środa, 30 listopada 2016

She's Out Of My Life - Rozdział 16

Hejka!
Powracam do was z zupełnie nowym rozdziałem. Niedługo dobije lub już może dobiło 3500 wyświetleń bloga, chciałam bym wam za to z całego serca podziękować, ja liczyłam jak go zakładałam,że to będzie nie wypał i że ledwo co do 100 dobije, ale jednak stało się i za to wam dziękuje z całego serca <3. Już na początku chcę powiedzieć,że notka mi się w ogóle mi się nie podoba. Na pewno większość z was będzie chciała mnie zabić, albo nabić na jakiś pal po przeczytaniu. Co do piosenki, słucham ją praktycznie bez przerwy od kilku dni, jest zajefajna. Jak się wsłuchasz to tak łatwo się nie odsłuchasz. Tak więc bez dłuższego przedłużania zapraszam do przeczytania.


**********
Dwa tygodnie później.
Miłość to uczucie, przed którym nie można uciec, bo ono i tak cię w końcu dorwie w tym maratonie znanym jako życie. Z Scarlett jestem już od dwóch tygodni, dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę jak ona jest da mnie ważna i że nie mogę obojętnie przepuścić tego uczucia. Możliwe,że jest to ostatnia moja szansa,żeby być szczęśliwym z kobietą. Czy Scarlett jest tą jedyną? Czy nam się ułoży? Mam nadzieje,że mój związek nie zakończy się ponownie klapą, w przeciwnym razie już nigdy z nikim się nie zwiąże. Obudziłem się około godziny 10, zdziwiłem się mocno, gdy ujrzałem śpiącą obok mnie Scarlett, zwykle o tej godzinie była już w pracy. Mówiła mi,że ma dzisiaj jakieś przyjęcie w pracy. Ja tam idę z nią, ponieważ jej szef zaprosił również mnie. Nie jestem zadowolony z tego pomysłu, ale niestety muszę tam iść, przynajmniej będę miał moją ukochaną na oku. Miałem dla niej prezent, sukienkę, którą specjalnie wybrałem dla niej. Wstałem z łóżka i poszedłem się przebrać do łazienki. Postanowiłem nie budzić Scarlett, chociaż bardzo byłem zdziwiony dlaczego jest jest w moim domu. Wyszedłem z mojego pokoju i udałem się do salonu, gdzie już urzędowała moja córka i moja gosposia. Chciałem podejść do małej i ją przestraszyć, ale ona była sprytna.
- Widzę cię tatusiu.
- Mnie tutaj nie ma.
- Jesteś.
- To jest mój duch kochanie. - Widziałem jak pani Lena śmieje się z mojego dziecinnego zachowania.
- To skoro jesteś duchem to czy będę mogła cię przytulić.
- To zobaczymy. - Paris podbiegła do mnie przytuliła z wielkim bananem na twarzyczce.
- No i co nie jesteś wcale  duchem. - Pokazałem małej język i wziąłem ją na ręce.
- No jasne,że jestem. Ale gdybym miał być, to straszył bym w nocy moją księżniczkę.
- ja bym cię biłam wtedy poduszką.
- No wiesz, na ojca poduszkę podnieść. - powiedziałem poruszając zabawnie brwiami.
- Przecież ja bym ciebie nigdy nie uderzyła tatusiu.
- No ja wiem bo ty mnie kochasz.
- Tak najmocniej tatusiu.
- Ja ciebie też kocham słonko.
-  gdzie jest Scarlett?
- Ona jeszcze śpi, ale nie bódź jej.
- Dlaczego?
- Niech się wyśpi, aby miała czas na zabawę z tobą.
- Dobrze tatusiu.
- Chodźmy na śniadanie w takim razie.
- Tak. - poszliśmy na śniadanie, po posiłku pomogłem się ubrać mojej córce i chciałem jej zapleść warkocza. Zabrałam szczotkę i gumkę i usiadłem z małą przy wielkim lustrze, które znajdowało się w przedpokoju i próbowałem ułożyć jej fryzurę. Moja córeczka, nie mogła wysiedzieć w miejscu i strasznie się wierciła, nie mogłem jej uczesać.
- Paris nie kręć się.
- Tatusiu, ale mi się nie chcę tutaj siedzieć.
- Za chwile cię puszczę.
- Ale to jest nudne
- Ale ty kręcisz się jak mucha w smole.
- Tatusiu, ja chcę iść do Scarlett.
- Ona jeszcze śpi. - Usłyszałem śmiech kobiety. Obróciłem się i ujrzałem opartą o ścianę Scarlett.
- Bardzo śmieszne.
- Scarlett. - Paris ucieszyła się widokiem mojej ukochanej.
- Cześć Kochanie.
- Tatuś mówił, że jeszcze śpisz.
- Tata kłamie.
- Obrażam się.
- Michael Jackson I obrażony.
- Widzisz tytuł królewski teraz posiadam.
- Czyli już nie jesteś królem popu?
- Jestem, tylko oprócz tego jestem również królem obrażonych.
- Jak tam chcesz.
- Paris nie wierć się. - zakomunikowałem mojej córce.
- A co ja takiego złego ci robię?
- Michael Ty serio nie umiesz warkocza zapleść?
- Umiem, tylko dzisiaj mi nie wychodzi.
- Daj zrobię to za ciebie. - Przekazałem mojej dziewczynie szczotkę i patrzyłem na to jak robi mojej córce warkocza.
- I widzisz, tak to się robi.
- Dziękuję Scarlett, jesteś kochana. - dziewczynka przytuliła kobietę.
- Oj tam, to nic takiego moja księżniczką.
- Mogę już iść?
- Tak.
- Zrobił bym lepszego warkoczyka.
- Chcesz się założyć?
- Mądrzy ludzie się nie zakładają.
- Sugerujesz mi,że mam nie równo pod sufitem?
- Kochana, tego jeszcze nie powiedziałem.
- Ale pomyślałeś i przyznaj się.
- O tobie nigdy. -  Miałem ochotę objąć Scarlett w talii i pocałować, ale ona zwróciła mi uwagę wywracając oczami. Nie powiedzieliśmy jeszcze Paris, że jesteśmy razem, strasznie boję się reakcji mojej córki na to, gdy się dowie,że Scarlett ma być jej nową mamą.
- Zostaw mnie, twoje dziecko patrzy. - Powiedziała do mnie szeptem.
- Za mała jest i tak się nie domyśli niczego.
- Idę się przebrać.
- Mogę z tobą? - Zapytałem dla żartu, ale Scarlett źle mnie zrozumiała.
- Nie uderzyłeś się w głowie przypadkiem?
- Z tego co mi wiadomo to wszystko jest ok.
- To pozostań tutaj, ja za chwilę wrócę.
- Dobrze moja bogini. - Scarlett uśmiechnęła się i udała się w stronę mojej sypialni. Usiadłem na dywanie obok mojej córki, która bawiła się klockami.
- Paris zgadnij kto dzisiaj do nas przyjedzie?
- Ciocia Janet?
- Nie.
- To ja to nie wiem tatusiu.
- Mac i jego rodzeństwo.
- Znowu mnie będzie żartował z moich lalek.
- Naśle na niego Bubblesa i przestanie.
- Dobrze. - W dużym pokoju pokoju ponownie pojawiła się Scarlett.
- Co robimy? - usiadła na kanapie.
- Scarlett, wiesz że Mac ma przyjechać?
- Michael nic mi nie mówiłeś.
- Bo dopiero wczoraj był łaskaw zadzwonić  i poinformować mnie o swoim przyjeździe.
- O której będzie n rancho?
- Za dwa kwadranse powinien być.
- On będzie tutaj spał?
- Nie, ale jak tak bardzo chcesz mogę ci to załatwić.
- Wolałaby, raczej nie.
- Mac cię przeraża?
 - Nie, co to za przesądy?
- Bo nie chcesz,aby spał u nas.
- Nie powiedziałam nic takiego. - Nagle do salonu wparował szef mojej ochrony Bill.
- Panie Jackson, Culkinowie przyjechali.
- Już idziemy ich przywitać. - Wyszliśmy z domu na placyk, gdzie czekał już na nas Mac razem ze swoim rodzeństwem.
- Scarlett moje uszanowanie. - chłopak pocałował moją dziewczynę w dłoń.
- Witam cię również Mac.
- A ze mną już się nie przywita. - powiedziałem pod nosem.
- Co ty tam Applehead mówisz?
- Nic ważnego. - Chłopak podszedł do mnie i się ze mną przywitał.
- Zadowolony?
- Z czego?
- Widziałem twoją minę, gdy się z Scarlett witałem.
- On jest po prostu zazdrosny -odezwała się moja dziewczyna.
- Wcale nie jestem.
- Przecież ja ci jej nie poderwę za ciebie, za stara jest dla mnie. - Gdyby tylko wiedział,że ja i Scarlett jesteśmy w związku.
- Co ty ciekawego Mac nie powiesz.
- Oj powiem, powiem i to bardzo dużo.
- Tylko, abyś kiedyś przez te twoje teksty nie oberwał od nikogo.
- Applehead ty się swoim losem martw nie moim.
- Widzisz troszczę się o ciebie.
- W końcu jesteś Applehead.
- Robimy bitwę wodną? - zaproponowałem.
- Tak. - Wszyscy powiedzieli jednogłośnie. Razem z Scarlett, Paris, Mac'em i jego rodzeństwem udaliśmy na pole na środku rezydencji, gdzie czekały już rozstawione pudła z pistoletami na wodę, balonami z wodą oraz z wiadrami pełnymi przezroczystej cieczy. Wpadł mi do głowy pomysł na to, aby się podzielić.
- Słuchajcie może ja ze Scarlett na was wszystkich.
- Oszalałeś? - Scarlett nie podobał się mój pomysł.
- Bo będzie sprawiedliwie, dzieciaki z dzieciakami, dorośli z dorosłymi.- Puściłem oczko do Scarlett.
- Tato, ale ja chce być z tobą.
- Paris, raz będziesz z Mac'em i nic ci się złego nie stanie.
- A oglądniesz potem ze mną kopciuszka?
- Przecież już to oglądaliśmy z 10 razy jak nie więcej.
- To obejrzyjmy jeszcze raz.
- No dobrze, a mogę być w drużynie z Scarlett.
- Tak tatusiu.
- Kochana jesteś.
- Ty też tatuś.
- Dobra zaczynamy! - zakomunikowałem, dzieciaki rozeszły się po całym ranchu. Ja z Scarlett chciałem spędzić troszkę czasu. Udałem się z moją dziewczyną do stajni dla koni. Nie myślałem o tym,że niedługo zniecierpliwione dzieciaki będą nas szukać. Weszliśmy do środka usiadłem na belce siana, która stała nieopodal, Scarlett usiadła na moich kolanach i przytuliła mnie.
- Pamiętasz o tym przyjęciu, co ma być dzisiaj wieczorem w twojej firmie?
- No tak, a coś z tym jest nie tak?
- Nie wiem czy to taki dobry pomysł, aby tam iść.
- Muszę tam iść obiecałam to mojemu szefowi, a po za tym ty idziesz tam ze mną i będziesz mnie pilnował.
- No, ale ja cie bardzo kocham i nie chcę, aby tam ci się stała jakaś krzywda.
- Misiu, jestem już duża i umiem sama u siebie zadbać. - złączyłem moje i Scarlett wargi w kilku pocałunkach, które ta zaczęła odwzajemniać z równą miłością.
- Ja już wracam do dzieciaków.
- Scarlett zostań tu ze mną.
- Michael oni zaraz zaczną nas szukać.
- Czekaj za mną idę z tobą.
- To dalej. - Wstałem i chciałem podejść do Scarlett, gdy szedłem w jej kierunku potknąłem się i wpadłem na Scarlett przewracając ją na plecy.
