz jesteś zły, nie zapominaj o tym. - Kobieta wzięła kapelusz, który miałem na głowie.
- Oddaj, to jest moje.
- Chwile. - Założyła go na głowę i zaczęła robić śmieszne miny. Zacząłem się śmiać.
- Nie rób tak, bo ci jeszcze tak zostanie.
- Życzysz mi tego?
- Nie, tylko ostrzegam cię przed konsekwencjami.
- Mi się wydaje,że mi życzysz tego.
- Tobie się tylko wydaje.Ładna kurtka.
- Dziękuje.
- Czy to czasem nie jest moja kurtka?
- A właśnie,że twoja. Tylko za mała na ciebie.
- Ty mi sugerujesz coś?
- Niczego, nie sugeruje Michael.
- Jak ta kurtka jest za mała na mnie, to znaczy,że przytyłem.
- Masz niską samo ocenę. chłopcze.
- Może nie, a może tak. Do twarzy ci w czerwonym.
- Dziękuje. - Tatiana pocałowała mnie w policzek. Uśmiechnąłem się, po chwili spojrzałem na Scarlett, jej mina była bezcenna. Nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Czy ona jest zazdrosna? Owszem lubię Tatianę, ale to tylko przyjaźń  w życiu bym jej nie zostawił Scarlett dla
niej, ja po prostu taki nie jestem. Raz się całowaliśmy i prawie wylądowaliśmy razem w łóżku, ale to było tylko RAZ i pod wpływem alkoholu w dodatku. To nie było z miłości, to było z głupoty.
**********
Fajnie mieć swojego idola i dodatkową być jego dziewczyną, każda nastolatka marzy o tym o
pierwszego dnia gdy postanowiła sobie,że zostanie fanką. Ze mną było podobnie pamiętam ten wrześniowy dzień kiedy to pierwszy raz zobaczyłam Michaela w telewizji. Było to w pewną niedziele, bo muszę wspomnieć,że w domu dziecka na telewizor, w dodatku czarno-biały, można było patrzeć tylko wieczorami w weekendy. Michael wówczas był w programie Sonniego i Cher, miał 14 lat, a tylko 9. Śpiewał swoją piosenkę "Ben", zakochałam się w jego głosie, był taki ciepły, miły i pozostał do tej pory, pomimo dojrzewania. Ale wracając do mojego wielkiego poznania Michaela jako artysty, od tamtego czasu co weekend blokowałam dostęp do telewizora innym dzieciakom, wyczekiwałam na występy Michaela razem z The Jackson 5. Kilka razy zostałam za to wyzwana przez opiekunki za to,ale nie chciałam przecież przegapić żadnego występu. Powiedziałam sobie,że on za kilka lat moim mężem będzie, mam w swoim serduszku nadzieje,że kiedyś z Michaelem będziemy małżeństwem.  Wszystko się zmieniło, gdy na święta Bożego narodzenia dostałam longplay "Got to be There", wtedy ta winylowa płyta była najważniejsza. Nie blokowałam już telewizora tylko cały dzień siedziałam przy gramofonie i słuchałam płyty.Zaczęło się wtedy również wycinanie z gazet  i przyklejanie zdjęć Michaela na ścianę przy moim łóżku bez pozwolenia. Potem zbierałam sobie pieniądze, aby kupować kolejne albumy. Owszem była to praca na czarno, ale dla szczytnego celu, w końcu nie mogłam tak po prostu wejść do sklepu muzycznego wziąć płytę, uciec i nie zapłacić. To nie w moim stylu, a poza tym wpakowałam bym się w niezłe bagno. Tak więc zbierałam na te wszystkie albumy, musiałam je mieć w swojej kolekcji, inaczej bym chyba oszalała. Miałabym w sobie taką pustkę,że nie mam jakiegoś wydawnictwa. Jeszcze większą radość z słuchania płyt idola jest bycie na planie do teledysku idola. Sama rozmowa z Michaelem mi nie wystarczyła, miałam okazję być przy możliwym dziele w jego karierze. Miałam wrażenie,że mój chłopak flirtuje z Tatianą, nie pozwolę  na to, aby odbiła mi go. Michael jest moim facetem, nie jej. Niech sobie znajdzie i podrywa innych, ale od niego precz. Siedziałam nie zadowolona na jednym z krzeseł patrząc na tą dwójkę. Rozmawiali, żartowali, śmiali się, aż w końcu ta go pocałowała w policzek. Coś we mnie pękło postanowiłam do nich podejść, ale nie po to, aby ich zwyzywać. Chciałam być bliżej Michaela w tamtej chwili. Podeszłam do Michaela po czym wtuliłam się w mojego chłopaka i złączyłam nasze usta w pocałunku.