- No i co teraz? - zapytała.
- Nie wiem, ja myślałem o tym, aby dać ci buzi.
- To działaj mój bohaterze. - Złączyłem nasze usta w długim namiętnym pocałunku. Scarlett wplątła swoje dłonie w moje włosy. Moja ukochana odwzajemniła mój pocałunek. Leżeliśmy tak jeszcze przez chwile, gdy nagle usłyszeliśmy głosy Maca i Paris . Najszybciej jak mogłem zszedłem z Scarlett. Moja córka i mój przyjaciel byli w szoku, gdy zobaczyli nas w tej dwuznacznej sytuacji.
**********
Zaskoczenia są częścią życia, bez nich nie byłoby już tak samo.Życie nie miało by sensu bez niespodzianek, które by sprawiały,że nasze życie by było jeszcze ciekawsze. Największym zaskoczeniem dla było to,że znalazłam szczęście w miłości. Po nieudanym i toksycznym związku z Max'em obiecałam sobie,że będzie singielką. Ale w dniu kiedy spotkałam Michaela wszystko się zmieniło, moje życie nabrało jeszcze wielkiego sensu. Szczerze to teraz już nie wyobrażam życia bez Michaela i Paris, pokochałam ją jak własną córkę, którą zawsze chciałam mieć. Dzisiaj jest piątek i to całe przyjęcie. Nie muszę dzisiaj iść do pracy, nie chciało mi się tak na prawdę iść na ten bankiet, ale Michael szedł ze mną to mnie tylko podtrzymywało. Najchętniej to zostałam bym na ranchu z moim chłopakiem. Gdy Michael leżał na mnie w tej stajni czułam się, jakbym już nigdy nie chciało mi się wstawać. Moja wina mówiła sama za siebie. Nie chciałam, aby dzieciaki zobaczyły to, czego nie powinni.
- Co się tutaj dzieje! - krzyknął Mac, gdy wchodził do pomieszczenia.
- Nie ważne.
- Applehead, ja wszystko widziałem.
- Nic nie widziałeś.
- Jackson,  a ja ci mówiłem weź się za nią. Dobry chłopiec posłuchał wujka.
- Wyjdź mi człowieku i mnie nie denerwuj.
- Od kiedy to trwa?
- Mac ty nie wiesz,że ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Wiem, ale powiedz mi.
- Nie.
- Dobra foch. - zrobił obrażoną minę.
- Mac, nie które rzeczy lepiej zachować dla siebie, jak będziesz starszy to dowiesz się tego.
- OK, wasza sprawa.
- Tatuś, ty i Scarlett jesteście razem i Scarlett będzie moją nową mamusią? - zapytała moja córeczka.
- Paris potem o tym porozmawiamy.
- Dobrze.
- Scarlett, Applehead dalej chodźcie bo tam wszyscy czekają za wami.
- Trzeba wszystko zaczynać od nowa?
- Jackson nie marudź.
- Nie odzywaj się Mac.
- Ty mi buzi nie zamkniesz.
- A chcesz się założyć. - Poruszałem zabawnie brewkami.
- wolałbym nie.
- No właśnie.
- Idziecie? - zapytała moja ukochana.
- Już. - Wyszliśmy na zewnątrz. Musieliśmy od nowa zaczynać naszą bitwę. Tym razem schowałam się razem z Michaelem w pobliskich krzakach.  Po chwili brat Maca Shane nas znalazł i zaczął bitwę. Momentalnie wyszliśmy z naszej kryjówki. Wszystkie dzieciaki ruszyły w naszym kierunku. Uciekaliśmy, ale w końcu dogonił nas Mac i Paris. Byliśmy mega zmęczeni. Po chwili dobiegły wszystkie, po jakieś sekundzie byliśmy cali mokrzy, aż do suchej nitki. Nadal nas oblewali cieczą.
- dobra wygraliście, krzyknął Michael. Dzieciaki były szczęśliwe z powodu swojej wygranej. Razem z Michaelem poszłam do jego domu, aby się przebrać. Weszliśmy do domu i przebraliśmy się w suche rzeczy. założyłam na siebie bluzkę niebiesko-biało w paski, dżinsy i trampki.
- Mam dla ciebie prezent. - powiedział do mnie Michael.
- Nie musisz mi robić prezentów.
- Jesteś moją boginią, a dla ciebie bym nawet z nieba ściągnął.
- Nie mogę tego przyjąć.
- Nawet nie wiesz co tam jest, otwór proszę. - otworzyłam pudełkom które wręczył mi Michael. Była w nim piękna sukienka koloru beżowego, sądzę,że będzie na mnie pasować.
- Ona jest piękna. - podziwiałam ubranie.
- Tak jak jej właścicielka.
- Dziękuje.
- Sam wybierałem z małą pomocą.
- Czyją?
- Tego już ci nie powiem.
- Applehead powiedz.
- Nie masz pozwolenia na mówienia do mnie Applehead.
- Będę tak mówić, jak mi nie powiesz kto ci pomagał w doborze sukienki
- Jak dasz mi buzi.
- Dopóki mi nie powiesz możesz się wypchać.
- Dobra, Janet mi pomagała przy wyborze.
- Wiedziałam,że ktoś ci pomagał, kto mnie dobrze  zna.
- A teraz dawaj mi buziaka.
- No dobrze mój kocie. - Podeszłam do Michaela, który siedział na łóżku i dawał mu całusa w usta.
- No dalej idź ją załóż.
- Już lecę. - Udałam się do łazienki, aby się przebrać w sukienkę od Michaela. Założyłam ubranie, było obcisłe i uwydatniało moje części ciała, ale podobało mi się, przynajmniej zasłaniało to co miało. Wyszłam ponownie do mojego chłopaka. Ten wybałuszył swoje oczy, gdy mnie ujrzał w tej kreacji.
- I jak? - zapytałam.
- Scarlett, wyglądasz pięknie.
- Dziękuje.
- Musisz koniecznie w tym iść na to przyjęcie, nie można od ciebie wzroku odciągnąć.
- Myśli nie czyste w tym kudłatym łbie masz.
- A czy ja coś powiedziałem nie przyzwoitego?
- Nie, Ale na pewno to masz na myśli.
- Ja ci tylko mówię,że piękne wyglądasz, a ty już w tym dwuznacznych podtekstów szukasz. - mój chłopak udał obrażonego.
- Oj już się nie gniewaj. - usiadłam na kolanach Michaela i go przytuliłam.
- A pójdziesz w tej sukience na przyjęcie?
- Żeby jacyś zboczeńcy wbijali we mnie wzrok, jakby nigdy kobiety nie widzieli.
- To zabije ich wzrokiem.
- Zazdrosny jesteś.
- Wcale,że nie.
- Nie ładnie.
- Ale z drugiej strony, kto by nie był zazdrosny, a taką dziewczynę jaką by nie był zazdrosny?
- Ok pójdę,male nie moja wina jak ktoś będzie się we mnie wpatrywał z pożądaniem. - Michael zaśmiał się pod nosem, gdy ja to powiedziałam.
- Idź do młodych, bo jeszcze coś wywiną.
- Za chwilę przyjdź do nas.
- Jasne, tylko się przebiorę. - Michael opuścił naszą sypialnie, ja poszłam z powrotem przebrać się w moje ciuchy, gdy wróciłam z łazienki położyłam moją sukienkę na łóżku, aby czekała na to, abym ją ponownie założyła na przyjęcie. Wyszłam ponownie n dwór, znalazłam Michaela i dzieciaki w zoo, które oglądały, podziwiały się z zwierzakami Michaela. Wszyscy się ucieszyli, gdy mnie zobaczyli. Po obejrzeniu i zapoznaniu się z większością zwierząt udaliśmy się do wesołego miasteczka,  którym bawiliśmy się wspólnie przez około 5 godzin. Nie mogło również zabraknąć przejazdu kolejką po całym "Neverlandzie". Około godziny 16 udaliśmy się do nową wybudowanej i urządzonej sali kinowej. Obejrzeliśmy około 2 disney'ówki, Michael cieszył się jak dziecko, gdy oglądaliśmy te filmy, nie dziwie, dla mnie był jak 10 chłopiec.  Ale niestety zabawa ma też swój kres, Mac i jego rodzeństwo musiało jechać już o swojego domu w Los Angeles. Poszliśmy na plac, na którym czekali już rodzice Maca. Chłopak podszedł do nas, aby się pożegnać.
- Jackson, tylko nie świruj ze Scarlett. - wybuchnęłam śmiechem.
- Dlaczego?
- Bo ja nie chce być wujem.
- Mac jak ty czegoś nie walniesz. - powiedziałam.
- No właśnie, kto to wiedział, ma 12 lat, a myśli już o tych rzeczach.
- Applehead, czy ty mi coś sugerujesz?
- Nie nic. - Mac chwycił moją dłoń i ją ucałował. Po czym podszedł do Michaela i przytulili się jak prawdziwi przyjaciele. Mac odjechał, a ja z Paris i Michaelem udałam się do domu. Skierowaliśmy się do dużego pokoju i usiedliśmy na kanapie.
- Tatusiu, Scarlett, mieliście mi powiedzieć,że jesteście razem.
- Paris, a jak powiem,że jesteśmy- odezwał się Michael.
- Ale fajnie, teraz Scarlett będzie moją nową mamą.
- Kochanie, ja ci nie zastąpię mamy.
- No. Ale będziesz jak ona.
- Teoretycznie tak.
- Tatuś.
-Co.
- Dlaczego ty jesteś z Scarlett.
- Bo ją kocham.
- A mamusi już nie kochasz.
- Nie,że nie kocham mamusi.
- Nie,że nie kocham, ale zrozumiesz to jak będziesz starsza.
- Dobrze.
- Paris, zostaniesz dzisiaj wieczorem z ciocią Mayą.
- Super, ciocia jest fajna.
- cieszę się, a wiesz,że ciocia Maya to też moja ciocia.
- Naprawdę.
- No.
- Co robimy?  - zapytał Michael.
- Zagramy w monopol! - krzyknęła podekscytowana Paris.
- Niezły pomysł, Paris idź do swojego pokoju po grę. - powiedział Michael. Mała wróciła z grą i rozłożyliśmy ją na stole. Bawiliśmy się  i śmialiśmy się przez około pół godziny, było mi do śmiechu,
pomimo tego,że przegrałam.
- To nie sprawiedliwe.
- Co ci znowu się nie podoba? - spytał mnie mój chłopak
- Przegrywam.
- Takie jest życie niestety.
- Oszukujesz.
- Nie oszukuje, jestem po prostu królem Monopola.
- I oszustów też.
- Trzeci tytuł już dzisiaj.
- Tak cię życie lubi.
- Jestem królem popu, króle obrażonym i królem oszustów.
- Widzisz tytuł królewski do ciebie pasujesz.
- Widzisz, a ty jesteś moją królową. - Dawał buziaka Michaelowi w usta. Paris zakryła łapkami oczka.
- Co jest mała.
-Nie całujcie się.
- Ale całowanie się to oznaka miłości.
- Ale jest obrzydliwe.
- Nie znasz się Paris, zmienisz zdanie jak będziesz starsza.
- No nie wiem. - Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi, Pani Lena otworzyła drzwi do salonu weszła ciocia Maya . Przywitaliśmy się z nią. Była godzina 19. musiałam już się iść przyszykowac na przyjęcie, za godzine już muszę być na miejscu. Boje się reakcji mediów, gdy zobaczą mnie razem z Michaelem. Boje się tej nie potrzebnej medialnej burzy, ona by mi tylko zaskodziła. Poszłam się przebrac do łazienki, zrobic przy okazji makijaż i ułożyć włosy. Zajęło mi to akurat 10 minut. Spęłam włosy, nałożył mocną intensywną czerwoną szminke na swoje usta.  Założyłam na swoje stopypare moich ulubionych szpilek. Wyszłam do Michaela miał na sobie jeden ze swoich mundurów czarną- czerwony, okulary przeciwsłoneczne, wyglądał w nich tak słodko. Uśmiechnął się gdy mnie zobaczył.
- Gotowa?
- Tak.
- Wyglądasz pięknie.
- Dziekuję, ty też jesteś piękny. - Michael złączył nasze usta w gorącym i namiętnym pocałunku.
- Pomalowała, sobie usta szminką, a ty mi już ją rozmazałeś.
-Widzisz, taki jest już mój urok. - Popatrzałam jeszcze przez chwile na Michaela oblizywał swoje wargi, wyglądał tak slodką jak to robił. Poprawiłam makijaż i razem z Michaelem wyszliśmy z naszej sypialni. Ciocia się uśmiechnęła gdy nas zobaczyła.
- Już jedziecie.
- Tak.
- Bawcie się dobrze.
- Powinniśmy wrócić około 11.
- Jasne mi to nie sprawia jakiegoś wielkiego problemu.
- Bawcie sie dobrze. - Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się do limuzyny, która miała nas zawiesć na bankiet. Niestety tak jak zawsze w dużym mieście utknęliśmy w korku. Wyjechaliśmy po około 15 minutach wyjechaliśmy z tego zbioru aut. Gdy dojechaliśmy pod moją firmę już w limuzynie oślepił nas blask flashów.
- Co mam tetaz zrobic?
- Bądź sobą, pouśmiechaj się, zapozuj do kilku zdjęć i będzie dobrze.
- Nie mogę cię przy nich pocałować.
- Wolałbym nie, potem media mogę mnie czepiać.
- Ale ja ciebie kocham i nie chcę tego ukrywac, oni itak się o tym doaiedzą.
- No ja ciebie tteż, ale na razie nie chce, aby to wyszło.
- Dobra. - Michael pomógł mi wyjść z samochodu, po uśmiechałam się i zrobiono mi  kilka zdjęć z Michaelem, miałam ochote pocałować fo na tym czerwonym dywanie, ale nie chciałam ze względu na jego i jego opinie publiczną. Już teraz ma opinię podrywacza i babierza, ale co by było, gdyby teraz się okazało,ze ejsteśmy razem. Poszłam się zameldować moejmu szefowi,że już jestem na miejscu. Usiadłam przy stole razem ze Janet, która też tu była zaproszona,Michaelem i Alice, przedstawiłam mu Michaela, myśle,że sie polubili. Poszłam razem z Alice zagadywać gości,żeby lepiej im się spędziło czas tutaj, poznałam też kilka gwiazd takich jak Stevie Wonder, czy Cyndi Lauper. Nie mogła, znaleźć nigdzie Michaela. Na piczątku nie przejęłm się z nim. Spotkałam mojego szefa.
- I jak?
 - Myśle,że wszystkim się podoba przyjecie szefie.
- Bardzi mnie to cieszy. Chciałbym, abyś ze mną poszla mojego gabinetu.
- No dobrze. - Prezes chwycił mnie za rękę i razem poszliśmy do jego gabinetu. Myślałam,że teraz chodzi o sprawe związane z firmą, ale to nie było nic związanego z firmą. Zamknął drzwi za sobą.
- Teraz już jestes tylko moja. - rozpinał powolutku swpją koszule.
- Co pan robi? - zapytałam zaniepokojona.
- Nie widziałaś tego jak cię wyjątjowo traktowałem.
- Widzialam i mnie to zanie pokoiło.
- Nie ,asz się czego bac tylko mi się tylko oddaj mi się cała. - podszedł do mnie i zaczął całowac moją szyje, czułam się okropnie.
- Jestes okropnym zbiczeńcem, te wszystkie tzeczy o tobie to  prawda.
- To są tylko plotki.
- Brzydzę się tobą.- Mój szef złapał mnie za nadgarstki, strasznie mnie bolało.
- Ała, to strasznie boli.
- Nie wiercz się. - Prezes był dla mnie taki brutalny jak nigdy.
- Zostaw mnie, bo zaczne krzyczeć. - Próbowałam się uwolnić , ale prezes przykuł mnie do swojego biurka, do oczu naleciały mi łzy.
- To krzycz, nikt cię i tak nie usłyszy.
- Zostaw mnie!!! - Zaczęłam krzyczeć, mój szef miał rację nikt mnie nie usłyszał.Miałam nadzieje,że ktoś za chwile tu wejdzie i odciągnie mnie od tego zboczeńca. On zaczął mnie rozbierć z mojej sukienki.  Jednak nikt się nie zjawił, aby mnie uratować. Udało mi sid chwycić jakąś szkalnke z jakąś cieczą, która stała na biurku i oblałam mojego szefa. Jak się potem okazało była to woda, mój szef  puscił mnie . Poprawaiłam swoje ubranie, byłam wściekła,że chciał mnie wykorzystać, skumulowałam całą swoją złość w sobie i iderzylam mojwego szefa ww twarz.
- O ty mała dziwko.
- Zboczeniec. - Chyba nigdy nie miałam w oczach tyle złości jak teraz. Uciekłam z gabinetu mojego szefa w obawie o tym,że mnie znow zaatakuje. Gdy opuściłam pokój od razu się rozplakałam. Chciałam poszukac Michaela i jechac do domu, ale nigdzie go nie był. Uspokoiłam się i wróciłam do mojego stolika, gdzie były Janet i Alice.
- Co się stalo?- zapytały jednoglośnie.
- Nie ważne, gdzie jest twój brat.
- Nie wiem.
- Chcę,  aby mnie odwózl do domu.
- Kto ci to zrobił. - Janet zobaczyła ślady na moich nagdarskach.
- Nie powiem.
- Scarlett nie denerwuj mnie.
- Zamknij się Janet.
- Dobra ja ci już nic nie mówić.
- Ale rozmazalas makijaż. - powiedziała Alice i dała mi lusterko i  nawilżoną chusteczke. Przetarłam swoją twarz liczac na to,ze chociaż zmyłam polowe nakijażu.  Po chwili wrócil do nas Michael.
- Michael chcę jechać już do domu.
- Jasne. Czy ty płakałaś?
- Nie.
- Ona kłamie. ' powiedziała Jan.
- Cicho.
- Co sie stało.
- Problemy w pracy.
- Aha ok.
- Szef z toba rozmawiał? - zapytała Alice.
- Tak chcę mnie zwolnic. - okłamałam wszystkich liczac na to,ze mi uwierzą.
- za to?
- Nie wiem.
- Może ja z nim porozmawiam? - zaproponowal mój ukochany.
- Nie, ja to sama zalatwie.
- Twoja wola.
- Chodź Michael. - Pozegnałam siś z dziewczynami i udałam się do wyjścia z moim chłopakiem. Spotkałam mojego szefa, oczywiście uścisnął rekę Michaelowi na pożegnanie. Podszedł do mnie i powiedział mi na ucho.
- Jeśli myślisz,że już jest załatwione to się mylisz, w poniedziałek jesteś przegrana, a ja i tak zawsze wygrywam. - uśmiechnęłam się sztucznie, aby wuglądał jakby moj szef jest dla mnie miły u i serdeczny, a tak nie było. Wyszliśmy tylnym wujściem, Michael dał cynka swoim ludziom,że my już wravamy i za chwile będziemy ww limuzynie. Wsiedliśmy do niej i odjechaliśmy skrycie do Neverlandu. Nikt na nas nie zwrócił uwagę i to było dobre, przynajmniej nibyło jakieś wielkej sensancji z naszego odjazdu. Pojechaliśmy autostradą, owszem jechaliśmy dłużej, ale bez korków. W ciągu 30 minut byliśmy już na ranchu. Weszliśmy do domu, od razu przywitały nas śmiech Paris, mi jednka nie było się z czego śmiać, ciągle miałam przed sobą widok, gdy ta świnia próbowała mnie zgławcić.
- Tatuś, Scarlett już jesteście.
- Wróciliśmy i na razie nigdzie nie wyjedziemy.
- To fajnie, a co robiłaś z ciocią Mayą?
- Czytałyśmy bajkę.
- Pani Mayu, a Paris była grzeczna?
- Jak aniołek się zachowywała.
- To dobrze.
- Ja jestem zawsze grzeczna.
- Grzeczność to najważniejsza cecha, pamiętaj o tym kochanie. - odezwałam się.
- Scarlett, a jak było na tym przyjęciu. - zapytała Paris.
- Jak na każdym innym, one są nudne.
- Ja już będę zmykać. - powiedziała moja ciocia.
- Tak jasne, dziękuje ci za opieke nad Paris.
- To jest aniołek, sprawia mi satysfakcje opiekowanie się nią.
- Ale i tak dziękujemy - wtrącił Michael. Uścikaliśmy moją ciocie, ta opuściła dom i skierowała się do swojego auta. Michael poszedł położyć Paris do swojego łóżeczka, ponieważ ta była senna. Ja udałam się pod prysznic, chciałam wziąść na prawdę długi prysznic, aby zapomnieć o tym co mnie dzisiaj spotkało. Gdy puściłam wodę to i tak złe wspomnienia powróciły i ja się rozpłakałam. Byłam bezbronna i sama na tym świecie. Na pewno wiedziałam,że teraz będzie miała przerąbane w pracy, najwyżej się zwolnie. Płakałam przez około 30 minut, liczyłam na to,że szum wody, która na mnie leciała, sprawi,że nie będzie słychać mojego płaczu, ale się myliła. Wyszłam i ujrzałam Michaela, który siedział na łóżku i się nad czymś zastanawiał. Gdy mnie zobaczył to podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek.
- Jesteś jakaś nieobecna od kiedy wyszliśmy z tego przyjęcia. Co się dzieje?
- Nic, po prostu przeżywam,że mnie chcą zwolnić.
- Ale ja słyszałem ten twój płacz pod prysznicem.
- Mówie ci przecież,że to nic. - warknęłam
- Ale z byle czego się tak płacze i nie rozpacza.
- Jutro mi powinno przejść.
- Mam nadzieje, ja nie chcę widzieć tego jak ty cierpisz.
- Nie martw sięo mnie.
- Ale ja cie kocham i nie chcę stracić.
- Ja ciebie też kocham całym sercem. - Michael złączył nasze wargi w pocałuku, który zaczął wkrótce pogłębiać.
- Już ci lepiej?
- Tak troszkę.
- Cieszy mnie to.
- Chodź się położyć do łóżka. - Położyliśmy się do łóżka, Michael mnie przytulił.
- Wiesz, bo ja ci zapomniałem coś powiedzieć.
- Co takiego? - zapytałam
- Bo moi rodzice zaprosili nas na obiad, chcą poznać dziewczynę swojego syna.
- A oni mnie polubią?
- Myśle,że tak, jak Paris cię polubiła to oni też powinni.
- Z chęcią z tobą pójdę.
- Poznasz resztę rodziny, na pewno ich polubisz.
- Jak są tacy sami jak ty, to na pewno.
- Dobra gaszę światło bo jestem śpiący.
- Ja też, zgaszaj. -  Mój chłopak zgasił lampkę stojącą na nocnym stoliczku. Ja wtuliłam się w jego tors i udałam się do krainy snów. Pomyśleć,że ten człowiek, którego darzę na prawdę wielką miłością, potrafi sprawić,że smutek na mojej twarzy zamienia się w uśmiech. On jest całym moim światem
************
PS: I jak, zabijcie mnie za długość rozdziału. Planowałam tę akcję na przyjęciu już od dawna, jak ona wam się spodoba? Liczę na komentarze od anonimów, każdy jeden kom bardzo motywuje :)