- To może wam nie przeszkadzam. - Tatiana odeszła.
- Co ty robisz?  - Zapytał odrywając się od mnie Michael.
- Tak bardzo cię kocham.
- Nie widziałaś,że rozmawiałem z Tatianą.
- No i co?
- To było nie miłe,że nam przerwałaś.
- Ty z nią flirtowałeś, czy mi się tylko wydawało?
- Nie flirtowałem z nią, jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- My też byliśmy "przyjaciółmi" zanim byliśmy razem.
- Jesteś zazdrosna o Tatianę.
- Nie jestem wcale zazdrosna.
- Nie, wcale. Ja teraz idę za ciebie przeprosić Tati, a ty przemyśl swoje zachowanie. - Wstał i oddalił się od mnie. Super, po prostu super, pokłóciłam się z najważniejszym człowiekiem w moim życiu. Tylko tego brakowało. Michael po kilku minutach wrócił z Tatianą, reżyser zakończył przerwę i Michael zaczął tańczyć. Siedziałam z Karen na jednym z krzeseł, Paris, która siedziała na moich kolanach bacznie przyglądała się wyczynom tanecznym swojego ojca.Mój ukochany zrobił zeza, wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. Spędziliśmy jeszcze kilka godzin na planie. Około godziny 19:30 zakończyliśmy nagrania do teledysku. Marzyłam o tym, aby wrócić już do Neverland. Wsiedliśmy do limuzyny, która stała pod budynkiem. Ja siedziałam przy jednym oknie, a Michael przy drugim. Patrzyłam w ciemną szybę, kilka razy spostrzegłam iż Michael na mnie patrzy. Jechaliśmy około 40 minut, o tej godzinie bardzo ciężko było wyjechać z miasta, przez całą drogę nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Serce mnie bolało na tą myśl,że w studiu nagraniowym się troszkę posprzeczałam z Michaelem. Gdy byliśmy już w rezydencji Michaela, skierowałam się do naszej sypialni, marzyłam po prostu o tym aby zatopić się w moim łóżku. Chciałam zdjąć tą nie wygodną kieckę, Michael kazał mi ją założyć, mówił coś o jakiejś niespodziance, ale chyba o niej zapomniał lub jest zły na mnie za naszą kłótnie na planie, chyba będę musiała go przeprosić za to moją zazdrość. Zdjęłam sukienkę i wybrałam jakiś luźny dres do chodzenia w domu. Byłam w samej bieliźnie gdy nagle drzwi od sypialni się otworzyły,a  w drzwiach stanął Michael, spaliłam buraka na jego widok.
- Michael, puka się przed wejściem.
- Przepraszam.
- W oborze cię wychowywali?
- Nie w oborze, tylko w Gary.
- Ty się wstydzisz mnie?
- Nie. - Szybko założyłam górną część garderoby, po czym Michael objął mnie w talii.
- Nie gniewasz się na mnie?
- Nie.
- Przepraszam za tą scenę zazdrości na tym planie.
- Nie rób tego więcej. Ja kocham cię i nie zostawił bym cię dla byle kogo.
- Jesteś kochany.
- Schlebiasz mi. A tak w ogóle mam prezent. - Michael podszedł do szuflady  z której wyciągnął jakąś kopertę.
- Michael zostaw tą kopertę, nie chcę abyś mnie rozpieszczał. - Podał mi ją do ręki.
- Otwórz ją, proszę.Jesteś moją kobietą, a moim zadaniem jest rozpieszczanie cię  - Otworzyłam ją na polecenie Michaela, to co tam zobaczyłam było dla mnie nie małym szokiem.