wtorek, 15 listopada 2016

She's Out Of My Life - rozdział 15

 Cześć Misiaki!
Powracam do was z kolejnym rozdziałem. Udzielił już się wam świąteczny klimat? W sklepie już są mikołajki na półkach. Na stars.tv leciało już "last christmas". Normalnie ja już się nie mogę doczekać. Z rozdziału nie jestem zadowolona, ale to nie mi oceniać. Pozostawiam to wam, liczę na komentarze, bo one tyle dają radości. Zapraszam do czytania :)



**********
Kochać  to ofiarować ko­muś ka­wałek siebie, ta część, którą skry­wamy najgłębiej,ofiaro­wiać
duszę...serce...sumienie,poz­wo­lić dot­knąć, zo­baczyć, poczuć. Nie mogłem uwierzyć,że to się stało,że leżę koło mojej ukochanego i pokazywać każdego dnia jak ja go bardzo kocham. Przez pół nocy Paris płakała i ja z Michaelem musieliśmy ją uspokojać, udało jej się zasnąć około 3:45. Obudziłam się o 6:45, gdy tylko otworzyłam moje oczy ujrzałam śpiącego obok mnie Michaela. Jeszcze spał, dotknęłam jego policzka, był gorący i pocałowałam go. Mój chłopak otworzył swoje oczy i spojrzał na mnie, nie był zadowolony z tego,że obudziłam go w taki sposób.
- Kochanie, daj mi jeszcze chwileczkę pospać.
- Wstawaj śpiochu szkoda dnia.
- Jestem zmęczony nocnym koncertem Paris.
- Niestety, nie moja wina.
- Wstanę jak dasz mi buziaka.
- Ale wyłudzasz.
- Coś za coś kotku.
- Ale nie zrobisz mnie w bambuko?
- Ja no co ty.
- Dobrze. - Złączyłam moje i Michaela usta w pocałunku. Mike wstał tak mi obiecał. I mnie przytulił, całując przy okazji moją szyję.
- Jesteś taka piękna w tej koszuli.
- Ty jesteś w całości piękny. - Obaliłam Michaela i usiadłam na jego brzuch.On mnie namiętnie całować, modliłam się, aby w tym momencie do pokoju Michaela nie weszła Paris i nie zobaczyła w nas w tamtej sytuacji.
- Ale mi się nie chcę prowadzić auta.
- To nie jedź do pracy.
- Słuchaj, a ty mnie tam podwieziesz.
- No jeszcze czego. - Oburzył się.
- A jak nie to się obrażę na ciebie i kopne cię w cztery litery.
- A ja co z tego będę miał?
- Moją wielką miłość do ciebie.
- No, nie wiem kochana.
- Proszę kociaku. - Usiadłam mu na kolana i zaczęłam całować jego szyję.
- No ok, ktoś cię zawiezie, ale wrócisz sama.
- Ty żartujesz?
- Czy ja wyglądam na takiego, który by  żartował?
- Na piechotę mam iść. - zmartwiłam się.
- Schudniesz przynajmniej. - Michaela cieszyło to, a mnie już nie. W tamtym momencie miała ochotę dać mu przez łeb.
- Nie no żartuję, bo za chwile mogę oberwać.
- Czyli ktoś po mnie przyjedzie?
- Po ciebie oczywiście.
- Ja się idę przebrać, bo jak mnie będziesz tulić to się do pracy przez ciebie.
- No dobrze. - uwolniłam się z objęć mojego ukochanego i podeszłam do walizki z moimi rzeczami. Niestety limit moich ubrań już się skończył. Podeszłam do szafy z ubraniami eks Mike'a i zabrałam z niej  spódniczkę koloru beżowego i białą koszulkę z krótkim rękawkiem. Michael poszedł do łazienki, więc chciałam się przebrać. Gdy ściągałam koszule, którą dostałam wczoraj od chłopaka, do pomieszczenia wrócił Michael.
- Wyjdź stąd! - warknęłam, nie chciałam, aby oglądał mnie praktycznie nagą. Mój chłopak wyszedł z pokoju, to był pierwszy raz, gdy na niego krzyknęłam. Przebrałam się do końca i poszłam do łazienki, w której siedział Michael.
- Co to było? - zapytał zaniepokojony.
- Przepraszam, nie chcę, abyś mnie oglądał.
- Co ci się dzieje?
- Nie ważne.
- Może chcesz zostać w domu dzisiaj?
- Nie, co ty?
- Scarlett, jeśli ci się coś dzieje zostań w domu.
- Ale mój szef....- Michael nie pozwolił mi skończyć.
- Porozmawiam z twoim szefem i załatwię ci wolne.
- Michael, ja pójdę dzisiaj do pracy.
- Ok, ale ty jesteś piękna. - Michael złapał mnie w talii i gorącą pocałował, czułam jak uginają mi się nogi.
- Wybacz, ale ja muszę teraz zrobić makijaż.
- Przecież, najpiękniej wyglądasz bez tej tapety.
- Oj tam, ale ja wiem swoje.
- No, ja idę zobaczyć  do Paris.
 - No to idź.
- Kocham cię.
- Ja ciebie mocniej. - Zrobiłam makijaż i wyszłam z łazienki, poszłam do kuchni, gdzie na stole stały talerze z przygotowanym śniadaniem dla nas. Usiadłam przy stole, czekałam aż Michael zjawi się w pomieszczeniu.
- Co z Paris? - zapytałam mojego chłopaka, gdy przyszedł do kuchni
- Śpi jeszcze, zwykle o tej godzinie jest już na nogach.
- Wiesz co nie budź jej, niech się wyśpi za nas.
- Nie będzie leniuchowania i spania do południa.
- Zostaw to dziecko. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Michael z niezadowoleniem usiadł na krześle na przeciwko mnie. Po zjedzonym śniadaniu musiałam się powoli zbierać i jechać do pracy.
- Który kierowca ze mną pojedzie?
- żaden kierowca z tobą nie pojedzie.
- No, a kto w takim razie.
- Sam osobiście cię zawiozę pod te twoje biuro.
- Oszalałeś?
- Z tego co mi jest wiadomo to jeszcze nie.
- Ale nikt cię nie rozpozna.
- Scarlett, po pierwsze nam przyciemniane szyby w aucie, a po drugie jestem też człowiekiem.
- No dobrze tylko żebyś tego później nie żałował.
- Moją żabcie trzeba zawsze podwieź.
- Ok, jedźmy już, bo o tej godzinie są już korki.
- No jasne.
- A co jak Paris się obudzi?
- To pani Lena jest jeszcze w domu. - Zabrałam moją torebkę i razem z Michaelem wyszłam pod dom, gdzie stało czarne Ferrrari Testarossa Michaela.To same auto, którym Michael jeździł w reklamie pepsi. Mój chłopak zabrał czarną fedorę i okulary przeciw słoneczne, aby mieć większą pewność, że nikt go nie rozpozna. Wsiedliśmy do tego auta i wyjechaliśmy z rancha. Po jakiejś chwili staliśmy w korku,Michael był wściekły z tego powodu.
- Dalej ludzie jedźcie!
- Michael nerwy w konserwy.
- Ale przez nich spóźnisz się o pracy.
- Uspokój się mam jeszcze 20 minut.
- no dobrze.
- Dzisiaj kończę remont Neverland.
- Przecież Neverland jest piękny.
- Ale nie widziała jaki na miałem na niego zamysł.
- Mówisz,że to będzie jeszcze ładniejsze,
- Tak, aż się normalnie nie będzie chciało z stamtąd wyjeżdżać.
- Już teraz twoja posiadłość robi wielkie wrażenie.
- Dzisiaj mają przyjść robotnicy i kończyć prace. Ogrodnik ma zasadzić resztę kwiatów.
- Widziałam,że koło strumyka stoi jakieś pomieszczenie, co tam jest?
- Planuje tam zrobić stadninę dla koni.
- Będziesz na nich jeździć? - zaśmiałam się.
- No co ty, przecież jestem na nie uczulony.
- To po co ci potrzebna jet stajnia dla koni, skoro nie będziesz na nich jeździć.
- Zawsze chciałem, aby Paris jeździła a nich.
- A nie boisz się,że ona sobie zrobi na nich krzywdę
- Na razie nie będzie jeździć.
- Jak tam chcesz.
- Widziałeś już jedziemy,a ty się denerwowałeś
- Gdzie ty w ogóle pracujesz?
- W "Money for people".
- U Adama Stevensa?
- Tak.
- Słyszałem o nim nie raz złe rzeczy.
- Nie ty jedyny. - W ciągu 10 minut dojechaliśmy pod biuro, w którym miała prace. Powiedziałam Michaelowi o której ma po mnie przyjechać. Gdy już miałam wysiadać mój chłopak mnie pocałował. Najgorsze,że na widoku publicznym. Po chwili Michael odjechał, a ja weszłam do budynku, na moje nieszczęście była uszkodzona winda. Musiałam wchodzić na 6 piętro po schodach dobrze,że miałam jeszcze 5 mnut, bo inaczej by było ze mną kiepsko. Tak mi się nie chciało wchodzić tym schodami,ale niestety musiałam. Biegłam po tych schodach, jakby to były jakieś wyścigi. Po jaki 2 minutach byłam już w moim biurze. Nie było jeszcze tam Alice, co mnie zdziwiło. Po chwili w moim biurze zjawiła się Alice.
- Też musiałaś zasuwać po tych schodach?
- Niestety.
- Chcę mieć moc latania.
- Alice.
- Co?
- Nie marudź już.
- Marudzenie jest bardzo potrzebne.
- No, a wiadomo już co jest z Justinem?
- Zwolnił się jednak.
- Widocznie nie wytrzymał.
- Też bym się zwolniła, ale nie chcę cię tu zostawiać samej. - Nagle do naszego pokoju wszedł prezes który był wyraźnie zły na coś.
- A o czym tu nasze panię rozmawiają.
- O niczym proszę pana.
- Ja mam taką nadzieje.
- Alice mamy problem z tymi klientami z Nowego Jorku.
- A ty Scarlett. Za chwilę cię widzę u mnie w gabinecie. - Mój szef wyszedł z pomieszczenia.
- Co mu się stało? - zapytałam.
- Jest na coś, lub na kogoś zły.
- Ale ja nic nie zrobiłam.
- Ja tam  wiem.
- Co ty zrobiłaś.
- Zerwałam specjalnie kontrakt z klientami z Nowego Jorku.
- Ale z drugiej strony nie wołał by mnie na dywanik.
- Może jest w ciąży. -  zaśmiałam się.
- No i buzują mu hormony.
- typowe dla mężczyzn w ciąży.
- Idę do niego, bo za chwilę mu chyba żyłka pięknie.- Udałam się do gabinetu mojego szefa, byłam ciekawa, czego on tym razem chcę od mnie. Wymieniłam się z sekretarką serdecznymi uśmiechami, po czym weszłam do gabinetu, szef siedział w stronę okna, gdy zobaczył odbicie, w którym ja wchodziłam do jego gabinetu.
- Miło mi cię widzieć.
- Mi pana również.
- Posłuchaj mnie, potrzebował bym cię do urządzenia przyjęcia za dwa tygodnie. Byś musiała tak jakby podrywać i zagadywać te grube ryby. Pokręcić tyłkiem jak będzie trzeba.
- Muszę sobie to przemyśleć.
- Zapłacę i to dobrze.
- Szefie jeżeli myślisz,że ja jestem jakąś panienką do towarzystwa, to szef grubo się myli.
- Nie, w żadnym wypadku, ale co roku nasza firma organizuje bankiet. Scarlett, ty i Alice jesteście za to wszystko odpowiedzialne za, to, aby naszym gościom się podobało.
- Teraz już rozumiem.
- To zgadzasz się?
- Tak.
- No i bardzo dobrze. Proszę tutaj są papiery do kserowania. Fajnie by było, gdybyś się z nimi zapoznała, bo możliwe,że niedługo dostaniesz klienta.
- Dobrze.
- To dalej bierz się do pracy. Do godziny 12:30 chcę mieć to z powrotem.
- Jasne, szefie. - Opuściłam gabinet i poszłam do pokoju w którym stała kopiarka. Zaczęłam wszystkie kartki kserować, miałam ich do kserowania około 1000. Zajęło mi to około 3 godzin. Natychmiast zaniosłam kserowane kartki do prezesa. Był dla mnie taki miły, nie wiedziałam czy to czasami nie oznacza tego,że ja mu się podobam i może mi zrobić krzywdę. Wróciłam do mojego biura, gdzie nie było Alice zdziwiło mnie, ale nie zwróciłam na to szczególnej uwagi. Zrobiłam sobie kawę i chwyciłam mój telefon. Napisałam SMS-a do Michaela.
- Kocham cię <3.
- Ja ciebie też. A y czasem papierkowymi rzeczami zajmować nie powinnaś.
- Przerwę mam.
- Ah te kobiety, cały czas w telefonie szperają.
- Jesteś mężczyzną, wiec zamilcz.
- Ale ja swoje wiem.?
- Przyjedziesz po mnie o 14?
- Nie wiem muszę się jeszcze zastanowić.
- Kochaniem, proszę.
- No dobrze.
- Całusa potem dostaniesz.
- Już się nie mogę się doczekać. - Nagle do mojego biura weszła Alice. Spojrzała na mnie, jakbym właśnie odkopywała jakiś skarb.
- Co robisz?
- Sprawdzam coś.
- Zgaduje,że piszesz z Jacksonem.
- Wiesz kochana, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Ale zgadłam.
- Tak.
- To ty z nim chodzisz?
- Może...
- Scarlett powiedz mi, ja nikomu nie powiem.
- Na pewno.
- Na pewno.
- Ok, ale jak to wyjdzie na światło dzienne to chyba zabije.
- Dalej mów.
- Tak jestem z nim w związku, tylko nie chcę, aby media się o tym dowiedziały, bo będę mieć piekło.
- Jasne, czyli ten ktoś kto cię przywiózł to Jackson?
- Tak, a widziałam to.
- Widziałam,że kogoś całowałaś.
- Nie muszę się chyba tłumaczyć z mojego związku.
- Tak, jasne.- Alice poszła zaparzyć kawę. Gadałyśmy jeszcze przez godzinę o naszych sprawach. Dzięki temu dowiedziałyśmy się więcej o sobie. Gdy miałyśmy wychodzić z naszego biura, podeszłam do okna, aby zobaczyć czy Michael po mnie przyjechał.  Spostrzegłam czarne ferrari, w którym siedział Michael. Zawołała, do siebie Alice, aby pokazać jej auto mojego chłopaka.
- Alice, chodź na chwilę.
- Co się dzieje?
- Widzisz tamte czarne auto?
- Które?
- Te ferrari które stoi na parkingu.
- Aha,ale zajefajne. Przecież takie auto kosztuje z 2  miliony dolarów.
- Tak się składa,że to jest auto Michaela.
- Nie wiedziałam,że artysta światowej skali może jeździć tak po prostu po ulicach.
- Michael, musi uważać na siebie, każdy nawet najmniejszy nie właściwy ruch może spowodować to, że media go rozszarpią.
- A nie boi się tego,że go jego fani zaatakują?
- Przecież on ich kocha nad całe życie.
- Już idź do niego, bo on jeszcze ci odjedzie.
- Miałam właśnie wychodzić. - Opuściłyśmy nasze biuro i skierowałyśmy się w kierunku schodów. Po jakiejś chwili byłyśmy już na dole i rozeszłyśmy się w dwie różne strony. Ona skierowała się do swojego auta, a ja udałam się do w kierunku samochodu Michaela. Gdy wsiadłam ujrzałam mojego chłopaka uśmiechającego się głupowato do mnie. Wiedziałam,że on coś kombinuje.

*********
Mówią się,że miłością należy darzyć każdego, nawet tego, który ci wyrządził krzywdę. Niby to jest prawda, ale niektórych zadanych ran nigdy się nie wymaże. Scarlett była tym moim odkupieniem, które miało ze mnie uczynić szczęśliwego człowieka. Przez ten okres w którym znam, czuje się jakbym był w niebie.Gdy powróciłem do mojej krainy Paris jeszcze spała. Przyjechali pracownicy, którzy mieli instalować między innymi tory na których będzie jeździć kolejka. Ma zostać dzisiaj zakończona budowa wesołego miasteczka i wioski indiańskiej.Przyjechał również ogrodnik, który miał zasadzić kwiatowy zegar w okolicy mojego domu. Za jakiś czas mają przyjechać konie ale do tego czasu trzeba będzie urządzić stajnie dla nich. Czekałem na to, aby ponownie oprowadzić po moim nowym Neverlandzie Scarlett. Między innymi po zoo, do którego miały przyjechać reszta zwierząt. W moim zoo było już  kilka zwierząt, na przykład Bubbles, moje lamy Louie i Lola, niedźwiadek, try białe rzadkie tygrysy , a także słoń o imieniu Gypsy, którego dostałem w prezencie od Elizabeth Taylor. Można tam również było ujrzeć pająka tarantule, którego nazwałem  Blackula. Postanowiłem iść do domu i nie przeszkadzać robotnikom w pracy, udałem się do salonu, włączyłem telewizor, co robiłem bardzo rzadko i włączyłem na jakiś kanał. Akurat leciał na nim jakiś dokument o  losie dzieci w Afryce. Gdy to oglądałem w oczach miałem łzy. Do głowy przyszedł mi pomysł na nową piosenkę, pobiegłem go mojej sypialni. Chwyciłem do ręki kartkę, długopis i dyktafon. Po jakiś trzech godzinach miałem już napisaną pierwszą zwrotkę i refren.


There's a place in your heart
And I know that it is love
And this place could be much
Brighter than tomorrow
And if you really try
You'll find there's no need to cry
In this place you'll feel
There's no hurt or sorrow
There are ways to get there
If you care enough for the living
Make a little space
Make a better place
Heal the world
Make it a better place
For you and for me
And the entire human race
There are people dying
If you care enough for the living
Make it a better place
For you and for me

Chciałem napisać całą piosenkę ale stwierdziłem,że dokończę ją później. Nagle w mojej sypialni otworzyły się drzwi, a w nich pojawiła moja córeczka. Podeszła do mnie i przytuliła się.
- Wyspałaś się kochanie?
- Nie tatusiu, boli mnie główka.
- Ojej,moja bidulka.
- Tatusiu, gdzie jest Scarlett?
- Scarlett pojechała do pracy.
- A kiedy przyjedzie?
- Za 4 godziny słoneczko.
- Tatusiu nudzę się.
- A, co byś chciała robić?
- Ja chcę iść na dwór.
- Nie możemy kochanie. - Paris zaczęła płakać na wieść o tym,że nie może wyjść an dwór.
- Dlaczego?
- Bo masz te plamki, kochanie. 
- Ale ja chcę iść do wesołego miasteczka.
- Misiu, wyjdziemy na świeże powietrze jak tylko będziesz zdrowa.
- A co z wesołym miasteczkiem.
- Pójdziemy tam, wtedy wszystko będzie gotowe dla ciebie.
- Jesteś kochany tatusiu.
- Idziemy grać w monopol?
 - Tak. - Wyszliśmy z moje sypialni i skierowaliśmy się do pokoju Paris, gdzie na szafce leżała gra. Usiedliśmy na łóżeczku mojej córki. Graliśmy sobie tak przez 45 minut,dawałem małej fory, aby nie było jej przykro,że przegrała. Gdybym miał tak grać z Scarlett to wiadomo,że by ją ograł. 
- Widzisz znowu przegrałem. - powiedziałem do mojej córki.
- Tatusiu, ja teraz jestem mistrzynią.
- Uczeń stał się lepszy od mistrza, aż się łza w oku kręci.
- Tatusiu, nie płacz. - Nagle do drzwi pokoju mojego dziecka ktoś zapukał. Był to mój ochroniarz Bill. Pozwoliłem mu wejść.
- Szefie przyjechały zwierzaki.
- Ok, ja już tam idę. - Bill wyszedł z pomieszczenia.
- Paris, tatuś musi na chwilę iść na dwór, za chwile wrócę.
- Dobrze. - Wyszedłem przed mój dom, gdzie stała ciężarówka pełna egzotycznych zwierząt. Przyjechały zamówione przez mnie węże, trzy aligatory, żyrafa, kilka jaszczurek, a także jeden szympans o imieniu Alex, przynajmniej Bubbles by nie był już sam, w swoim świecie. Obserwowałem uważnie jak kilkoro ludzi zabiera klatki ze zwierzakami do pobliskiego zoo. Po jakiś dwóch kwadransach wszystkie zwierzaki były już w swoich klatkach. Modliłem się o to, aby Alex polubił Bubblesa, w końcu byli tego samego gatunku, a także płci. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę 11:30. Wróciłem do Paris, której wróciła gorączka, kazałem jej iść do swojego pokoiku i położyć do swojego łóżeczka. Siedziałem przy mojej córce, gdy nagle w kieszeni od spodni poczułem wibracje, był to mój telefon, dzwonił Frank.
- Słucham.
- Halo, Michael dzwonie w sprawie tego spotkania z pepsi.
- Frank, możemy o tym porozmawiać później?
- Masz natychmiat przyjechać, bo za tobą czekają.
- Kto?
- Ludzie z pepsi za tobą czekają w sprawie trasy musimy porozmawiać.
- Nie mogę przyjechać, opiekuje się Paris.
- Michael nie interesuje mnie to. Masz natychmiast przyjechać, bo liczy się teraz twoja trasa i możliwe,że kariera.
- Jak to taki poważne to ja już wyjeżdżam.
- Ok. Do zobaczenia.
- Na razie. - wyłączyłem mój telefon. Byłem strasznie wściekły na mojego menadżera, wiedział doskonale,że moje dziecko jesy chore i ja się teraz mu całemu poświece, nie wybaczył bym sobie, gdyby Paris coś się stało podczas mojej nieobecności. Pochyliłem się nad spiącą Paris i dałem jej całusa w czółko. Poinformowałem panią Lene,że ja wyjeżdżam i teraz ona musi się zaopiekować Paris. Poszedłem do mojego czarnego ferrari i sam pojechałem do miasta. Obyło się bez korków i w przeciągu 25 minut byłem już na miejscu. Przed siedzibą Pepsi czekał już na mnie Frank Dileo, był zadolony gdy mnie zobaczył. Weszliśmy razem do małego pomieszczenia, gdzie przez prawie godzine rozmawialiśmy. Gdy omawialiśmy początkową cześć trasy ja wziąłem w rekę mój telefon i napisałem sms-a do Scarlett, ta mi odpisała. Na moje zachowanie zareagował Quincy, który również był obecny na tym spotkaniu
- Michael zostaw ten telefon.
- Przepraszam.
- Potem popisesz ze swoją dziewczyną.
- Ona nie jest moją dziewczyną.
- Nie uciekaj przedtym, bo w końcu i tak tego ulegniesz. - Odpowiedzial mi moj producent.  Jeszcze tak rozmawialiśmy przez prawie półtora godziny. Gdy opuszciłem siedziebe pepsi natychmiast pognałem do mojego samochodu, chciałem jedynie już być przed biurem , w którym pracuje Scarlett. Gdybym się spóźnił, moja ukochan by pomyślała,że ja zapomniałe, czasem o niej. Na pewno by się za to n mnie obraziła. Wyjechałem spod siedziby firmy, która ma mi pomóc w organizacji "Bad World Tour". Niestety jak to w dużym mieście utknąłem w korku. Udało mi się podjechać pod firme, 5 minut przed zakończenem pracy przez Scarlett. Odczekałem chwile, ucieszyłem się gdy ujrzałem moją dziewczyne. Gdy wsiadła do mojego auta uśmiechnąłem się.
- Mam coś na twarzy?
- Nie, ale jesteś taka piękna.
- O co ci chodzi?
- Ja tak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też misiu.
- Pamiętasz o całusie?
- Jakim całusie?
- Tym którego mi obiecałaś.
- Ale ty jesteś pamiętliwy.
- No wiem, a teraz dawaj mi buzi.
- No dobrze. - Scarlett połączyłaa nasze wargi w krótkim pocałunku. Odwzajemniłem go z równą miłością, przedłużając go. Po cheili odjehaliśmy z parkingu i udaliśmy się w drogę do Neverlandu. Pojechałem autostrafą, niby to była dłuższa droga, ale mogliśmy ominąć te wszystkie korki. Jechaliśmy jeszcze około 25 mibut, przehechałem złotą bramę z napisen neverland. Scarlett podziwiała te wszystkie rzeczy instalowane przez pracowników.
- To wszystko jest twoje?
- Tak, a jeśli będziesz chciała może być do twojwj dspozycji.
-Pójdziemy do zoo, do Bubblesa?
- Tak jasne, piznasz przy okazji jeszcze inne zwierzaki.
- O widzę, że pan Jackson ma upodobanie do hodowania egzotycznych zwierząt
- Widzisz panno Swift, tutaj nie ma opcji, aby zachowywać dię jak dorosły.
- no i fajnie. - dojechaliśmy pod mój dom. Scarlett xobaczyła ogridnika, który kończył już kwiatowy zegar, moaj ukochana z wrażeniem podziwiała to cudo.
- Jest piękny.
- Viesze się,że ci się podoba.
- Wow. - weszliśmy do domu, pani Lena poinformowała nas, że w salonie ktoś czeka na mnie. ie miełem pojęcia kto to, skierowałem się z moją ukochaną  do dużego pokoju, aby powitać niezapowiedzianego gścia. Byliśmy w szoku, gsy ujrzeliśmy siedzącą na kanapie Caroline.
- Co ty robisz? - zapttałem moją byłą żone.
- Przyjechałam, aby zpbaczyć co się dzieje.
- Dlaczego mnir nie poinformowałaś,że przyjedziesz?
- To jest moja sprawa kiedy i gdzie odwiedzam moje dziecko.
- Oczywiście, sle na następny raz mnie informuj, gdy masz zamiar spotkać się z Paris.
- Jackson, tutaj masz papiery i lepiej sla xiwbie, abyś je podpisał. - Przejrzałem kartkę, którą dpstałen od mojej byłrj żony. Caroline chciała, aby Paris była tylko i wyłącznie pod jej opieką i żeny ja do niej miagraniczone prawa. Ja bym nie mógł jej oddać, nie wytrzymał bym bez niej.
- Nie podpisze tego.
- dlaczego?
- Ja ci nie oddam tak łatwo nie oddam.
- A założymy się.
- Kobieto ja się nią zajmuje od zawsze, ty nigdy nie miałasz dla niej czasu!
- A skąd wiesz, że to jest twoja córka?
- Bo jest, to jej wymieniałem pieluchy, uczyłem ją hodzić i mówić, gdy ty traciłś czas na imprezach.
- Ale uwierz, ja miałam nie jednego, gdy byłam z tobą w związku.
- żartujesz?
-a jak myślisz?
- Jak ty możesz tak ranić Michaela? - odezwała się Scarlett.
- Zamknij się gówniarą.
- Ładnie się zajmujesz Paris, co jakby się jej coś stało? - Powiedziała Caroline
- Wybacz musiałem coś załatwić na mieście.
- Chyba pobrzykać się z tą wywłoką.
- Nie pozwalaj sobie jędzą. - Scarlett podeszła do Caroline i wpatrywała się jej głęboko w oczy.
- Wiedziałam,że to prawda z tym,że jesteście razen. Życzę ci powodzenia na nowej drodze życia. Ostrzegam cię Michael jest beznadziejny w łóżku. - Scarlett puściły nerwy i nim się obejrzałem to moja dziewczyna uderzyła moją eks-żone w policzek. Myślałem, że Scarlett za chwile rzuci się na Caroline. Podszedłem do Scarlett i chwyciłem ją, aby nie zrobiła krzywdy mojej byłej żonie.
- Pożałujecie tego, obydwoje! - zagroziła matka mojego dziecka.
- Wyjdź stąd Caroline! -moja była żona wyszła z mojego domu. Byłem zszokowany, nigdy nie widziałem tyle złości w Scarlett. Dobrze,że tego nie widziała moja córka bo mogło by to pozostać w jej pamięci na długo.
*********
Czasem w życiu są takie momenty,że żaden wulgaryzm nie jest w stanie wyrazić tego co czujemy.
Wtedy robimy takie rzeczy których możemy potem gorzko żałować. Zrobiło mi się wiec lżej na sercu, gdy uderzyłam Caroline. Nigdy nie byłam za używaniem przemocy w stosunku do kogoś, ale ona przesadziła w tej chwili. Co ją interesowało to co ja robię  z Michaelem? W końcu nei była juz jego żoną. Żaden człowiek, nawet taki o stalowych nie wytrzymałby, gdyby przy nim obrażaną ważną dla niego osobę. Miałam gdzieś wszelkie konsekwencje,ale najważniejsze dla mnie było wtedy,żę Caroline dostała za swoje. Nie obchodziło mnie to czy Michael będzie na mnie zły. aj to zrobiłam, aby ona przestała wchodzić  z butami w jego życie. Widziałam zdziwienie na twarzy mojego chłopaka, po chwili mnie puścił.
- Scarlett co ty robisz?!
- To co musiałam.
- Proszę nie bij więcej matki mojego dziecka.
- Michael nie mogłam tego tak pozostawić. Słyszałeś co ona mówiła o tobie?
- Tak, ale misiu nie rób tego więcej.
- Przepraszam poniosło mnie.
- Ale nie rób tak więcej bo pomyśle,że jesteś o mnie zazdrosna.
- O ciebie?
- A co już ja się tobie nie podobam. - Michael zaczął całować moją szyję.
- Podobasz,ale odczep się od mnie, bo jeszcze ktoś zobaczy i potem będzie nie fajnie.
- Oj tam.
- Idę zobaczyć co się dzieje z Paris.
- Na pewno śpi. - Weszłam Michael do pokoju jego córeczki , która spała w swoim łóżeczku. Wyglądała tak słodko, szkoda,że nie miałam przy sobie aparatu.
- Zeszła jej temperatura?
- Tak troszkę.
- A jadła już lekarstwa?
- Popołudniu jeszcze nie.
- To na co czekasz budź ją.
- Dobra. - Usiadłam na łóżeczku Paris i obserwowałam jak Michael próbuje ją obudzić.
- Paris budź się. - Mój chłopak szturchał małą, ta była zdziwiona i nie wiedziała co się dzieje.
- Tatusiu, gdzie jest Scarlett?
- Tutaj jestem kochanie. - powiedziałam, Paris była bardzo szczęśliwa gdy mnie zobaczyła.
- Pora na leki kochanie.
- Tata, ja nie chcę. One są nie dobre.
- Ale musisz je brać, aby potem być zdrowa.
- No dobrze. - Mała zabrała lekarstwa pomimo swojego sprzeciwu i wstała z łóżeczka. Poszliśmy w trójkę do salonu, gdzie Michael puścił małej jakieś bajki, oglądaliśmy wszystko około 4 godzin. Próbowaliśmy nie pokazywać przed małą,że jesteśmy razem, ponieważ nie chcieliśmy, aby zrozumiała to źle i była tak trochę zazdrosna. Gdy skończyliśmy seans, Paris poszła do swojego pokoju, aby pobawić się swoim domkiem z lalkami. Ja z Michaelem wymknęłam się z domu, ten chciał mi pokazać, swój odnowiony Neverland. Wyszliśmy na dwór i skierowaliśmy się w kierunku Zoo, wszystkie zwierzęta tam były takie cudne. Michael początkowo otworzył klatkę w której był Bubbles, którego poznałam już wcześniej,a także jeszcze jeden szympans, którego Michael "dokupił".
- Cześć Bubbles. - szympans podał mi swoją łapkę. Michael był zafascynowany tym jaką relacje nawiązałam z jego ulubieńcem.
- To wy się znacie?
- Tak, Paris mi go przedstawiła.
- A to jest mała spryciula.
- No, a widzę,że twój szympans ma przyjaciela.
- Tak, to jest Alex. -  druga małpa do mnie podeszła i zaczęła mnie obwąchiwać. Uznałam to za przezabawne.
- Witaj Alex. - podałam dłoń szympansowi, ale ten się jej po prostu bał.
- Alex przywitaj się. - powiedział Michael. Szympans po przemyślenu podał mi swoją łpke i ruszał swoją mordką, jakby chciał  powiedzieć mi rówbnież jest miło.
- Pokaże ci coś. - Michael chwyvił mnie za rękę i podeszliśny do terarium, z którego wyjął jakiegoś pająka. Strasznie się ich bałam.
- odejdź z tym od mnie!
- Uspokój się to tylko pająk.
- Który może mnie zabić.
- On jest słodki, jak ty mu nic nie zrobisz, to on nie zrobi nic tobie.
- Chcesz go dotknąć?
- Wolała bym nie.
-Dlaczego?
- Bo się boję.
- Ale jak teraz się nie przestaniesz bać to nie przestaniesz już nigdy.
- Ok,daj mi go.
- Nie będziesz panikować?
- Obiwcuje,że postaram się nie bać.
- Daję ci go teraz. - Michael położył na moich dłoniach pająka. Był nawet słodki, nie woem sama dlaczego się go bałam. Oddałam mojemu ukochanemu jego zwięrzaka i zajęłam się innymi. Nasze zwiedzanie mini zoo i zabawa z jego mieszkańcani zajęła nam około półtora godziny. Po wycieczce po zo wybraliśmy się do wesołego miasteczka, które tak mi się spodobało. Na początek weszliśmy na karuzelez której było można usłyszeć muzykę jlasyczną. Karuzela miała niezwykło nazwę wiadro wymiocin, którą wymislił Mike .Nie mam pojęcia, dlaczego ja się na to zgodziłam. Po jednej przejażdce miałam już dosyć, nie dość,że kręciło mi się w głowie, to mały włos nie zmymiotowałam. Teraz już się nue dziwie skąd ta nazwa. Obiecuje sobie,że już nigdy nie wsiode na tą karuzele. Pi tej niezwykłej przejażdce udałam się z Mivhaelem na diabielski młyn. Jeden obrót na nim trwał około 15 minut. Michael pomógł mi wejść. Powoli wbijaliśmy się na góre. Podziwiałam piękną panorame Los angeles, nad którym był już zachód słońca.
- Mówiłem już kiedyś,że ja cię tak bardzo kocham.
- Tak nie raz słyszałam te słowa z twoich ust.
- Nawet, nie wiesz ile ja na ciebie czekałem.
- opiero teraz zrozumiał czym jest prawdzowa miłość.
- Nawet ja przy Caroline nie czułem tego co czuje teraz do ciebie.
- Nie przypominaj mi nawet o niej.
- Postaram się.
- Dasz mi buzi?
- Oczywiście, jeatem cały do twojej dyspozycji. - Michael zatopił się w moich ustach, ja też nie pozostałam mu dłużna. To właśnie on mnie uszczęśliwił mnie. Jeszcze niecałe pół roku temu nie pomyślałabym,że będę jeszcze będę szczęśliwa u boku jakiegoś mężczyzny. Gdy Max mnie porzucił to już nie wierzyłam w prawdziwą miłość, ale jednak cuda się czasem zdarzają i ja teraz wierze.
**********
PS: I jak. Mam nadzieje,że się podobało.