- Dwa bilety na samolot do Rzymu. - Nie zapytał mnie nawet o zdanie, a to skubaniec jeden.
- Michael nie musiałeś.
- Scarl,przestań dla ciebie bym nawet podbił cały świat.
- Tylko jest mały problem.
- Jaki?
-  Boję się latać samolotem i nie lubię jeździć na wakacje.
-To ze mną pojedziesz to polubisz. O samolot się nie martw, też się za pierwszym razem bałam. - Nie byłam typem takiej osoby która lubi podróże, wolałam zawsze być na swoim miejscu. Najdalej to ja byłam w Nowym Jorku. Owszem moim marzeniem zawsze było zwiedzić Rzym, Włochy to taki piękny kraj.
- Kiedy wylatujemy?
- W poniedziałek.
- To za 5 dni. Michael zabije cię kiedyś.
- Już się boję.
- Następnym razem mów mi gdy chcesz mnie gdzieś zabrać.
- Obawiałem się tego, iż możesz się nie zgodzić.
- Ok, a Paris chociaż wie, że wyjeżdżamy i jej nie zabieramy ze sobą?
- Tak, w tym czasie będzie u moich rodziców.
- Ty spryciarzu, gadaj od ile to planowałeś?
- Niedługo, jeszcze przed przyjęciem wtedy w twoim byłym miejscu pracy. Miałem dać ci te bilety w restauracji, stolik nawet zamówiłem. Ale miałem ochotę na to, aby być już w dom, więc dostałaś je tutaj, bo rezerwację odmówiłem.
- Szczerze, to też by mi się nie chciało jechać do jakiegoś lokalu, gdzie wszyscy by się w nas wpatrywali. Wybacz,ale teraz wybieram się pod prysznic. -Michael wypuścił mnie, po czym udałam się do łazienki. Spędziłam około 20 minut pod gorącą wodą. Gdy wróciłam z powrotem do sypialni nie było w niej mojego chłopaka. Udałam się do salonu, aby sprawdzić czy nie ma go tam, jednak Michaela nie było w pomieszczeniu. Na myśl przyszło mi, aby sprawdzić pokój jego córki. Jednak tam również nie było żywej duszy.
- Gdzie oni są? - Powiedziałam do samej siebie. Ostatnim miejscem gdzie mogą podziewać się Paris i Michael jest sala taneczna, udałam się tam. Zobaczyłam,że drzwi są otwarte. Zajrzałam do środka i ujrzałam tam Michaela i Paris, mój chłopak uczył swoje dziecko kroku księżycowego. Oparłam się o framugę i obserwowałam.
- Paris, musisz cały ciężar ciała opiąć na prawej nodze. - Michael ustawiał małej nogi, po chwili młoda zrobiła perfekcyjnego moonwalka.
- No i widzisz załapałaś to. - Powiedział Michael, zaczęłam bić brawo.
- Scarlett jestem lepsza od tatusia.
- Widziałam kotku, tancerką powinnaś zostać w przyszłości.
- Jak mi tatuś pozwoli to zostanę.
-  Zastanowię się jeszcze, ale i tak lepsza nigdy od mnie nie będziesz. - Powiedział mój chłopak.
- Nie musi, już jest lepsza.
- Nie prawda.
- Właśnie,że nie.
- Kłóciła bym się z tobą, ale brak mi sił i argumentów.
- Paris idź do łazienki, zaraz przyjdę.
- Dobrze tatusiu. -Paris posłuchała grzecznie ojca i wykonała jego polecenie. Pomogłam Michaelowi wykąpać jego córeczkę. Mój chłopak był cały mokry.Po kąpieli Michael poszedł uśpić dziecko. Ja za to wróciłam do naszego pokoju i położyłam się do łóżka. Po kwadransie przyszedł Michael i położył się obok mnie.
- Paris już zasnęła?
- Tak. Śpi jak zabita.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też kocham, ale mocniej. - Michael pocałował mnie w skroń, wtuliłam się w tors Michaela
i w ciągu następnych kilkunastu minut byłam już w krainie snów.
**********
Ps: I jak?