niedziela, 30 października 2016

She's Out Of My Life - Rozdział 14

Cześć moje miśki!
Powracam do was z kolejną notką. Rozdział miał być dodany we wtorek, ale Blogger mnie najwyraźniej nie lubi. Było wszystko cacy i nagle mi usunęło, uwierzcie jaka byłam wtedy zła. Przechodząc do rzeczy, nie jestem zadowolona z tego posta, ale mam nadzieje,że wam się spodoba. Teraz wielka prośba do wszystkich anonimowców. Proszę o nawet najkrótszy komentarz, nawet nie wecie ile to potem daję radochy. Zapraszam do czytania :)




**********
Powiedz coś głośno, jeśli to wszystko naprawdę. Miałam na prawdę taką ochotę, powiedzieć wszystko Michaelowi o moim uczuciu, jakie do niego darzyłam. Dzisiaj wraca z Londynu, kiedy przyjedzie na rancho spróbuje z nim porozmawiać i powiedzieć o wszystkim. Mam nadzieję,że mnie wysłucha. Wstawiam specjalnie o 6 rano, aby mieć pewność,że zrobię wszystko na czas i spóźnię się do roboty. Wstałam po cichutku, aby nie obudzić śpiącej obok Paris. nadepnęłam na coś. Mała otworzyła swoje niebiesko oczka i chwile na mnie popatrzała.
- Śpij jeszcze aniołku.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni, połóż się, bo potem będziesz śpiąca.
- Dobrze. - Paris, położyła swoją główkę na poduszkę  próbowała znowu zasnąć. Nie było jeszcze pani Leny, więc chciałam sobie zrobić kawy.  Wyjęłam z Szafki pudełko z kawą w środku. Nagrzałam wodę, kiedy już się zagotowała chciałam nalać gorącą ciecz do wody, stał się pech. Elektryczny czajnik był tak ciężki,że ledwo co mogłam go udźwignąć, troszkę gorącej wody spadło na moją dłoń. Szybko poleciałam do łazienki, aby znaleźć jakiś bandaż i jakiś krem łagodzący. W apteczce znalazłam wszystko czego potrzebowałam. Nasmarowałam sobie rękę,na której po wychodziły już małe bąbelki. Po chwili owinęłam sobie rękę opaską elastyczną. Wróciłam do kuchni, nagle usłyszałam krzyk Paris.
- Scarlett! - natychmiast pobiegłam do sypialni Michaela, na łóżku siedziała zapłakana dziewczynka.
- Co się dzieje? - Usiadłam na łóżku obok małej, położyłam dłoń na jej czole, było gorące. Zobaczyłam,że małej na buzi i nosku powychodziły jakieś krostki. Wiedziałam, jedno, to były objawy ospy wietrznej, musiałam zadzwonić do Michaela. Chwyciłam mój telefon w rękę i wybrałam numer do Mike'a. Ten jednak nie odbierał telefonu, na pewno jeszcze śpi. Postanowiłam zadzwonić do Janet i poprosić ją, aby została z małą, wybrałam do niej numer, miałam to gdzieś czy śpi, najważniejsza w tej chwili była Paris. Wybrałam numer do mojej przyjaciółki. Po chwili usłyszałam jej głos.
- Oszalałaś, jest szósta rano człowieku!
- Przepraszam, musisz natychmiast przyjechać do Neverlandu.
- Co się stało?
- Musisz przypilnować Paris.
- Co jest z moją bratanicą?
- Mała najprawdopodobniej ma ospę.
- Ok, niedługo będę.
- Dobra, bo niedługo muszę jechać do pracy.- rozłączyłam się, musiałam teraz pilnować, aby malutka nie drapała krostek. Niestety małą tą zaczęło swędzieć i zaczęła się drapać, ja natychmiast do niej podleciałam i chwyciłam za rączkę.
- Paris, nie drap się.
- Ale to mnie swędzi.
- Rozumiem,ale później mogą ci zostać ślady.
- No to co?
- To,że będziesz później z tego nie zadowolona.
- Scarlett, brzuszek i główka mnie boli.
- Oj, moja malutka. Każdy musi kiedyś przejść ospę
- A ty, też ją miałaś?
- Tak, straszne to było.
- A tatuś też miał?
- Wiesz, nie wiem, musisz sama o to go zapytać.
- Dobrze.
- Paris, ja za chwilkę pojadę do pracy. - nie skończyłam, ponieważ w słowo weszła mi mała.
- A kto ze mną zostanie?
- Ciocia Janet niedługo przyjedzie i z tobą zostanie.
- Super.
- Dzisiaj tata przylatuje.
- Ale ja się za nim stęskniłam.
- Wiesz,że nie będziesz mogła wychodzić na dwór.
- Dlaczego?
- Bo możesz jeszcze zarazić inne dzieci, albo jeszcze gorzej.
- Szkoda.'
- Ale będzie tata i na pewno coś wymyśli.
- Z tatusiem zawsze jest fajnie
- Idziesz ze mną do salonu.
-  Tak.
- To chodź. - Paris poszła za mną do salonu i położyła się na kanapie, ja włączyłam telewizor, chciałam włączyć jej bajki. Włączyłam małej jakąś bajkę, przez chwilę oglądałyśmy, potem małej znudziło się to. Kazała mi przełączyć, ja chwyciłam pilot. Włączyłam na MTV, akurat leciało na "Say Say Say", Ja razem z Paris zaczęłyśmy głośnio śpiewać. Nie zauważyłyśmy jak do pomieszczenia weszła Janet.
- Moje uszy!
- Ciocia Janet. - Paris podeszła do mojej przyjaciółki i ją przytuliła.
- Moja Biedulą, co ci się stało?
- To mi wyszło dzisiaj na buzi. Strasznie drapie.
- tylko nie drap.
- To jest niemożliwe.
- Rozumiem cię Misiu. - Janet podeszła do mnie, aby się przywitać. Kobieta przytuliła mnie.
- Jak ci się udało tak szybko dojechać?
- Mam swoje sposoby. Chcesz wiedzie jakie?
- Wolała bym nie wiedzieć.
- Oj chciałabyś wiedzieć.
- To dawaj.
- Mam syrenę policyjną w samochodzie, no i zawsze jak jestem w korku to ją włączam i jadę.
- Nie boli cię czasem głowa.
- To ty mi  sugerujesz?
-To,że już widzę twoją minę jakby cię policja zatrzymała.
- Ale co ty w tym widzisz złego?
- Chyba lepiej już lepiej postać, niż robić głupków z tych ludzi, którzy stoją.
- Mi się to podoba, a to,że zjeżdżają mi z drogi to nie ich wina.
- Oj zobaczysz jeszcze. Karma kiedyś wróci.
- Mam gdzieś tą twoją karmę, ja jestem kowalem swojego losu.
- Idę się przebrać nie pojadę do pracy w piżamie.
- Dobrze, tylko jak nie wrócisz po 5 minutach to ja idę tam sprawdzić co z tobą.
- Nie mam pięciu lat. - Poszłam do pokoju Michaela, aby zabrać potrzebne rzeczy. Wzięłam do rak
wszystkie potrzebne mi rzeczy. Ubrałam na siebie moje ulubione dżinsy, jakiś T-Shirt i zwykłe trampki, chciałam zrobić zrobić sobie krótką przerwę od butów na wysokim obcasie. Związałam włosy w jedną kitkę oraz zrobiłam makijaż. Po chwili wyszłam do mojej przyjaciółki i Paris.
- Zostawiasz mnie? - spytała mnie ze smutkiem w głosie Paris.
- Postaram się wyjść wcześnie.
- A kiedy przyjedzie tatuś?
- Nie wiem kochanie, nie mogę się do niego dodzwonić.
- Chyba mnie nie zostawi?
- No co ty. On by raczej się zabił, niż ciebie zostawię.
- Ja już muszę jechać. - Paris mnie przytuliła.
- Kocham cię, Scarlett. - Mała powiedziała mi to na ucho, zrobiło mi się na serduszku ciepło.
- Ja też myszką. - Wzięłam w ręce moją torebkę i kluczę do samochodu, podeszłam do Janet.
- Posłuchaj mnie ja już muszę jechać.
- Dlaczego nie zrobisz tak jak ja?
- Nie dziękuje, ja postoję dobrze mi to zrobi.
- Twoja decyzja.
- Posłuchaj, weź zabierz Paris do lekarza, i kup jej lekarstwa.
- Michael ma swojego prywatnego, tylko nie pamiętam numeru.
- On nie odbiera, to nie powie.
- Mamy problem.
- Spróbuj małej obniżyć temperaturę i zrób coś, aby się nie drapała.
- Jasne.
- Jak będę w robocie, to spróbuje się do Michaela zadzwonić.
- Ok, uciekaj bo się spóźnisz.
- zapytam czy mogę o 12 wyjść.
- Dobrze.
- Ok, ja już jadę na razie. - Pożegnałam się z moją Przyjaciółką i pognałam do mojego auta. Była godzina 6:50. Odpaliłam mego grata i wyjechałam z Neverlandu. Mogłam się spodziewać,że będę musiała postać w korku i się nie myliłam. Komuś wysiadło auto i stałam około 50 minut w korku, po czym ruszyłam z powrotem. Ze spokojem podjechałam pod firmę, po czym wjechałam windą na moje piętro. W moim biurze była już Alice, Justina jeszcze nie było. Zwykle o tej godzinie już był w biurze. Przywitałam się z Alice i się wypakowałam. Po chwili do naszego pokoju zapukał pan prezes.
- Dzień dobry, panie.
- Gdzie jest Justin?
- Przez następne kilka dni go nie będzie.
- Stało się coś? - Zapytałam mojego szefa.
- sprawy osobiste.
- Ok.
- Scarlett, przyjdź proszę do mojego gabinetu za chwilę.
- Oczywiście. -  Prezes wyszedł z naszego gabinetu.
- Jestem ciekawa, co się stało Justin'owi.
- Chyba się zwolnił.
- Po 5 latach?
- Rozmawiałam z nim. Podobno dostał propozycję pracy za większa stawkę od konkurencyjnej firmy.
- Przecież on by tak wszystkiego nie rzucił
- Od kilku tygodni, był w kłótni z naszym szefem.
-  To, to jest jakiś powód.
- Ten człowiek przechodzi samego siebie. Dziwię się, dlaczego on jest dla ciebie taki miły?
- Może mnie polubił?
- Może, on zwykle jest bardzo oziębły dla nowych pracowników.
- Ja już do niego idę, żeby nie było. - Wyszłam z naszego biura i skierowałam się w stronę mojego szefa. przywitałam się z sekretarką. Zapukałam w drzwi, po krótkiej chwili weszłam do pomieszczenia. Mój szef jak zwykle był uśmiechnięty i nastawiony mile do mojej osoby.
- Szefie, mam sprawę.
- Słucham cię.
- Czy mogłam bym wyjść dzisiaj wcześniej?
- Oczywiście, a co się stało?
- Córka mojego przyjaciela się rozchorowała i ja muszę się nią zaopiekować.
- Odpracujesz to?
- Możesz mi za to zabrać z pensji.
- No dobrze.
- Co muszę dzisiaj zrobić.
- Pieczątkowanie faktur.
- Oczywiście.
- Podejdź do tego stołka tam leży teczka z papierami. - Podeszłam do tego stołu i się schyliłam. Mój szef podszedł do mnie od tyłu i klepnął mnie w tyłek. Próbowałam się powstrzymać od tego, aby go spoliczkować, czy coś mu powiedzieć. Wiedziałam,że gdybym to zrobiła nie było by już tak dobrze. Zaczerwieniłam się, było mi strasznie głupio.
- Proszę więcej tego nie robić. - skarciłam mojego szefa, podnosząc lekko na niego głos.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało. - Wyszłam z biura mojego szefa i wróciłam do mojego biura. Nie było tam Alice. Zanim zabrałam się do Pracy,chwyciłam w rękę mój telefon, próbowałam zadzwonić ponownie do Michaela. Ten nawet nie odbierał.
- W ten kudłaty łeb od mnie dostaniesz! Masz natychmiast przylecieć do Los Angeles. Twoja córka się rozchorowała, a ty nawet nie odbierasz. Zadzwoń do mnie jak to odsłuchasz. - Odłożyłam mój telefon. Do biura wróciła moja współpracowniczka.
- Nie denerwuj się, bo to szkodzi urodzie. - powiedziała do mnie kobieta.
- Mam powód.
- Co się dzieje?
-Paris dostała ospę, a ten baran, który siedzi w Londynie nie odbiera od mnie telefonu.
- Kochana, meżczyzni już tacy są i nic tego nie zrobić.
- Niestety, a właśnie, ja bym musiała wyjść o 12. do domu.
- Poradzę sobie sama.
- Na pewno.
- Nie raz zostawałam sama w biurze.
- Ok, ja mam do steplowania prawie 600 kartek.
- Zdążysz przez te kilka godzin?
- Zdążę, jeszcze mu tą teczkę w twarz rzucę.
- Ok, ja już ci nie przeszkadzam w tym wszystkim. - Zajęłam się już moją pracą, w ciągu następnych 3 godzin i 45 minut na wszystkich kartkach był już stepel firmy. Poszłam zanieść teczkę z papierami do mojego szefa. Zapukałam i weszłam do gabinetu. Położyłam teczkę na stolę prezesa.
- Ja już wychodzę.
- Oczywiście Scarlett. Ja bym chciał cię przeprosić.
- Nic się nie stało, tylko wolałabym, gdybyś tak więcej nie robił.
- Postaram się.
- Dobrze, ja już idę się ubierać i wychodzę.
- Oczywiście. - Wróciłam do swojego biura. Spakowałam się i pożegnałam z Alice, w ciągu kilku następnych minut byłam już przy moim samochodzie. Chciałam jak najszybciej się dostać do Neverland, ale po drodze natknęło mnie, aby wstąpić do apteki. Podjechałam na parking i wysiadłam z auta, nałożyłam chustę na głowę i okulary słoneczne, pomimo tego,że nie świeciło słońce, aby nie mnie nikt nie rozpoznał. Weszłam do apteki i podeszłam do okienka, kobieta w środku dziwiła się, że mam okulary założone, ale nie zwróciła na to większej uwagi. Zakupiłam jakieś słabe tabletki przeciw bólowe i  jedwabne rękawiczki, aby mała, aż tak bardzo nie cierpiała z powodu ospy. Wyszłam z budynku i ponownie wsiadłam do mojego auta, ruszyłam z powrotem w trasę, ale niestety musiałam utknąć w korku, stałam pół godziny, przez ten czas nieźle się wnerwiłam, ponieważ chciałam się jak najszybciej dostać  do małej Paris. Gdy udało mi się ruszyć, dużo przyspieszyłam, nigdy nie jeździłam, aż tak szybko. Nie zauważyłam radiowozu policyjnego, ale on mnie zauważył. Ruszył za mną i kazał mi zjechać na pobocze, zrobiłam to, o co mnie prosili.Założyłam okulary i otworzyłam okno, a do niego podszedł policjant.
- Dzień dobry. - powiedziałam, aby poprawić swoją marną sytuacją.
- Nie wiem proszę pani, czy taki dobry.
- Za szybko, pojechałam.
- Muszę spisać pani dane.
- Na prawdę muszę?
- Tak to jest bardzo potrzebne.
- Scarlett Swift się nazywam.
- Widzę,że znajoma Jacksona, moja córka szaleje za pani przyjacielem.
- A co to pana obchodzi, kto dla mnie jest?
- Trochę grzecznie.
- Przepraszam, ale się spieszę.
- Jak wszyscy w tym świecie.
- Proszę pana, moja podopieczna jest chora, a ja muszę być jak najszybciej przy niej.
- Ok, nie dostanie pani mandatu, ale na przyszłość niech pani jeździ wolniej.
- Dziękuję.
- Będzie fajnie jak pani załatwi autograf Jacksona, dla córki.
- Oczywiście.
- Miłego dnia życzę.
- Nawzajem. - Meżczyzna w średnim wieku odszedł od mojego samochodu i skierował się do radiowozu. Ja odjechałam z miejsca zdarzenia i już w normalnej prędkości dojechałam do rancha Michaela. Kiedy już weszłam do domu i znalazłam się w salonie, ujrzałam śpiące Janet i Paris. Nie mogłam się opszeć, chwyciłam w rękę kubek z wodą i oblałam moją przyjaciółkę.
- Oszalałaś?! - ja zaczęłam się głośno śmiać, aż także obudziłam śpiącą Paris.
- Może tak, może nie.
- To ja ci pokaże komu za chwilę będzie do śmiechu. - Kobiet chwyciła w rękę butelkę z wodą i mnie oblała.
- No tak się z tobą bawić nie będę.
- Głupia zabawa.
- Też jestem takiej samej myśli. - podeszła do mnie Paris i mnie przytuliła, dziewczynka była bardzo słaba.
- Cześć kochanie.
- Scarlett,kiedy przyjedzie Tatuś?
- Niedługo już.
- Główka mnie boli.
- Moje biedactwo.
- Co zrobimy?
- Nie wiem, chcesz oglądnąć jakiś film?
- Tylko jaki?
- Ja coś wybiorę.
- Dobrze.
- Idź się połóż ja za chwilę wrócę. - Poszłam do Janet, która już musiała najwyraźniej jechać.
- Już jedziesz.
- Wiesz mam za 2 godziny spotkanie z prezesem wytwórni, w sprawie nowej płyty.
- Ok, to już jedź bo się spóźnisz.
- Tylko jeszcze pożegnam się z Paris.
- Janet, dzwoniłaś do Michaela?
- Nie odbiera.
- Ja mu się nagrałam na pocztę.
- Ok. - Jan podeszła do Paris i się z nią pożegnała. Potem przyszła pora na mnie, gdy Jan opuściła dom Michaela, ja wróciłam do Paris. Zajrzałam do szafki pod telewizorem w poszukiwaniu filmów animowanych. Nie świadomie chwyciłam w rękę jakieś czasopismo,był to "Playboy".
- Zboczeniec. - powiedziałam po cichu, parskając ze śmiechu. Wreszcie znalazłam pudełko z filmami dla Paris. Wybrałam jakąś Disney'ówke i władowałam ją do odtwarzacza.  Paris była zmęczona i nie miała ochoty oglądać filmu. Ja chwyciłam w rękę mój telefon licząc na to,że dostałam jakiś SMS od Michaela. Nagle na ekranie mojego telefonu pojawił się numer Michaela, natychmiast odebrałam.
- Ale powinieneś dostać kopniaka w tyłek! - nakrzyczałam do słuchawki.
- Przepraszam nie mogłem odebrać miałem ważne sprawy.
- Jakie niby?
- Byłem w szpitalu.
- Coś ci jest?!
- Nic, odwiedzałem chore dzieci.
- Aha, przepraszam,że tak naskoczyłam.
- Nic się nie stało, jak się teraz czuję moja córka.
- Usnęła, a gdzie ty jesteś teraz?
- W samolocie, gdy odsłuchałem twoją wiadomość, natychmiast pojechałem na lotnisko.
- O.Za ile będziesz z powrotem?
- Za jakieś 4, góra 5 godzin.
- To super.
- No ja też się cieszę.
- Ok, Paris za chwilę się obudzi.
- Daj mi ją.
- No ok. - dobudziłam i dałam małej mój telefon do ręki, ta rozmawiała ze swoim ojcem jakieś 25 minut. Po czym się rozłączyła. Bardzo się ucieszyłam, gdy usłyszałam w słuchawce głos Michaela. Nie mogłam już się doczekać tego, gdy za kilka godzin znowu go zobaczę.
**********
Człowiek pozbiera się,że wszystkiego,ale nigdy już nie będzie taki sam. Takim przykładem
człowieka jestem ja, po rozwodzie z Caroline i próbie samobójczej szybko się pozbierałem, ale nie byłem, aż do tego momentu szczęśliwy z jakąś inną kobietą. Przez jakiś okres tylko Paris trzymała mnie przy życiu, co ja bym zrobił, gdyby nie było jej nie było, za pewnie bym już nie żył. Nie mogę doczekać się powrotu do Los Angeles, gdy zobaczę moją kochaną córeczkę i kobietę, której chcę oddać całe moje serce. Od wczoraj żyłem z wyrzutami sumienia, nie mogłem wybaczyć sobie,że mogłem popełnić najgorszy błąd swojego życia.Tylko modlę się o to,żeby Tatiana nikomu o tym nie powiedziała, przez to mógłbym na zawsze zapomnieć o Scarlett, a tego bym nie przeżył. Wstałem o godzinie 9:30, za 3 kwadranse miałem spotkanie z dziećmi w szpitalu onkologicznym. Chciałem pokazać im,że jestem duchem i sercem z nimi. Niby to jest coś małego, ale mnie to bardzo wzrusza. Przebrałem się, nim wyszedł z hotelu wziąłem jakieś kartki z moim wizerunkiem i podpisałem je. Po jakiej po kilku minutach byłem na już na balkonie znajdującym się na 7 piętrze hotelu. Moi fani, gdy mnie ujrzeli zaczęli wiwatować, ja rzuciłem w ich kierunku te kilka kartek. Ludzie znajdujący się tam robili wszystko, aby zdobyć mój autograf. Doszło nawet do tego, że moi fani zaczęli się bić. Przebrałem się, założyłem jedną z moich fedor oraz okulary przeciwsłoneczne i opuściłem mój pokój. Musiałem wyjść tylnymi drzwiami, aby moi fani nie rzucili się w moją stronę. Wsiadłem do białej limuzyny podstawionej pod hotelem. Wyjechaliśmy po cichutku, ulice były obstawione przez strażników, wiec po paru minutach byłem w sklepie zabawkowym w jednym z najlepszych centrów handlowych w Londynie. Zakupiłem całe mnóstwo zabawek, nawet Paris tyle w swoim pokoju nie ma. Przy okazji jak byłem w tym centrum handlowym wstąpiłem do sklepu jubilerskiego, aby kupić Scarlett jakiś prezent. W oko mi wpadł piękny naszyjnik z wielkim diamentowym sercem w kolorze niebieskim, nie żałowałem na niego pieniędzy. Chciałem pokazać Scarlett jak bardzo jest mi bliska. Po udanych zakupach udałem się do szpitala, poszedłem na aule, gdzie zgromadzili się pacjenci ośrodka. Przywitałem się z każdym z nich. Przez następne 3 godziny opowiadałem o moim życiu i jak doszedłem do tego wszystkiego. Obejrzałem również przedstawienie przygotowane specjalnie na mój przyjazd, bardzo mi się spodobało. Na koniec rozdałem im wszystkim zakupione wcześniej zabawki i podpisałem kilkorgu dzieciom moje płyty, które posiadały. Spodziewałem się, że mogą tu leżeć moi fani. Pożegnałem się ze wszystkimi i opuściłem szpital. Gdy znalazłem się ponownie w mojej limuzynie poczułem coś na sercu, to było takie uczucie, które powodowało u mnie smutek. Wiedziałem, że większość tych dzieci jest tak chora, że pewnego dnia może skończyć się ich życie. Było mi z tym uczuciem źle, ale niestety my dla losu jesteśmy tylko zabawkami. Wyjąłem mój telefon i go włączyłem, miałem kilka nie odebranych połączeń m.in. od Janet i Scarlett, coś musiało się stać mojej córce, chyba. Miałem nagraną jedną wiadomość nagraną na pocztę, była ona od Scarlett.
"W ten kudłaty łeb od mnie dostaniesz! Masz natychmiast przylecieć do Los Angeles. Twoja córka się rozchorowała, a ty nawet nie odbierasz". - Była chyba na mnie zła. Zaniepokoiło mnie to, teraz miałem jechać na spotkanie z  przedstawicielami koncernu pepsi, na rozmowę w sprawie
"Bad World Tour", ale teraz marzyłem, aby być w LA przy Paris. Kazałem mojemu szoferowi, aby podjechał pod hotel. Ja wybrałem numer do Franka, musiałem poinformować, że nie przybędę na umówione spotkanie. Szczerze nie myślałem o konsekwencjach wynikających z tego szczeniackiego wybryku, w tym momencie najważniejsza była Paris. Byłem już pod siedzibą Pepsi.
- Halo Frank, mamy problem.
- Co znowu ci się nie podoba.
- Odwołaj mi to spotkanie z przedstawicielami pepsi.
- Oszalałeś?!
- Ja i Quincy za tobą tu czekamy.
- To się nie doczekacie. Wracam do USA.
- Stało się coś?
- Paris się rozchorowała.
- I dla niej chcesz zaprzepaścić trasę?
- Frankie, moja córka jest najważniejsza i ja powinienem przy niej być.
- Michael, ale ludzie za tobą czekają,
- To powiedz im, aby przyjechali do USA.
- Spróbuję.
- Ok, ja już jadę do hotelu, a za chwilę na lotnisko.
- Dobra.
- Na razie. - Rozłączyłem się, po jakiś kwadransie byłem pod moim hotelem. Po kilku minutach znalazłem w moim pokoju hotelowym. W trybie ekspresowym chwyciłem za moją walizkę, spakowałem się w 5 minut i jeszcze sprawdziłem czy wszystko mam. Gdy upewniłem się, że wszystko mam pojechałem windą i znalazłem się w holu hotelu. Wymeldowałem się, a zaraz po tym wyszedłem z hotelu i znalazłem się w limuzynie, która zawiozła mnie na lotnisko. Po jakiś 30 minutach znalazłem się w moim prywatnym samolocie. W czasie gdy leciałem.nad Atlantykiem zadzwoniłem do Scarlett, aby poinformować ją, że za kilka godzin już będę w Los Angeles. Byłem szczęśliwy gdy odebrała, naprawdę stęskniłem się za nią przez te kilka dni. Gdy skończyłem rozmowę z Scarlett, zacząłem rozmawiać z Paris.
- Tatusiu wszystko mnie boli.
- Moja księżniczką, jak ja przyjadę do ciebie, to od razu ci się polepszy.
- Tato, a czy Scarlett zostanie jeszcze?
- Ja tylko będzie chciała.
- Tatusiu, a będziesz chciał ze mną wyjśź na dwór.
- Przez następne kilka dni musimy siedzieć w domu.
- Dlaczego?
- A co będzie jak kogoś zarazić?
- To będzie ze mną się bawić w domku.
- Ja bym nie był tego taki pewny.
- JA nie chcę się nudzić.
- Młoda masz swój wielki domek z lalkami.
- Ale on jest już głupi.
- Ja ci wymyśle coś twórczego.
- No dobrze tatusiu. - rozmawialiśmy tak przez 15 minut. Gdy Paris się rozłączyłam poczułem takie ciepełko,że ją za kilka godzin znowu zobaczę. Ktoś by to nazywał instynktem macierzyńskim, ale w moim przypadku jest to instynkt tacierzyński. Minęło jeszcze z 5 godzin zanim wylądowałem na lotnisku w Los Angeles. Przy schodach prowadzących od drzwi mojego samolotu był rozłożony czerwony dywan. Wszyscy wiedzieli,że dzisiaj wracam do Ameryki, więc przywitali mnie w istnie królewskim stylu. Nie mogło oczywiście zabraknąć tak moich fanów. Gdziekolwiek bym nie był, to zawsze oni będą przy mnie. Nie zabrakło również dziennikarzy i paparazzi. Czekałem jeszcze zanim mój szef ochrony Bill zabierze moje bagaże. Gdy już wszystko było załatwione wsiadłem z moją ochroną do czarnego BMW i pojechałem do Neverlandu na spotkanie z Scarlett i Paris. LA jak

zawsze było zatłoczone, wiec musiałem postać w ciągu aut. Gdy tak staliśmy zadzwoniłem do mojego lekarza, aby  się zjawił w mojej posiadłości i zbadał Paris. Minęło jakieś 30 minut zanim ponownie ruszyliśmy, po jakiś 10 minutach. Dojechaliśmy na moje rancho. Neverland zakupiłem rok temu i jeszcze miałem w planach je uczynić najlepszym miejscem dla dziecka i dorosłego na świecie. Wjechaliśmy przez główną bramę z złotym napisem "Neverland", minęło jakieś 5 minut zanim podjechaliśmy pod mój dom. Na powitanie wyszła mi Scarlett, ucieszyłem się z tego, od razu mi to poprawiło humor.
- Cześć. - powiedziałem do młodej kobiety.
- Witam cię w domu. - Scarlett przytuliła mnie.
- Jak tam u Paris?
- Leży w dużym pokoju.
- Moja biedna córeczka, idę  ją utulić. - Paris wyszła na dwór, gdy mnie zobaczyła była taka szczęśliwa, jakby dostała wszystkie zabawki tego świata. Scarlett nie była z tego faktu zadowolona.
- Tatuś!!! - Mała do mnie podleciała i wskoczyła mi na ręce.
- Ale ja się za tobą stęskniłem moja księżniczko.
- Ja za tobą też tatusiu.
- Chodźmy już do domu, bo nie powinnaś wychodzić.
- Dobrze. - Paris pobiegła do domu. Chciałem jak najszybciej powiedzieć jej co czuję, gdy jest przy mnie.
- Scarlett.
- Co?
- Chciałabyś się ze mną przejść po posiadłości.
- No jasne, a co z twoim bagażem.
- Poproszę kogoś, aby mi je zaniósł.
- No dobrze, a Paris nie będzie marudzić potem.
- Jakąś ja ją udobrucham.
- Ok. - zobaczyłem,że Scarlett ma na dłoni bandaż, zmartwiłem się tym widokiem.
- Co ci się stało?
- Gdzie?
- W dłoń.
- A to, nic poparzyłam się dzisiaj wrzątkiem.
- Musiało strasznie boleć.
- Na początku, ale teraz już jest lepiej.
- Mów, jak będzie cię to boleć.
- To idziemy?
- Jasne.
Ruszyliśmy w długi spacer po Neverlandzie. Scarlett bardzo się podobała moja posiadłość, nie była tu po raz pierwszy, ale miałem takie wrażenie,że Neverland przypomina dobre wspomnienia z jej dzieciństwa. Scarlett miała podobnie jak ja zniszczone dzieciństwo, w końcu w domu dziecka ona nie była szczęśliwa. Zależało mi na tym, aby przypomniała sobie te dobre czasy, gdy żyli jej rodzice i była z nimi szczęśliwa i mogła się cieszyć magią dzieciństwa.
- Podoba ci się Neverland?
- Jestem tu po raz kolejny, ale dopiero teraz widzę jak tu jest magicznie.
-Wiesz zależy mi, aby to miejsce było odzwierciedleniem dzieciństwa dla dorosłego człowieka.
- Rozumiem. Michael słyszałam,żę się zakochałeś.
- Kto ci to powiedział?
- Paris mi powiedziała.
- O to gaduła mała.
- Zgaduję to ta dziewczyna z którą się lizałeś na tym przyjęciu.
- Ona, ja nawet nie pamiętam jej imienia.
 - Wiesz w ogóle kim ona dla mnie jest.
- Znasz ją?
- Nawet nie wiesz jak ja jej nienawidzę.
- Co ona ci zrobiła?
- Pamiętasz jak opowiadałam ci o Max'ie?
- No coś tam mówiłaś.
- To właśnie ona się całowała z Max'em na tej imprezie.
- I za to jej nienawidzisz?
- Ona chodziła na tą samą uczelnie co ja. Dowiedziała się,że wychowałam się w domu dziecka i obrażała od sierot.
- Rozumiem cię. Też bym miał żal do takiej osoby. To co było na tym przyjęciu to był tylko przypadek.
- Ja myślałam,że ci się to podobało.
- Czy ty nie jesteś czasem zazdrosna?
- O ciebie nigdy. Ja nie będę ci przeszkadzać w drodze do szczęścia
- Jak byłem w Londynie cały czas myślałem o pewnej osobie
- Niech zgadnę o Paris?
- Nie, o pewnej pięknej blondynce.
- Michael muszę ci coś powiedzieć.
- Ja pierwszy.
- No dobrze.
- Bo jak ja byłem w Londynie to cały czas myślałem o tobie. Gdy wtedy Janet mnie z tobą zapoznała, poczułem w moim sercu takie uczucie jakiego dawno nie czułem. Działasz na mnie jak jakiś narkotyk, uzależniłem się od ciebie.
- Nie rozumiem.
- Kocham cię. - Momentalnie objąłem moją ukochaną w talii i wbiłem się w jej słodkie wargi w długim, namiętnym i gorącym pocałunku. Bałem się o to, aby Scarlett za chwilę nie odsunęła się od mnie i mnie nie spoliczkowała. Ale poczułem jak kobieta z miłością odwzajemnia moje pocałunki.
Byłem w siódmym niebie.
- Ja też cię kocham.- Scarlett ponownie złączyła nasze wargi w kolejnym pocałunku.
- Mam dla ciebie prezent.
- Michael nie musiałeś
- Jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi. - Wziąłem Scarlett na ręce i zakręciłem kilka razy wokół własnej osi.
- Michael, jeszcze chwila, a będzie mi się w głowie kręcić. Puść mnie na ziemie.
- Jak sobie moja Milady życzy.
- Już lepiej. Michael chodźmy już może do domu bo Paris zła będzie.
- No ja mojej córki wolałbym już nie denerwować. - Chwyciłem Scarlett za dłoń i razem poszliśmy do mojego domu. Paris leżała na kanapie w dużym pokoju i spała. Postanowiłem, że jej nie obudzę.
- Chodźmy do mojej sypialni.
- No dobrze.
- Za chwilkę powinien być mój lekarz.
- Ok. - Scarlett poszła za mną. Ja wyjąłem z mojej walizki torebeczkę w której było schowane pudełeczko z naszyjnikiem zakupionym w Londynie i podałem je Scarlett. Kobieta zajrzała do środka i wyciągnęła pudełko.
**********
Miłość to uczucie z którym na pewno chociaż raz w życiu spotka się każdy. Gdyby nie było miłości
nie było by istnienia. Każdy pocałunek, aby być prawdziwy musi być nasączony miłością. Dzisiaj jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Gdy Michael mnie pocałował czułam miliony motylków w brzuchu. Paris powiedziała mi, że jej ojciec się zakochał, ale nie podejrzewałam, że tą osobą mogę byc ja. Co w ogóle piosenkarz światowej sprawy widzi w takiej prostej i zwyczajniej dziewczynie. Otworzyłam pudełko, które dostałam od Michaela. W środku ujrzałam piękny naszyjnik z wielkim sercem w kolorze niebieskim. Był to prawdziwy diament.
- Michael, ja go nie przyjmę.
- Dlaczego?
- Przecież to musiało kosztować majątek.
- Cena się nie liczy. Załóż go proszę.
- No dobrze.
- W końcu najpiękniejsza kobieta na całym świecie musi dostawać najpiękniejsze prezenty.
- Pomożesz mi go założyć?
- Jasne. - Michael podszedł do mnie i pomógł mi w założeniu na szyję naszyjnika, po czym złożył kilka pocałunków na mojej szyi. Musnęłam Michaela po jego ustach. Popatrzałam na swoje odbicie w lustrze.
- Jesteś piękna.- Michael zaczął mnie tulić od tyłu. Ponownie złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku.
- Dziękuję. - Michael objął mnie w tali. Jednak ktoś nam przeszkodził, pukając w drzwi od sypialni Mike'a. Była to gosposia Michaela pani Lena.
- Michael twój lekarz przyjechał do Paris.
- Już idziemy.
- A właśnie miałam dać Paris coś co kupiłam jej dzisiaj w aptece.
- Wolałbym, gdybyś nie jeździła do sklepu.
- Dlaczego?
- Bo nie chce, aby ktoś ci przez ze mnie zrobił jakąś krzywdę.
- Kochanie umiem o siebie zadbać.
- Skoro tak myślisz, chodźmy już. - Wyszliśmy z sypialni Michaela i skierowaliśmy się do salonu, gdzie był lekarz mojego chłopaka i badał małą Paris.
- Co się dzieje mojemu dziecku?
- Paris przechodzi ospę wietrzną.
- Czy to jest poważne.
- Jeżeli będziemy to leczyć wszystko będzie dobrze. Każde dziecko, musi przejść ospę. Łagodniejszy ma wtedy przebieg. Pan też na pewno kiedyś miał tą chorobę.
- Co tam miałem, ale nie pamiętam.
- Tutaj ma pan listę lekarstw, które musi przyjmować Paris?
- Co mam robić, aby wyleczyć Paris?
- Proszę spróbować obniżyć gorączkę. Trzeba też często myć ciało dziecka. Wystarczy łyżeczka sody oczyszczonej. Trzeba też nie pozwolić dziecku się drapać. Ospa to niby łagodna choroba, ale powikłania mogą być poważne.
- Oczywiście.
- Ja już wychodzę. Proszę dzwonić, jakby co. Do widzenia.
- Do widzenia. - Lekarz opuścił dom Michaela.
- Tatusiu, czy ty się malujesz?
- Podebralem Scarlett jej szminkę.
- Tatusiu dziwne w tych ustach
-  Tata też może się malować.
- Ale wyglądasz inaczej.
- Młoda nie znasz się.
- Ale i tak Scarlett ładniej wygląda w czerwonym
- Z tym to się zgodze.
- Dziękuje.
- Tatusiu, a o ty tam robiłeś w tym Londynie?
- Dużo rzeczy. Nagrywałem video byłem u chorych dzieci w szpitalu.
- A myślałeś tam o mnie.
- W każdej godzinie.
- Ja za tobą tak tęskniłam.
- Ja za tobą mój misiu też.
- Paris ułożymy wielką wieże z klocków? - Wtrąciłam.
- Tak.
- To przynieś tylko klocki.
- Dobrze. - Paris poszła do swojego pokoiku po klocki. Ja przytuliłam się do Michaela siedzącego na kanapie.
- Wysłałeś kogoś do apteki?
- Nie, ale zaraz wyśle. - Michael poprosił panią Lenę, aby pojechała do miasta po lekarstwa dla Paris. Mała wróciła pp chwili z pudełkiem pełnym drewnianych klocków. Przez następne 3 godziny bawiliśmy w trójkę. Gdy gosposia mojego chłopaka wróciła z lekami natychmiast podaliśmy je Paris. Po naszej zabawie przyszła pora na kąpiel. Wrzuciłam do wody łyżeczkę sody oczyszczonej, tak jak kazał lekarz. Po kąpieli Michael położył Paris do swojego łóżka.Założyłam jej na ręce rękawiczki bawełniane zakupione w aptece, aby nie drapała się w nocy. Miałam teraz trochę czasu dla i Mike'a. Poszłam do sypialni Michaela, gdzie miałam swoją walizkę. Chciałam iść pod prysznic, ale nie mogłam nigdzie znaleźć mojej piżamy. Po chwili do sypialni przyszedł Michael i zaczął mnie tulić od tyłu.
- Czego my tu szukamy?
- Piżamę zgubiłam.
- Krasnoludki ukradły może.
- Ja od dawna nie wierze w krasnoludki.
- Dla mnie możesz spać bez niej.
- Może jak te panie z gazetek, które trzymasz w szafce pod telewizorem.
- Jakie gazetki?
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi.
- Ja już tego nie przeglądam.
- Ale przeglądałeś.
- Miałem to wszystko wyrzucić.
- Winny się tylko tłumaczy,
- Mam pomysł, dam ci jedną z moich koszul.
- Nie będzie za duża?
- Może troszeczkę.
- Dobra, dawaj mi ją.
- Proszę. - Michael dał mi do ręki swoją czerwoną koszule, jedną z wielu. Poszłam pod prysznic. Po jakiś pięciu minutach wyszłam z pod prysznica. Ubrałam koszule Michaela, była na mnie za duża i strasznie wisiała, ale i tak mnie to nie interesowało, najważniejsze było, aby zasłanie to co ma za obowiązek. Wróciłam do Michaela, który jak tylko mnie zobaczył wygałuszał na mnie gały, jakby nigfy nie widział kobiety.
- Jesteś taka piękna.
- Dziękuje kochanie. - Weszła do łóżka i cmoknęłam mojego ukochanego w usta.
- Teraz ja zmykam pod prysznic.
- Tylko się nie przeraź gdy tam wejdziesz.
- Spokojnie, jakąś przeżyje.
- Kocham cię! - krzyknęłam.
- Ja ciebie też. - Odpowiedział mi Michael. Włączyłam telewizor i przełączyłam na MTV. Jakiś czas potem leciało "Billie Jean", gdy leciało taneczne intro Michael wyszedł z łazienki i zrobił perfekcyjny Moonwalk. Byłam wniebowzięta.
- Musisz mnie nauczyć twojego księżycowego chodu.
- To nie jest takie trudne. Chwila i już umiesz.
- Wiesz bo ja myślałam, powiemy Paris,że jesteśmy razem.
- Kotku, potem jej powiemy o wszystkim
- A nie będzie miała do nas pretensji.
- Ona jest jeszcze malutka nie zrozumie tego.
- Tak myślisz?
- Tak.
- Ale ja cie kocham. Nie masz pojęcia nawet jak.- Złączyłam moje i  Michaela wargi w gorącym pocałunku.
- Idę już spać, bo jutro do pracy zaśpię jeszcze.
- Dobrze. - Michael zgasił światło i z powrotem położył się do swojego łóżka. Pomyśleć, że miliony
kobiet na całym świecie marzy, aby Michael chociaż podał im dłoń. Czy ja jestem wybranką losu? Pomyśleć, że jak miałam 15 lat nie myślałam nawet, że kiedyś będę spała w jednym łóżku z Michaelem Jacksonem. Teraz już jestem szczęśliwa. Wtuliłam się w tors mojego ukochanego i odpłynęłam do krainy snów.
**********

I jak? 
Możecie mnie zabić.
Pozdrawiam <3